Strona 2 z 3
Od ofiary do oświecenia
I mam uwierzyć, że jakaś gra uświadomi mi, co jest moim najwyższym dobrem...
– Oczywiście, że nie – mówi Ireneusz Rudnicki. – Ale używając narzędzi Tippinga, przechodzimy z „krainy ofiar" do Satori – miejsca lekkości i akceptacji w odniesieniu do dręczącej nas wcześniej sytuacji.
Nie trzeba w to wierzyć. To i tak się dzieje. Mamy w sobie wewnętrzny głos, który Colin nazywa Duchową Inteligencją, a który dla innych może być iluzją, snem, urojeniem... Kilka razy zobaczyłem w sobie kontrast pomiędzy intelektem, który powiedział: „To bez sensu, to gówno!", i głosem wewnętrznym, który nagle oznajmił: „To Bóg, to miłość".
Siedzę kiedyś ze znajomymi przy kawie i nagle dziewczyna mówi: „Zakochałam się. Narzeczony zrobił na zamówienie specjalne obrączki. Symbol wyjątkowej miłości. Podczas sprzątania ta obrączka wpadła mi do toalety. Wieczorem dzwoni do mnie ukochany z zupełnie innego miasta i mówi: »Remontuję spłuczkę, sięgam i jest obrączka taka sama, jaką dla nas zrobiłem«".
Akurat! Nie wierzę!, prawie krzyczę.
– Dokładnie tak samo zareagowałem – mówi Rudnicki. – Jasne... Wisłą popłynęła... I nagle wewnętrzny głos zdusił we mnie cynika i powiedział przez moje usta: „Cud miłości" – i całym sobą poczułem prawdę tej irracjonalnej historii. Te momenty wejrzenia w głąb siebie są krótkie, ale się zdarzają i przynoszą ogromną ulgę zmęczonemu krytykowaniem umysłowi. Ludzie grają w SATORI, bo chcą doznać ulgi.
Rozpoczynam fascynującą grę
Startuję z „Krainy ofiar". Losuję „Zdarzenie" i „Kontekst". Czytam na głos. Zdarzenie: „Musiałaś podjąć decyzję w sprawie niechcianej ciąży". Kontekst: „Kościół. Instytucja religijna". Uśmiecham się z satysfakcją, bo zaraz zapędzę Mistrza w kozi róg. Nigdy nie miałam takiego problemu, mówię. Ani ja, ani nikt z moich bliskich.
Rudnicki jednak upiera się. To moja podświadomość podsunęła mi problem, który może nie wprost, ale w jakiś inny sposób zadziałał na mnie i został ukryty głęboko. Ma się to wyjaśnić w trakcie gry.
reklama
Przede mną plansza w formie spirali. Cztery kręgi to kolejne poziomy świadomości. One pozwolą mi w ciągu zaledwie godziny przejść od wylosowanej „opowieści ofiary" i bólu, który się z nią wiąże, do etapu spokojnej akceptacji. Mistrz gra ze mną. Też losuje zdarzenie, które na pozór nie ma z nim nic wspólnego. Ale on już wie, że dojdzie w trakcie gry do momentu, w którym na nowo zinterpretuje tę opowieść.
Próbując mi pomóc, wspomina dziewczynę, która wylosowała kiedyś taką samą kartę, jak ja. I tak samo zareagowała. W trakcie gry okazało się, że ona pracuje w aptece i kiedyś sprzedała jakiejś kobiecie tabletki wczesnoporonne. Niczego złego o niej wtedy nie pomyślała. Tymczasem okazało się, że pojawił się w niej jednak wewnętrzny sprzeciw, wyrzut, który ją gryzie. Bo został głęboko ukryty. Wcześniej czy później przyciągnąłby sytuację, która pozwoliłaby tej dziewczynie uświadomić go sobie.
Nie zamierzam opisywać całego przebiegu gry, bo to w końcu wiwisekcja mojego głęboko skrywanego „Ja". Warto jednak opisać kilka pól, na które gra mnie kieruje. Staję na polu: „Zabawa w obwinianie". Ono mi się szczególnie spodobało. Instrukcja obsługi gry informuje: „Jeden z graczy trzyma przed sobą maskę twojego »prześladowcy«, byś mógł dać upust swoim uczuciom. Powiedz, co i dlaczego masz mu/im za złe. Wyrzuć z siebie wszystko, co ty – jako ofiara – chcesz mu/im powiedzieć. I udramatyzuj swą wypowiedź, nie szczędząc emocji. Jeśli nie pojawią się żadne uczucia, nie przejmuj się. Po prostu udawaj".
Poczułam się jak aktorka. Tak długo udawałam, aż w pewnym momencie nie byłam już pewna, czy gram, czy daję upust prawdziwym emocjom. Maska prześladowcy nabrała w mojej głowie realnych kształtów. Wystraszyłam się tych uczuć. Gra zaczyna działać!
Kilka razy stanęłam na polu „Uzdrawiający anioł". Wystarczyło tu tylko powiedzieć na głos, z pełnym przekonaniem: „Choć być może nie wiem, dlaczego tak się dzieje, uświadamiam sobie teraz, że ...... (tu imię tego, kogo obwiniamy) i ja wykonujemy razem uzdrawiający taniec. I rozumiem, że jesteśmy dla siebie nawzajem uzdrawiającymi aniołami".
~czekajirena