Dragi podnoszą ciśnienie
Michał Pozdał radzi też czytać instrukcje i szukać tego, co będzie podniecające dla obojga. – Dzisiaj gadżety seksualne można zamówić przez internet, a w galerii na stronie sklepu dokładnie je obejrzeć. Podczas takiej wirtualnej przechadzki łatwo sprawdzimy własne reakcje, zorientujemy się, co działa na naszą wyobraźnię, a czego nigdy byśmy nie zaakceptowali. Możemy też dokładnie przeczytać, do czego co służy, bo każda zabawka ma swoje przeznaczenie i lepiej nie używać jej do innych celów – podkreśla. Nawet dostępne w aptekach i na stacjach benzynowych „pierścienie” na penis, które pozwalają przedłużyć erekcję i drażnić łechtaczkę partnerki, niewłaściwie używane, mogą... co najmniej nie spełnić swojego przeznaczenia.
– W tej grze czasem łatwo przesadzić – przyznaje Magda od różowego wibratora. Jako żona lekarza, słyszała o kilku „humorystycznych” przypadkach z ostrego dyżuru – wibratorze, który zaklinował się w odbycie, kulkach doodbytniczych, które nie chciały wyjść czy sztucznym języku do drażnienia łechtaczki, który wtargnął za daleko i „utopił się”. Jednak, jak zgodnie twierdzą lekarze i seksuolodzy, zamiast o ofiarach seksualnych gadżetów należy raczej mówić o ofiarach paniki.
– Te urządzenia są zazwyczaj testowane i naprawdę bezpieczne. Trzeba się mocno postarać, by zrobić sobie nimi krzywdę. Chyba że zaczniemy smagać kogoś pejczem po oczach czy dusić szarfą – mówi Michał Pozdał. Albo gdy wpadną w niepowołane... rączki. Choć doświadczenie uczy, że nawet wtedy działają raczej tylko na wyobraźnię.
Janka, 42-letnia samotna matka, była pewna, że podwójne dno zamykanej szuflady biurka, do którego jej córeczce nie wolno się zbliżać, jest pewną kryjówką. Aż pewnego dnia znalazła swój dwufunkcyjny wibrator w domku lalki Barbie. Policzyła do dziesięciu i przeprowadziła rozmowę wychowawczą. – Ale jak tu mówić o prywatnej własności, włamaniu i kradzieży, kiedy własna córka pyta, po co mi niebieski siusiak – pyta załamana. O niebieskim siusiaku mamy Mania informowała odtąd wszystkich gości, łącznie z byłą teściową.
Na forach internetowych poświęconych seksowi roi się od podobnych historii. Kilkulatki ozdabiają domki dla lalek złotym dildo (ma kształt członka, ale nie wibruje), rzucają psu „jajka dla mężczyzn” – schowane w plastikowej skorupce gumowe nakładki na penis. Ale prawdziwe zagrożenie to dopalacze, używane przez osoby poszukujące intensywniejszych doznań. Wszelkie podejrzane „wspomagacze”, które przyspieszają akcję serca i zwężają naczynia krwionośne, mogą prowadzić do zawału.
Siedlisko seksualnej rozkoszy
Katarzyna – jak sama siebie określa – koneserka erotycznych gadżetów, zna parę, która przesadziła. On przeżył zawał, ona, w konsekwencji, załamanie nerwowe. Potem już nigdy nie wrócili do eksperymentów. Ba, nawet do seksu, bo on doznał takiej traumy, że łóżko zaczęło mu się kojarzyć ze śmiercią. Dzisiaj są już po rozwodzie.
Dla Katarzyna „dragi” to granica, której nie przekroczy nawet z nowym „narzeczonym”, anestezjologiem, który na substancjach wyskokowych zna się jak nikt. Jako weteranka w świecie urozmaiconego seksu (już w latach 90. zapuszczała się do sex-shopów i czytała erotyczną prasę), wie, że najważniejsze dzieje się w głowie. Opowiada, że nigdy nie czuła się wspanialej niż latem, kiedy z byłym chłopakiem zajechali do pięknego dworku na południu Polski. Mieli ze sobą pełny zestaw do zabawy w policjanta, ale w pewnym momencie spodobała im się zabawa w hotelową obsługę.
– Marek zażyczył sobie czerwonego wina z barku na dole. Natychmiast. W tych kabaretkach, szpilach i futerku, ledwo zakrywającym brak majtek. No więc zeszłam i w obecności całego baru zamówiłam – najpierw to wino, potem jeszcze kawior, a potem sok pomarańczowy. Za każdym razem opowiadałam mu o tym, jak czułam się tak odsłonięta, taka na widoku, przy tych wszystkich dorosłych ludziach, niewychodzących ze swej roli – opowiada Katarzyna. I obydwoje szczytowaliśmy, nawet się nie dotykając. Bo te gadżety są właśnie po to, żeby rozbudzić wyobraźnię – prawdziwe siedlisko seksualnej rozkoszy.
Karolina Kowalska
fot. shutterstock.com
"Wróżka" 2/2012
![]() |
![]() |
![]() |
Najstarsze seksualne zabawki liczą sobie ok. 2 tys. lat, a odnaleziono je w grobowcach konkubin chińskich cesarzy z dynastii Han. Przypuszcza się, że sztuczne penisy z jadeitu, kości słoniowej i drewna służyły licznym konkubinom cesarza. Obsługiwały je – czego dowodzą zachowane obrazy na naczyniach – pokojówki nieszczęsnych, leżących odłogiem konkubin. W starożytnej Grecji takie zabawki nazywano olisbos i wykonywano masowo z garbowanej skóry, drewna, a nawet kamienia.
Pierwsze wibratory pojawiły się pod koniec XIX w. Lekarze używali ich do leczenia histerii, a terapia polegała na doprowadzeniu pacjentki do orgazmu (choć nikt wtedy nie ośmielił się przyznać tego wprost).
dla zalogowanych użytkowników serwisu.