Tęsknota za silnym mężczyzną

Tęsknota za silnym mężczyznąOna i on: ring rodzinny

Agata
Grzesiek był na studiach moim guru. Imponował mi tym, że zawsze robił tylko to, co chciał i nie wahał się powiedzieć, co myśli. Był wolnym człowiekiem… Ja nie miałam w sobie takiej pewności. Miałam za to jasno ułożony plan na życie. Studia, praca, awans, a potem rodzina. On został po studiach na uczelni, a ja zaczęłam robić „karierę”. Ile mnie to kosztowało nerwów i stresu, wiem tylko ja. Musiałam się zmienić, opancerzyć. Do domu zawsze przynosiłam uśmiechniętą twarz, za nic bym się nie przyznała, że sobie nie radzę. Zresztą wtedy sama obecność Grzesia działała na mnie kojąco i jakoś to szło. Awansowałam, zarabiałam coraz lepiej. Grzegorz za to zaczął marudzić, że ma dość uczelni, że zarabia grosze, że jego szef jest beznadziejny…

W moje 33. urodziny okazało się, że jestem w ciąży – planowaliśmy to zresztą od pewnego czasu. A w trzy miesiące później mój mąż rzucił pracę. Miał dosyć tego, że, że wciąż go na uczelni nie doceniali. Że to inni zbierali pochwały i nagrody – nie on. Tak mówił. Nie było tragedii – prawdę mówiąc i tak zarabiał grosze. Moja pensja i jego honoraria za tłumaczenia wystarczały nam aż nadto. Ale ciążę znosiłam nie najlepiej. Wracałam wieczorem ledwo żywa – w domu bałagan, a mój mąż ze szklaneczką wina przed komputerem. Zapomniał, że miał odebrać pranie, posprzątać, podlać kwiatki… „Mam pilne zamówienie”, mówił najczęściej, gdy zaczynałam się pieklić. Pracy na stałe też przestał szukać. Bagatelizował moje pretensje i śmiał się, że kobiety w ciąży zawsze mają emocjonalne problemy.

Gdy urodziłam Marysię, opiekował się nią wspaniale, kąpał ją, wstawał w nocy. Gdy musiałam wrócić do pracy, postanowiliśmy nie zatrudniać opiekunki, Grzegorz zajął się małą. Gdy jednak poszła do przedszkola, zażądałam, żeby w końcu znalazł sobie jakąś stałą pracę, założył własną firmę, cokolwiek. Bo miałam już dość! Ja harowałam od rana do wieczora, a w domu atmosfera wiecznej zabawy, rozgardiasz, jacyś ludzie, których nie znałam…

reklama

Grzesiek jest bardzo towarzyski i wszystkie mamunie i z podwórka, i z przedszkola patrzą w niego jak w obraz. On zarabia na papierosy, ja na całą resztę, na raty za mieszkanie, samochód, na wakacje, ciuchy i nowy laptop dla mężusia… Nie tak miało być. Miał być naukowcem profesorem, miał robić karierę na uczelni, miałam być z niego dumna, a mam gosposia, który korzysta z mojej karty kredytowej i w dodatku dobiera się do mnie w łóżku, gdy ja ledwo żyję ze zmęczenia…

No i któregoś dnia wybuchłam na całego. A on na to, że mnie nie rozumie – przecież jest tak, jak chciałam. Mam do niego pretensje o to, że chce mieć dobrze wychowane dziecko i normalną rodzinę? Jemu wystarczy to, co on zarabia, nie musi mieć ani takiego dużego mieszkania, ani nowego samochodu, za to wolałby mieć ciepłą kobietę, a nie szefa z nieustającymi pretensjami… I od tej pory mamy oddzielne sypialnie. Jest coraz gorzej. Marysia pyta, dlaczego śpię w innym pokoju niż tatuś, a ja czasem myślę, że chyba oszaleję. Przecież go i kocham i nim gardzę… Co mam robić?

Grzegorz
Agata jest jedną z tych kobiet, które zmuszają świat, by spełniał ich marzenia. W jej domu żelazną ręką rządziła matka, a ojciec, duży, łagodny mężczyzna, wciąż podkreślał, że bez niej niczego by nie osiągnął. Dopiero po latach się zorientowałem, że była to ucieczka do przodu, maska, którą założył, by na boku móc spokojnie robić swoje. Agata też była przekonana, że sobie bez niej nie poradzę. Choć wcale tego nie chciałem, urządzała nam życie według własnych potrzeb. Zawsze była chorobliwie ambitna – mój Boże, teraz jest chyba jeszcze bardziej…

Musiała pracować w tej firmie, a nie gdzie indziej, musiała awansować, musieliśmy mieć mieszkanie w tej, a nie innej dzielnicy i taki samochód, jak wypada. Przychodziła z pracy spięta, wściekła, więc udawałem, że tego nie dostrzegam i brałem ją w ramiona. Byłem z niej dumny i godziłem się na wszystko, bo ją kochałem, choć byliśmy jak noc i dzień. Jednak muszę przyznać, że to dzięki niej mogłem robić to, co mnie naprawdę obchodziło. Ale koledzy z pracy zaczęli mi zazdrościć robiącej karierę żony, pieniędzy. Inni awansowali, ja miałem najgorsze zajęcia. W końcu pożarłem się z szefem i rzuciłem mu prosto w twarz, co myślę. Odszedłem z uczelni. Tak się skończyła moja profesorska kariera. „Nie martw się, damy radę”, powiedziała.

Gdy urodziła się Marysia, oszalałem, zakochałem się w małej. Agata, jak każda profesjonalistka, wciąż się bała, że z dzieckiem coś nie tak, miała mało pokarmu i brak jej było do Marysi cierpliwości. Widziałem, że chce jak najszybciej wrócić do pracy, odrzuciłem więc propozycję pracy w wydawnictwie i zająłem się córką. Od rana do wieczora. W nocy tłumaczyłem, pisałem. Zarabiałem śmiesznie mało w porównaniu z żoną. No i byłem nikim, ale czułem się szczęśliwy. Gdy Marysia poszła do przedszkola, zacząłem szukać pracy, ale nie było już tak łatwo, znajomi poznikali, na rynku kryzys. Wysyłałem setkami swoje CV, ale jakoś nikt nie chcial bezrobotnego niedokończonego doktoranta. Na szczęście miałem swoje tłumaczenia. Coraz częściej jednak musiałem prosić Agatę o pieniądze, coraz częściej znosić jej awantury o to, że „jestem bez pracy i wydaję jej pieniądze”.

No i między nami zaczęło się dziać coraz gorzej. Wściekała się o wszystko – o to, że siedzę w domu, że rozmawiam na podwórku z matkami innych dzieci, że nie odkładam rzeczy na swoje miejsce, że… Wszystko było źle. A najgorzej w łóżku. Stała się zimna i drętwa jak kłoda. W końcu wyprowadziła się do drugiego pokoju. Nie rozumiem jej – jeśli postanowiła urządzić mi życie i napisała swój własny scenariusz, który z radością realizowałem, czemu ma mi to za złe? Byłem dobry, bo się na to godziłem, a teraz jestem beznadziejny, bo się na to godzę? Boże, daj mi siłę, żeby zrozumieć tę kobietę…


Anna Miłosz

Źródło: Wróżka nr 1/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka