Władza uzależnia. Kobiety, które po nią sięgnęły, poczuły to, co przez setki lat mogli czuć tylko mężczyźni.
– Bo władza należy do najważniejszych i pożądanych wartości – mówi prof. Środa – Kobiety były jej pozbawione przez tysiące lat. Zawsze ktoś nimi rządził: ojciec, mąż, Kościół i państwo. Pora, żeby wreszcie miały we władzy udział. W końcu społeczeństwo to nie tylko interesy i potrzeby mężczyzn: wojny, futbol, konflikty. To także potrzeby kobiet, czyli, głównie, potrzeby rodziny.
Tylko jaka ona będzie, skoro już nie emocje, ale ekonomia i prestiż społeczny to główne powody, dla których ją zakładamy? Po co nam małżeństwo, a co za tym idzie, jakie mają być role kobiety i mężczyzny? Czy mamy nadal korzystać z gotowych wzorów, czy może trzeba je będzie teraz wzajemnie negocjować? Bo skoro tradycyjna rola kobiety nie cieszy się społecznym szacunkiem, to żadne z nich nie będzie jej chciało pełnić.
Komu się chce w kółko gotować pomidorową, wycierać niemowlęcy nos, czytać rymowanki i kręcić po osiedlowym skwerku, kiedy można kreować świat? Tworzyć historię? Wtedy nikt nie powie pogardliwie: „Kaśka? To ta z odrostami. Mąż jej nie dał na fryzjera. Kuchta taka, od rana do wieczora siedzi z dziećmi w domu!”.
Tomasz Srebnicki uśmiecha się i dam głowę, że zaraz mi powie, zgodnie zresztą z tym, co i ja czuję, że dopóki nie zaczniemy podnosić do rangi wartości społecznej degradowanych przez wieki wrodzonych umiejętności kobiecych, dopóki nie postawimy znaku równości między tym, co jedna i druga płeć może wnieść w życie społeczne, konflikt będzie się pogłębiał. I rzeczywiście.
Słyszę: „Nie pojmuję, co jest negatywnego w pracy na rzecz rodziny. Mężczyzna nigdy nie będzie tak dobrze pełnił funkcji wychowawczych jak kobieta. Nie umie tak scalać, mediować i organizować życia rodzinnego. To ona pełni rolę kulturotwórczą i światopoglądową. I ona podejmuje w rodzinie ostateczne decyzje”.
W każdej kulturze są osoby, które nie mieszczą się w schematach zachowań męskich lub kobiecych. To dla nich wykształcono status pół kobiety lub pół mężczyzny. Niszę, która nie ma nic wspólnego ze sferą seksualną, a wyłącznie społeczno-obyczajową. U Czejenów na przykład mężczyzna, który sądzi, że jego życie jest zbyt trudne, może zrezygnować z tradycyjnej roli wojownika. Nikt go wtedy nie wypycha na łowy. Może być zielarzem, komikiem, zabawiaczem. Ma prawo wyjść za mąż, jeśli – rzecz jasna – znajdzie amatora. Tacy mężczyźni-niemężczyźni są lubiani i nikt nie traktuje ich marginalnie, mimo że funkcjonują w społeczności na innych prawach.
W Indiach z kolei niemal 2 proc. ludności stanowią niszowi hidźra. To głównie mężczyźni, którzy są trochę aktorami, tancerzami, bywają żebrakami. Ubierają się podobnie jak kobiety i kojarzeni są z androgenicznymi bóstwami. Często poddają się trudnym obrzędom inicjacyjnym, łącznie z kastracją, choć nie jest to warunek konieczny.
W Albanii istnieje w społeczeństwie forma „dziewicy kanunu”. Kanun, czyli albańskie prawo zwyczajowe, godzi się na funkcjonowanie kobiety jak mężczyzny, ale tylko wtedy, gdy złoży ona specjalną przysięgę abstynencji seksualnej. Gdy to zrobi, ma męskie przywileje i takie same obowiązki. Może uczestniczyć w męskich zgromadzeniach, ale podlega zemście rodowej, choć normalnie kobiety są z niej wyłączone. Często zdarza się, że kiedy w rodzinie nie ma męskiego potomka, jedna z dziewczynek postanawia stać się dziewicą kanunu, a tym samym jedynym „facetem” w rodzinie.
Północnoamerykańscy Indianie Winkte sądzą, że niektórzy ludzie przychodzą na świat z podwójną duszą. Specjalnie dla nich stworzono status istoty pośredniej – ani mężczyzny, ani kobiety. Ci, którzy przyjmują taką funkcję, są nadal poważani przez społeczność, nie mogą się bez nich obyć istotne indiańskie obrzędy.
W Meksyku, kojarzonym powszechnie z kulturą macho, zupełnie inaczej dzieje się w stanie Oaxaca. Tam mężczyzna, jeśli ma ochotę pobyć kobietą, może się nią stać bez operacji zmiany płci. Wystarczy, że swą decyzję publicznie ogłosi. I już może się ubrać w sukienkę i zacząć funkcjonować tak, jak robią to kobiety.
W Polsce mamy dramatyczną historię Marii Komornickiej, która ogłosiła, że właśnie stała się mężczyzną, i od tej pory nazywa się Piotr Odmieniec-Włast. System społeczny nie zaoferował jej jednak żadnej niszy, tylko miejsce w domu dla obłąkanych.
Sonia Ross
Fotochannels,
Shutterstock.com
dla zalogowanych użytkowników serwisu.