Z tobą najlepiej... czyli bumerangowe pary

Julia i Marcin rozstali się po 5 latach małżeństwa. Teraz ponownie wzięli ślub. Nie chcą zmarnować drugiej szansy, którą dał im los.

Na początku ona miała własną firmę, on doradzał startującym przedsiębiorcom. Była jego klientką, przyszła miłość, potem ślub. Niestety, ich wspólne życie zbyt często przerywały podróże służbowe. W dodatku Julia nie przywiązywała wagi do ważnych uroczystości i rocznic; prawdę mówiąc, w ogóle o nich nie pamiętała.

Czara goryczy przepełniła się, gdy nie zdążyła wrócić z Berlina na przyjęcie z okazji 40. urodzin Marcina. Solenizant musiał po kolei tłumaczyć gościom, dlaczego nie ma żony, i znosić pełne współczucia spojrzenia. – Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć, że są takie chwile, kiedy rodzina musi być razem – pieklił się po jej powrocie. Praca Julii, która zmuszała ją do ciągłych wyjazdów, coraz częściej była powodem kłótni.

Nie potrafili tego rozwiązać. Decyzja o rozstaniu nawet szczególnie ich nie zabolała. I tak widywali się niezbyt często, jak powiedział Marcin. Julia pomogła mu wyprowadzić się z domu i urządzić nowe mieszkanie. Nadal się kochali, nie mogli tylko unieść ciężaru niespełnionych nadziei, jakie pokładali w tym związku. Ona wciąż potrafiła wyobrazić sobie, jak starzeją się obok siebie, on nie był pewien, czy ona wówczas też nie będzie musiała pilnie gdzieś wyjechać.

Kiedy weszli w nowe związki, nadal do siebie dzwonili, pisali maile, a z czasem nawet zaczęli obgadywać nowych partnerów. Julia w końcu się zaręczyła, a Marcin wydawał się tą decyzją trochę rozczarowany. Wszystko zmieniło się, gdy Julia znalazła się w szpitalu z podejrzeniem poważnej choroby, jakieś dwa lata po ich rozwodzie.

Wtedy zrozumiała, że zależy jej wyłącznie na Marcinie. Napisała do niego maila, a on natychmiast pojawił się w szpitalu. Na szczęście nie była poważnie chora.
Jak to jest, kiedy się do siebie wraca? Najtrudniej jest z przyjaciółmi. Dlatego Julia i Marcin długo trzymali w sekrecie, że znów są razem. Bo kiedy ludzie się rozwodzą, ich znajomi na ogół muszą opowiedzieć się po którejś ze stron.

Teraz Julia i Marcin starają się przebywać więcej czasu razem. Wiedzą, co stracili. Trzy lata po rozwodzie pobrali się ponownie. Ich namiętność jest silniejsza niż kiedykolwiek. Są wdzięczni losowi za drugą szansę.

reklama

Diana i Leon po raz pierwszy pobrali się, gdy mieli po 24 lata. Dziś, choć są już po 50, wciąż panuje między nimi ta sama chemia. Brakowało im tego przez całe osobne życie.

Nie wszyscy od razu żałują swojej decyzji. Zdarza się, że byli partnerzy bardzo długo zmagają się z jej konsekwencjami. Diana i Leon byli rozwiedzeni przez prawie 20 lat. W tym czasie każde z nich zawarło nowe małżeństwo. To pierwsze trwało cztery lata. Kłócili się o wszystko – obowiązki domowe, o jego przyjaciół, których ona nie lubiła. Ich miłość rozbiła się o codzienność. Kiedy wzajemny zachwyt opadł, po prostu skończyli swój związek.

Czy można znaleźć coś dobrego w kłótniach? Wbrew pozorom – tak. Temperatura związku jest wciąż wysoka, kiedy ludzie spierają się ze sobą, a potem namiętnie się godzą. Jeszcze lepiej, gdy w tym wszystkim jest poczucie humoru. Diana była nieszczęśliwa z nowym mężem, bo nie umiał rozbawić jej tak jak pierwszy. Jej żarty przechodziły bez echa. Śmiali się rzadko, a kiedy się kłócili, trudno im było zawrzeć pokój.

Ich drugie małżeństwa trwały 18 lat. Leon miał już dwoje dzieci, a mimo to zdecydował się na separację. Diana wróciła z długoletniego pobytu za granicą. Czasem spotykała byłego męża podczas zakupów czy spaceru. W końcu wpadli na siebie w restauracji. Choć oboje byli już po 50, wciąż panowała między nimi ta sama chemia. Niewiele zmienili się fizycznie, za to rozmawiało im się znacznie lepiej. Powrót był naturalny.

Żałują tylko, że nie mieli razem dzieci, teraz jest na nie za późno. Można wejść dwa razy do tej samej rzeki, ale najpierw trzeba się zmienić. Niestety, ludzie rzadko się zmieniają, a problemy zostają. Często mylimy tęsknotę za poczuciem bezpieczeństwa z tęsknotą za eks. Bywa też, że ktoś trafia gorzej i chce wrócić do mniejszego zła.

Status kobiety rozwiedzionej i rozwodnika wciąż w wielu społecznościach, zwłaszcza wiejskich, jest bardzo niski. Ludziom trudniej więc podjąć odważną decyzję życia w pojedynkę. Za wszelką cenę chcą wrócić do tego, co już kiedyś zdobyli. Niektórym się to udaje.

Z badań Fundacji dla Małżeństw w Wielkiej Brytanii wynika, że większość par w ciągu 5 lat od rozwodu żałuje swojej decyzji.

Wzrasta liczba bumerangowych par, jak nazywa się ludzi, którzy schodzą się ponownie. Aż 12 proc. rozwodników w Wielkiej Brytanii wraca do siebie, a 40 proc. przyznaje, że wciąż kocha swoich eks. Zdaniem działacza fundacji, sędziego Paula Coleridge'a, małżeństwa rozpadają się, bo nie wytrzymują stresów w pracy czy trudów pierwszych miesięcy po narodzeniu dziecka.

Partnerzy zaczynają się wtedy obwiniać o to, że są nieszczęśliwi. Nie widzą, że powód zwykle leży gdzie indziej, a trudności wcale nie znikną wraz z oskarżanym o wszystko partnerem. Wręcz przeciwnie – spotęgują się, bo będą musieli zmagać się z nimi sami. Kiedy decydują się na drugą próbę, jest inaczej. Już wszystko wiadomo, znika zaślepienie wynikające z hormonalnej burzy towarzyszącej zakochaniu.

Ludzie widzą swoje wady, ale też dostrzegają zalety, które wcześniej mogły nie być dla nich oczywiste. Zmieniają się priorytety. Wreszcie zdają sobie sprawę, co tak naprawdę jest istotne – niekoniecznie kariera, lecz szczęście osobiste i stabilizacja. Niektóre pary szybko orientują się, że decyzja o rozstaniu była błędem. Ponowne związki mają dużo większą szansę na przetrwanie.


Karolina Duszczyk
ilustracja: Ruth Niedzielska

Źródło: Wróżka, nr 12/2016
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka