Miłość - wzniosłość czy codzienne troski?

Nie – rozciągniętym gaciom
Uczestnicy badania deklarowali, że już po około trzech miesiącach czują się w towarzystwie nowego partnera na tyle wyluzowani, że pozwalają sobie na paradowanie przed nim w nieatrakcyjnej bieliźnie. Zaledwie czterech miesięcy i 20 dni potrzeba im na zdradzenie swoich najskrytszych potrzeb seksualnych i określenie zachowań, jakich nigdy w łóżku nie zaakceptują. Dwanaście dni wcześniej po raz pierwszy zapominają zamknąć na klucz drzwi do ubikacji. Miesiąc później miłośnicy sypialnianych zabawek decydują się na kupno pierwszego erotycznego gadżetu.

A co z mówieniem o tym, co nam się nie podoba lub nas zawstydza? Z zasad, które wyłaniają się z wykonanego na Amerykanach sondażu, wynika, że nie wypada krytykować rodziny partnera czy partnerki przed upływem 11 tygodni od ich poznania. Po czterech miesiącach i 11 dniach można już się rozpłakać przy partnerze. Kłopoty pojawiają się, gdy przychodzi do dzielenia się poglądami politycznymi czy przyznania się do kłopotów z prawem.

Siedem procent respondentów, którzy mieli na sumieniu wykroczenia, opowiedziało o nich wybrankom serca dopiero po dwóch miesiącach randkowania. Jednocześnie aż jedna czwarta uważa, że uczciwość wymaga, aby ten temat został podjęty już na pierwszej randce. Najdłużej, bo aż 23 miesiące, zakochani czekają z pierwszą rozmową o zaręczynach. Ale nawet ci, którzy wytrwali do tego czasu, przekonują, że pewnych rzeczy nie wolno robić nigdy, niezależnie od stażu i siły uczuć. To między innymi dzielenie się szczoteczką do zębów, opowiadanie pikantnych szczegółów związanych z seksem z byłym partnerem, no i oczywiście puszczanie gazów w obecności damy serca albo pana kochanka.

Wie coś o tym moja koleżanka Beata, parę lat starsza ode mnie, z którą jakiś czas temu pracowałam w jednej redakcji. Rycząca wtedy czterdziestka mieszkała w willi na przedmieściach Warszawy z dziadkami, rodzicami, siostrą, jej mężem i dziećmi oraz swoim przyjacielem. A że przyjaciel okazał się alkoholikiem i wszczynał burdy, to rodzina wystawiła mu walizki przed furtkę. Beata rozstała się z nim bez żalu. I wtedy na jakimś spotkaniu towarzyskim poznała fantastycznego pod każdym względem biznesmena ze Skandynawii, który przyjechał do Warszawy zakładać oddział swojej firmy.

reklama


Miał same zalety – superprzystojny, też po czterdziestce, zamożny, inteligentny, ujmujący, dowcipny i najważniejsze - wolny, bo po rozwodzie. Wtedy, na tym przyjęciu, przegadali całą noc, jakby się znali od lat. Zaiskrzyło mocno, zaczęli się spotykać, na razie bez seksu. A kiedy on po paru tygodniach wynajął apartament w centrum, stało się, co się miało stać. W każdym razie Beata była zakochana po uszy. Zaproponował, by się do niego przeprowadziła.

I wtedy nasze drogi się rozeszły, bo ukochany zaproponował Beacie, by zajęła się PR-em jego firmy. Od tamtej pory minęły cztery lata. Spotkałam ją w sklepie. Oczywiście natychmiast zapytałam o Skandynawa, bo zazdrościłyśmy jej z koleżankami, że na takie ciacho trafiła. - To był dramat - westchnęła. – Wytrzymałam z nim trzy miesiące. I tu popłynęła opowieść o paskudnym zwyczaju uroczego biznesmena. Po prostu puszczał bąki przy stole bez żadnych hamulców. - Pierwszy raz, kiedy z nim zamieszkałam, już podczas pierwszej romantycznej kolacji. No, może się zdarzyć, ale powinien przynajmniej przeprosić – pomyślałam. Kiedy po pół godzinie zrobił to ponownie, spojrzałam na niego wymownie.

A kiedy powtarzało się to przez następne dni, nie wytrzymałam i zwróciłam mu uwagę, że tak się nie robi w czyjejś obecności. Że trzeba wyjść, kiedy jest taka potrzeba, chociażby do toalety. I chyba matka tak go nie uczyła... „Ty jakaś dziwna jesteś" – powiedział i widać było, że niczego nie rozumie. „Jak to, mam wychodzić? We własnym domu? Przecież to normalne, że muszę wypuścić gazy". „Ale ja tego nie robię przy tobie – przerwałam. „Mieszkałam z wielką rodziną w jednym domu i nikomu by do głowy nie przyszło, żeby tak się zachować".

Niestety, moje protesty nie przynosiły efektu. Z dnia na dzień zaczęłam nabierać do niego takiego obrzydzenia, że machnęłam ręką na jego kasę i wygodne życie. I skończył się nasz związek, który zaczął się tak pięknie... Jak widać, to prawda, że pewnych rzeczy nie wolno robić w związku niezależnie od jego stażu i siły uczucia. Ale to wynika z wychowania wyniesionego z rodzinnego domu. Naukowcy też się pewnie z tym zgodzą.

Karolina Olszewska
fot.: SHUTTERSTOCK

Źródło: Wróżka, nr 10/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka