Z uwagą słuchano go jedynie w świątyniach. Zwierzchnik Kościoła zielonoświątkowców Lewi Pethrus zaprosił Antona do swojego domu, napisał o nim kilka artykułów do gazet. Norwegowie i Szwedzi po raz pierwszy usłyszeli wówczas o wizjonerze z dalekiej Północy. Po nieudanej misji przygnębiony Johansen kupił bilet powrotny i już w drodze na dworzec spotkał młodego człowieka, którego twarz wydała mu się znajoma. Przechodzień pamiętał go ze spotkania w kościele. Wystarczyła wymiana kilku zdań, by Anton odłożył podróż.
Jego rozmówca nazywał się Amuth Gustafson, był Szwedem, kończył studia na politechnice, interesował się spirytyzmem. Przez tydzień wysłuchiwał Johansena, który szczegółowo opowiedział mu o swoim życiu i wizjach. Potem je spisał i w kwietniu 1918 r. wydał książkę. „Niezwykłe wizje" (Märkliga syner). Wydawnictwo nie nadążało z drukowaniem. Błyskawicznie sprzedało się ponad 150 tysięcy egzemplarzy. Popularność „Proroka z Północy" jeszcze wzrosła, gdy zaczęły się spełniać jego kolejne przepowiednie.
Jak przewidział, po zakończeniu wojny nie zapanował spokój. Epidemia grypy zwanej hiszpanką zabiła co najmniej
50 milionów ludzi, większość umierała z powodu krwotocznego zapalenia płuc. W Rosji i Niemczech wybuchły rewolucje; Irlandia uniezależniła się od Anglii, Finlandia od Rosji. Niezwykła trafność proroctw Johansena sprawiła, że zainteresowali się nim naukowcy.
Wbrew przepowiedniom Johansena nie wybuchła wojna hiszpańsko-francuska, w Niemczech nie zwyciężyła rewolucja socjalistyczna, Rosja nie zaatakowała Skandynawii, nie doszło do krwawych walk między Anglią i Indiami. Sceptycy mogli więc przekonywać, że autor tych proroctw nie był jasnowidzem, a jeśli czasem trafnie przewidywał przyszłość, to częściej się mylił. Czy na pewno?
dla zalogowanych użytkowników serwisu.