Wyobraźmy sobie na przykład, że podczas warsztatów na scenie staje kobieta, która z powodu braku dziecka bardzo cierpi. Ma silne poczucie, że w swoim życiu kręci się w kółko.
– Pokaż nam, w jaki sposób się kręcisz – proponuje prowadzący. Kobieta zaczyna wirować wokół własnej osi. Przecież wszystko w jej życiu toczy się wokół pragnienia dziecka. Wszystko temu podporządkowała. Pasje, marzenia, plany, codzienność. A jej codzienność to nieustanne mierzenie temperatury, badanie śluzu, intymność zredukowana do konkretnych pozycji z ukochanym mężczyzną, o ściśle określonych porach. No dobrze, a gdzie jest ten mężczyzna? Na scenie kobieta symbolicznie ustawia go w kącie, daleko od siebie. Bo, jak się okazuje, w swoich zmaganiach czuje się bardzo samotna, od dawna wydaje jej się, że on jej nie wspiera. To budzi w niej kolejne, silne emocje. Pozwala jej dostrzec kolejny obraz oczami wyobraźni.
– I nagle, na scenie dostrzega i nazywa to, czego wcześniej nie widziała i nie potrafiła ubrać w słowa. Że jej małżeństwo przypomina relacje jej rodziców, którzy latami żyli obok siebie. Ojciec zawsze był obcym w domu, nikt nigdy nie mógł na niego liczyć. A teraz jego córka miałaby powtórzyć rodzinny wzorzec? Tego nie chce, tego panicznie się boi. Odtworzony na scenie schemat rodzi w niej silny opór – wyjaśnia Ariadna Romejko-Borowiec. –Także nieświadomą wewnętrzną blokadę na pojawienie się dziecka. Może ona przyjąć najdziwniejsze maski. Zdarza się, że kobieta podświadomie kocha się ze swoim facetem wyłącznie w dni niepłodne. Bo obawia się ciąży.
– Najczęstsze lęki? Przed tym, że nie będzie się wystarczająco dobrą matką – dopowiada Paula Hanuszkiewicz. – Czyli taką, która da dziecku miłość, bezpieczeństwo i odpowiednią ilość ciepła. Kobieta ma wątpliwości, czy ją na to wszystko stać. Bo na przykład przeżyła w dzieciństwie odrzucenie ze strony matki albo doznała przemocy w rodzinie.
– A teraz tli się w niej myśl, że wobec dziecka sama może czuć obcość. Albo, jeszcze gorzej, że będzie ono powodowało jej złość –mówi Romejko-Borowiec.
Psychodrama pozwala skonfrontować się przyszłej matce ze strachem. Na scenie może się wcielić w kogo chce, nawet w matkę, która dystansuje się wobec swojego dziecka.
Paula Hanuszkiewicz: – Na scenie można bowiem wielu rzeczy spróbować, bez konsekwencji, jak wżyciu. Ktoś zapyta, po co to wszystko? Przecież to tylko gra. Tak, ale emocje, jakie wywołuje konkretna scena, mogą być rzeczywiste. Pozwalają się nam przyjrzeć sobie jak w zwierciadle.
Dajmy na to, kobieta wchodzi z dzieckiem do piaskownicy, ono marudzi, irytuje ją, ma go dość. – Ale czy rzeczywiście to coś złego? Przecież każdy z nas, także matka, ma prawo do trudnych uczuć, nawet do złości. Poza tym, emocje można zmienić, można złapać do nich dystans.
Ariadna Romejko-Borowiec:
– Ogromnym wsparciem jest grupa, zwłaszcza taka, która ma podobne trudności. Na scenie można też spotkać się z głosami osób znaczących, na przykład matki, która nas zostawiła, a teraz nieoczekiwanie prosi o wybaczenie. Albo męża, który się oddalił, a ze sceny tłumaczy, że też cierpi, też przeżywa, tylko inaczej okazuje swój ból. Poza wszystkim, psychodrama oczyszcza. Dość powiedzieć, że warsztaty prowadzone tą metodą wielokrotnie owocowały… ciążami. Jak w przypadku kobiety, która długo leczyła się na niepłodność, dopóki nie zagrała… swojej komórki jajowej.
Marta - inna uczestniczka terapii panicznie bała się bólów porodowych. „Urodziła” więc dziecko na scenie. A wreszcie też urodziła je naprawdę. Cud? Niekoniecznie. Raczej to, że udział w psychodramie odblokował w kobiecie emocje, które przeszkadzały jej w otwarciu się na macierzyństwo, wzbudził w niej gotowość na zmianę. Często do takiej, zaskakująco owocnej przemiany dochodzi już na pierwszych warsztatach, zdarza się jednak, że uczestnicy decydują się brać udział w psychodramie kilkakrotnie, traktując ją jako metodę samopoznania i radzenia sobie z kolejnymi problemami w życiu.
Problemami, którymi zazwyczaj szczerze mogą się podzielić z grupą. Grupą wyjątkową, bo tworzą ją najczęściej ludzie borykający się w życiu z podobnymi kłopotami. Takimi jak brak upragnionego dziecka.
Właśnie dlatego terapeutki z Krakowa zdecydowały się ostatecznie zorganizować warsztaty całkowicie poświęcone problemowi niepłodności. „By jabłoń zakwitła” odbędzie się pod koniec października tego roku. – Podobnie jak jabłoń, także kobieta musi znaleźć w sobie energię. I niekoniecznie zostać matką. Najważniejsze, by wróciła do korzeni, do „źródeł”, do samej siebie – tłumaczy Ariadna Romejko-Borowiec.
tekst SONIA JELSKA
foto Shutterstock
dla zalogowanych użytkowników serwisu.