– To prawda – wtóruje brafitterka, Anna Dastych, właścicielka łódzkiej Szyfoniery. – Kiedyś scenografka z teatru, przyprowadziła do nas aktorki. Chciała idealnie dobrać im bieliznę, by kostiumy dobrze leżały. Zdawałoby się, że te ładne, popularne, obyte ze sceniczną nagością kobiety, znają swoją wartość. A skąd! Miały ogromne kompleksy. Narzekały na biust, talię, biodra, ramiona, choć nie miały powodów. Wtedy po raz kolejny zdałyśmy sobie sprawę, jak skomplikowana jest dusza kobiety.
Psycholog Ewa Kędzierska źródeł niezadowolenia z siebie upatruje w kilku przyczynach – w dzieciństwie, gdy nikt się dziewczynką nie zachwycał, albo co chwila słyszała, że coś z nią nie tak. W życiu dorosłym, kiedy zbyt mało dostała od męża czy partnera sygnałów, że jest piękna i zmysłowa. Z poczucia winy, że nie może tracić pieniędzy na efektowną bieliznę, kiedy trzeba zapłacić za gaz.
– Jedna z moich pacjentek, żona wyjątkowego skąpca, opowiedziała mi, jak kiedyś jej mąż, wyciągnął z kosza na śmieci znoszoną bieliznę i zrobił awanturę, że marnuje jego pieniądze – opowiada. – Rozwiodła się z nim. Ale dopiero wtedy, gdy się okazało, że on ma kochankę. To z nią robił zakupy w sklepie z koronkami Siedem Pokus.
Historię z podobnym finałem opowiada mi też jedna z brafitterek z wrocławskiego salonu z bielizną. – Kobieta przyszła do nas z mężem – wspomina. – Ładna brunetka, piękne oczy. Ale zamknięta w sobie, smutna. Mierzyła, on oceniał. Słyszałyśmy tylko mrukliwe: „Tak", „Nie". „W tym wyglądasz jak dziwka". „Tyłek za wielki". Krew mnie zalała i nie wytrzymałam. „Czy będzie pan uprzejmy zachować milczenie? Inaczej będę musiała pana wyprosić. Nie mogę słuchać tych komentarzy".
Popatrzył na mnie zjadliwie. „Ach, tak? – powiedział i machnął mi przed nosem złotą kartą. – W takim razie nic jej nie kupię!" Pod pretekstem pomocy przy zapięciu weszłam do niej. Miała łzy w oczach. „Uciekaj od niego, dziewczyno!" – szepnęłam. Uciekła. Przyszła rok później, żeby podziękować. Kupiła sobie nowy stanik na nowe życie.
Ona i on kupują staniki
Piękna, świetnie dobrana bielizna, może – bez względu na okoliczności – otworzyć przed nami nowy etap. Nagle okazuje się, że zaczyna działać jej czar. To, co mamy pod ubraniem, wpływa na to, jak się zachowujemy, na naszą pewność siebie, poczucie wartości. Poza tym dzięki właściwie ubranym piersiom świetnie prezentuje się reszta. – Kobiety często mówią: „Nareszcie mam talię! Zapięcie nie podjeżdża mi na szyję. Tłuszcz nie wylewa mi się po bokach, a przecież nie schudłam. Bluzka świetnie leży. Gdybym wiedziała, że da się coś zrobić z moim biustem, już dawno bym przyszła!" – Monika Kielczyk z uśmiechem cytuje najczęstsze komentarze klientek.
Bo zawsze da się coś zrobić. Przede wszystkim: dobrać właściwy rozmiar. Polki przeważnie noszą staniki o zbyt szerokim obwodzie i zbyt małych miseczkach. Fatalna bieliźniana edukacja utrwaliła w ich głowach przekonanie, że biust o rozmiarze A i B to mały, C – średni, zaś D – duży. I koniec. – To bzdura – ocenia Monika. – Nie można się kierować cyferkami. Kobieta z obwodem 85 może nosić DD, ale będzie to zupełnie inne DD niż przy rozmiarze 65. Są różne modele i kroje. Trzeba najpierw zmierzyć, potem wyregulować ramiączka i w specjalny sposób „zebrać" biust. Dopiero tak opakowany, dobrze się zaprezentuje.
Powoli ośmielamy się nosić kolory. Przekonujemy się do modeli, które kiedyś odłożyłybyśmy na wieszak z napisem „To nie dla mnie". – Co jakiś czas organizujemy warsztaty brafittingowe – mówi Anna Dastych z Szyfoniery. – Kobiety poznają teorię, ale przede wszystkim są zajęcia praktyczne. Fajnie jest patrzeć, gdy otwierają się na inne możliwości. „Nigdy nie sądziłam, że będzie mi dobrze w miękkim" – mówią. „Myślałam, że jestem skazana tylko na usztywniane".
Brafitterki zdradzają także, że Polki nie chcą już powiększać biustu. Małe piersi doczekały się akceptacji. Spadła liczba sprzedawanych push-upów. Sporo kobiet zmniejsza biusty, bo takie są wskazania lekarskie.
– Tak zrobiła między innymi jedna z naszych klientek – opowiada Monika. – Nosiła rozmiar KK. Nie było osoby, która nie zwróciłaby na nią uwagi. Przyszła do nas już po operacji. I powiedziała, że to najszczęśliwszy dzień jej życia. Po raz pierwszy nie zagwizdali na nią robotnicy remontujący elewację w sąsiednim budynku! Mikropiersi i wielkie biusty, wkładki dla amazonek, transwestyci. Trzeba zachować takt w każdej sytuacji. Także wtedy, gdy do salonu przychodzi żona z mężem. Ona idzie do jednej przymierzalni, on do drugiej. Ona ma własny biust, on wyciąga z teczki protezy. A potem sobie wzajemnie doradzają. Kupują i szczęśliwi wychodzą. – Uśmiecha się. – Nie wolno się zdziwić. Bielizna kryje przecież wiele tajemnic.
Sonia Ross
fot. shutterstock
dla zalogowanych użytkowników serwisu.