Traktuję życie jak plac zabaw


To jak definiujesz swój agnostycyzm?

Nie wykluczam, że jest coś genialnego, co stworzyło to wszystko.

Wielki Zegarmistrz?

Może... albo magik lubiący czarny humor. Nie wierzę w to, że ziemia jest przypadkiem. Ziemia jest piękna, ale ma grypę, którą jesteśmy my. Może stanowimy część jakiegoś głębszego planu. Mądrość, matematyczny wręcz wzór tego świata są tak wielkie, że my – najgłupszy gatunek – tego nie zrozumiemy. Wydaje nam się, że jesteśmy najmądrzejsi, bo wymyśliliśmy samochody. Zbyt skoncentrowani na sobie, widzimy tylko czubek własnego nosa. Nie potrafimy spojrzeć szerzej. Jeśli przeanalizujesz cały cykl, w którym biorą udział najmniejsze organizmy, bakterie – których przecież jednostkowo nie doceniamy – zrozumiesz, że dzięki tym najmniejszym istniejemy my.

Do kogo się zwracasz, kiedy jest ci bardzo źle, ciężko? U kogo szukasz pomocy, kiedy masz chwile zwątpienia?

Modlę się, nie wiedząc do kogo. Mówię: „Nie wiem, kim jesteś, ale..."

Ale pomóż mi?

Nie! Nie mnie. Nie przypominam sobie, żebym modlił się za siebie. To bezczelność. Wierzę, że ktoś istnieje. Nieważne, jak ma na imię. W dzisiejszych czasach ludzie czują się osamotnieni. Zostawieni sami sobie. Przez politykę, ekonomię, zawiść, współzawodnictwo... Jeśli uświadomienie sobie, że jest bóg o jakimkolwiek imieniu, sprawia, że następnego dnia wstajesz i chcesz czynić dobro, to szanuję tego boga. Nawet jeśli to czterolistna koniczyna. Jeżeli twój bóg każe ci czynić zło, każe ci zabijać, każe ci myśleć, że jesteś ponad kimś, to nie szanuję.

Studiowałeś filozofię...

Nie skończyłem przez mądrych ludzi. Przez mojego dziekana. Ciągle miałem problemy z egzaminami, bo zawsze w sesji wpadały spektakle, premiery. I kiedyś profesor zapytał mnie: „Panie Michale, jak pan skończy tę filozofię, to za te podskoki i piruety zapłacą panu więcej?". Odpowiedziałem: „Nie". „To ja mam taką propozycję. Pan pojedzie tam i się skupi na utrzymaniu pracy, dzięki której pan żyje. Tu panu nie zagwarantuję, że znajdzie pan pracę". Mądry człowiek...

reklama


Ponoć filozofia miała ogromny wpływ na twoje pojmowanie tańca.

Te dwa lata studiów na pewno nie są zmarnowane. One mnie bardzo otworzyły na postrzeganie świata i zachowań ludzkich. Wtedy tego nie wiedziałem. Kilka lat później, kiedy przyszło mi się zmierzyć z rolą w „Madrycie 03", gdzie miałem zagrać terrorystę szykującego się do ataku i zrozumieć jego sposób myślenia, mimo że sam nigdy tego nie zaakceptuję, to właśnie filozofia religii mi pomogła.

Po wypadku zrozumiałeś, że już nigdy nie zatańczysz. To jest koniec świata?

Jednego tak. Kilka godzin pracy na sali, a prowadzę warsztaty, są okupione potem dwoma dniami rehabilitacji. Do pewnej formy raczej już nie wrócę. Nie brakuje wokół mnie ludzi, którzy mnie napędzają. Głupcem i tchórzem jest ten, który nie próbuje realizować swoich marzeń. Moim marzeniem od dziecka było kreowanie, traktowanie życia jak placu zabaw. Chcę doświadczać. Doświadczam na różnych polach. Wciąż konsekwentnie. Ktoś powie, że robię różne rzeczy i chwytam kilka srok za ogon. Nieprawda. Ja doświadczam. Realizuję plan z dzieciństwa. Wszystko, co robię, jest jednością.

Medycyna niekonwencjonalna też jest ci bliska i pewnie ma wpływ na taki sposób myślenia...

Refleksoterapia, oczyszczanie organizmu, zupełnie inne myślenie na temat organizmu, tego, co i jak jemy. Lekarze walczyli przez dziewięć miesięcy bez efektów, a pani Joli, która mnie prowadzi, stosując zabiegi medycyny niekonwencjonalnej, wystarczyły dwa tygodnie, żebym zaczął chodzić o własnych siłach. Może nie biegać natychmiast i tańczyć, ale przynajmniej uniknąłem operacji. I jestem w momencie, w którym jest jeszcze jakaś szansa, że będę tańczył. Może to już nie będzie coś bardzo trudnego, ale po operacji w ogóle byśmy o tym nie rozmawiali. Do tego, obok pani Joli, pojawił się w moim życiu pan Jan, dzięki któremu przeszedłem na dietę wegańsko-bezglutenowo-bezcukrową.

To wszystko, co robisz, jest bardzo harmonijne. Na czym polega twoja filozofia życiowa?

Żeby nikogo nie krzywdzić i cały czas się rozwijać.

Jest jeszcze kabała...

To była jedna z filozofii, której mi brakowało w systemie edukacji. W którymś momencie kabała zrobiła się niezwykle popularna. Ja miałem z nią styczność poprzez Gminę Wyznaniową Żydowską w Warszawie. Musisz być na wyższym poziomie pojmowania świata i postrzegania. Żydzi uważają, że kabała może być bardzo niebezpieczna. Poznałem judaistyczne spojrzenie na jej kwestie, więc chcąc je skonfrontować z innymi, wybrałem się do Centrum Kabały. Chciałem zrozumieć, w jaki sposób tam jest nauczana.

To, co jest fajne, to uświadomienie sobie niby oczywistej sprawy, ale w pędzie często się o tym zapomina, że musisz się zatrzymać. Przeanalizować wszystko pod kątem potrzeby wewnętrznej. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy coś jest potrzebą wewnętrzną, czy sprawą ego, chęci posiadania dla samego posiadania. Wpadasz w spiralę. To dotyczyło np. jednego z moich związków. Dlaczego tak bardzo walczyłem? Od czego się zaczęło? Czego ja tak naprawdę chcę? Walczę, bo walczę, bo tak bardzo chcę wygrać? A może nie warto tracić energii. To nie będzie porażka życiowa. To twoje zwycięstwo, jeśli dojdziesz do wniosku, że odpuszczasz, bo zrozumiałeś, że to coś ci jest kompletnie niepotrzebne.

rozmawiała Anna Matusiak
fot. Piotr Bławicki/east news

Źródło: Wróżka nr 8/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka