Wybraniec czarnego motyla


Grób Jana Długosza na zakopiańskim cmentarzu zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem„Czarny motyl" nawiązuje do góralskiej legendy – pojawienie się w zimie czarnego motyla oznacza, że w tej właśnie chwili umiera w górach człowiek. A takiego właśnie motyla zobaczył Długosz podczas swojej samotnej wspinaczki.

Przesyłka z owym niesamowitym w atmosferze opowiadaniem została nadana przez niego w Krakowie, przed wyjazdem w Tatry. Dotarła do redakcji 3 lipca. Dokładnie w dniu, gdy gazety podały wiadomość o jego śmiertelnym wypadku na grani Kościelca. Do maszynopisu dołączony był list, w którym Długosz pisał: „Jest to chyba jedno z najbardziej sensacyjnych wydarzeń, jakie przeżyłem, całkowicie (wbrew pozorom) autentyczne".

„Kulisy" opublikowały ten tekst, poprzedzając go wstępem nieodparcie nasuwającym na myśl związek śmierci autora na samotnej wspinaczce z treścią jego ostatniego opowiadania.

70 metrów poniżej grani

Aura lekkiej niesamowitości, jaka otaczała Długosza za życia, winna też była rozmaitych spekulacji, jakie pojawiły się po jego śmierci. Bo i faktycznie – wypadek był dziwny. Miejsce, w którym Długosz się potknął, było zwykłą tatrzańską granią, rodzajem perci, po której sprawny taternik porusza się jak turysta po ścieżce. Był sam, nikt nie widział ani nie słyszał, co się wydarzyło. Znaleziono go w Żlebie Drewnowskiego, 70 metrów poniżej grani.

GOPR, który prowadził akcję poszukiwawczą, uznał, że upadek musiał nastąpić z powodu wyłuskania butem kamienia na grani. Taką też wersję przyjęto w oficjalnym protokole pogotowia. Natychmiast jednak pojawiły się najróżniejsze spekulacje.

reklama


Długosz był w środowisku taternickim kimś wybitnym. Wydawało się nieprawdopodobne, by tak doświadczony taternik po prostu potknął się na kamieniu. Snuto najbardziej fantastyczne domysły: że sprowokował kamienną lawinę, by upozorować swoją śmierć i uciec przez zieloną granicę na Słowację, a potem za Zachód (to zwolennicy poglądu, że Długoszowi przeszkadzało w życiu „herbowe" pochodzenie i status społeczny jego rodziców). Lub też – wersja najbardziej rozpowszechniona – że miało to być dawno zaplanowane samobójstwo (to ci, którzy uważali go za nieprzystosowanego społecznie; wspinał się, zamiast pracować i założyć rodzinę).

Były także głosy, że Długosz sprowokował wypadek swoim pisaniem – w jego opowiadaniach wątki metafizyczne i górskie fatum grają szczególną rolę. Teraz owo fatum, które z takim upodobaniem kreował, wyciągnęło rękę i po niego. Zwolennicy tego poglądu wcale nie byli nieliczni.

Oślizły stopień, kruchy chwyt

Długosza pochowano na zakopiańskim cmentarzu zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Jego kamieniem nagrobnym koledzy taternicy uczynili wielki omszały głaz w kształcie Kościelca, który od wieków stał na morenie przy Morskim Oku. Zawsze wisi na nim kawałek taternickiej liny. Nie wiadomo, kto i kiedy zapoczątkował ten zwyczaj; gdy któraś pętla znika, szybko pojawia się następna.

Jan Długosz spoczywa na Pęksowym Brzyzku od 52 lat. Jego książka przez lata osiągała zawrotne ceny w antykwariatach, zanim w końcu została wznowiona.

Do znajomości z nim przyznają się coraz młodsi taternicy, nawet tacy, którzy zaledwie raz widzieli go przelotem gdzieś w Tatrach. Nawet do autorstwa jego przezwiska – „Palant" (dość osobliwego zważywszy na jego dokonania) rości sobie dziś prawa co najmniej kilka osób. A mnóstwo pysznych kawałów, których Długosz był autorem, krąży dziś jako samodzielne, swoiste legendy Tatr.

Fatum upomina się o życie

Jan Długosz, jedna z legendarnych już dziś postaci polskiego taternictwa, stałby się zapewne równie wielką legendą himalaizmu, gdyby w lipcu 1962 roku potrącony nogą luźny kamień na grani Zadniego Kościelca nie pociągnął go w głąb 70-metrowego żlebu. Był w rozkwicie kariery wspinaczkowej, a także u progu kariery literackiej. Stworzył nowy typ górskich opowiadań, które opisując wspinaczkę czasem aż nadto realistycznie, jednocześnie przesiąknięte są metafizyczną, niesamowitą aurą, pełną irracjonalnych przeczuć i tajemniczych zwiastunów przyszłych wydarzeń. Gdy zginął, nie brak było głosów, że to właśnie owo fatum, tak często wywoływane jego piórem, teraz upomniało się o autora...

Ewa Dereń
fot. Czesław Momatiuk, Wikipedia

Źródło: Wróżka nr 6/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka