Strona 2 z 3
Jak zaczęła się ta miłość?
Dlaczego właściwie się im przydarzyła, skoro tak wiele ich dzieliło, a niewiele łączyło. Kora do dzisiaj przyznaje, że nie znosi zmieniać partnerów. Dla niej sprowadzenie do domu innego mężczyzny, jest czymś, co nie mieści się w jej etyce, moralności i zakłóca normalny porządek jej świata. A jednak stało się.
Nowi sąsiedzi Kamila prowadzili dom otwarty, w dwupokojowym wynajętym mieszkaniu ciągle było pełno jakichś ludzi. Dwudziestojednoletni Kamil zaczął też tam przesiadywać. Tym bardziej, że nikogo nie mógł zaprosić do siebie, bo schorowana matka nie zniosłaby wizyt kolegów syna – była bardzo zamkniętą osobą po traumatycznych przeżyciach (jej matkę rozstrzelali Niemcy, ojca prześladowało UB). A u Kory i Marka można było całą noc siedzieć na podłodze, pić herbatę i rozmawiać o religii, Jezusie, buddyzmie, filozofii zen, której Jackowski był wyznawcą, czytać i interpretować Biblię. Przychodzili tam nawet świadkowie Jehowy, którzy razem z Jackowskim analizowali biblijne przesłania.
Nikt nie dostrzegł tego momentu, kiedy Kora i Kamil zakochali się w sobie. Nikt nie wiedział, jak bardzo są sobie bliscy. I że to nie jest tylko platoniczna znajomość. Kiedy dwa lata później Kora urodziła drugiego syna, nikt nie domyślał się, że jego ojcem nie jest Marek Jackowski, tylko Kamil Sipowicz. Do tego przyznała się dopiero później.
reklama
Mało tego, sam Kamil również nie wiedział, że właśnie został ojcem. Potem zwierzał się, że cała ta sytuacja go przerastała, był za młody i zbyt niedojrzały, by sprostać tak wielkiej miłości. By spowodować, żeby Kora dokonała wyboru: on albo Marek. Bał się odpowiedzialności, związku ze starszą od siebie dziewczyną, w dodatku matką dwojga dzieci. To wtedy właśnie zdezerterował, wyjechał na siedem lat na studia do Niemiec – pasjonował się filozofią Martina Heideggera.
Ostry rock and roll i uczucia
W Niemczech napisał doktorat i mógł pójść drogą naukową. Ale uczucie do Kory nie tylko nie umierało, lecz mimo rozłąki przybierało na sile. – Byłem w niej bardzo zakochany, chociaż to Marek był jej mężem. Nieraz dochodziło między nami do awantur, ale to już były czasy ostrego rock and rolla i łagodność nie była w modzie – opowiadał później.
Przyjeżdżał z tych Niemiec, kiedy tylko się dało, przywoził dzieciom Kory różne nieosiągalne w Polsce zabawki czy klocki lego. Chłopcy go uwielbiali. Marek Jackowski był ojcem, który ich wychowywał, a Kamil stał się przyjacielem od święta. I można było tak żyć jeszcze wiele lat, ale miłości nie oszukasz. Ludzie, którzy się kochają, chcą być ze sobą na co dzień, chcą podejmować wspólne decyzje. Chcą wspólnie żyć. Zwłaszcza że Kora i Jackowski nie byli sobie już tak bliscy jak kiedyś. Tych kilka lat zmieniło w nich bardzo wiele. Marek Jackowski nie okazał się tak mocnym facetem, za jakiego Kora uważała go, gdy się poznali. W gruncie rzeczy był skrytym, nieśmiałym introwertykiem, który swoją nieśmiałość leczył alkoholem. Nigdy za to nie nie palił marihuany, nie brał LSD czy amfetaminy.
Kora narkotykami nie gardziła. I dopóki nie doszła do wniosku, że marihuana osłabia jej wolę i moce twórcze, sprawia, że ma tysiąc pomysłów i żadnego nie może zrealizować, lubiła to marihuanowe rozluźnienie. To Kamil rozumiał ją, jak nikt inny. Później, kiedy analizowali, dlaczego to się tak wszystko potoczyło, oboje doszli do wniosku, że połączyła ich wspólnota losów, bardzo podobne koleje życia.
Oboje wychowywali się właściwie bez ojców. Ojciec Kory zmarł, gdy miała dziewięć lat. Ale wcześniej została oddana do domu dziecka i zakonnic, bo matka zachorowała na gruźlicę. Trafiła też pod opiekę ciotki, która miała dewiacje psychiczne. Trudno sobie wyobrazić bardziej koszmarne dzieciństwo. Chociaż matka bardzo kochała swoją młodszą córkę i dowartościowywała ją, jak mogła.
To ona zaszczepiła w Korze zainteresowania artystyczne i miłość do muzyki. To ona zabierała ją do opery, którą Kora uwielbiała. Ale była chora, słaba, nie dawała rady utrzymać swojej rodziny, jako samotna matka z czworgiem dzieci. Bieda towarzyszyła Korze od dzieciństwa. Nic dziwnego, że uciekała w swój świat.
dla zalogowanych użytkowników serwisu.