Wielka heca z tą równością


Niestety, w try miga okazało się, że i tym razem autorzy „genialnych pomysłów" ustrzelili „pudło". Równość pionowa okazuje się też „krótką kołdrą", spod której zawsze wystaje jakaś grupa ludzi. Polepszenie losu jednych wiąże się zawsze z pogorszeniem sytuacji innych.

Więcej pieniędzy dla rodzin wielodzietnych? Dobrze! Ale czy to znaczy, że jacyś ciężko pracujący państwo X, którzy z różnych powodów mają tylko na jedno dziecko, muszą ze swoich podatków utrzymywać czwórkę dzieci państwa Y. Którzy nie tylko nie pracują i nie zajmują się wychowaniem potomstwa, ale przepijają „becikowe"? Czyż to nie jest przykład rażącej nierówności?

Równe prawa, różne kolory

Wydawać by się mogło, że to jedno nie podlega żadnej dyskusji – wszyscy ludzie są równi wobec prawa. Bez względu na swoją rasę, religię, płeć czy stan majątkowy. Tak przynajmniej mówi nasza Konstytucja. Gwarantuje na przykład równouprawnienie kobiet i mężczyzn we wszystkich dziedzinach życia: od rodzinnego po zawodowe. Gwarantuje?! Raczej obiecuje. A w tym wypadku to obiecanki-cacanki! Bo przestrzeganie tego prawa w życiu codziennym „leży". I ma się w tej pozycji dobrze!!!

Najsłynniejszy chyba eksperyment w tej dziedzinie, do dziś omawiany na warsztatach poświęconych równości, przeprowadziła Jane Elliott, amerykańska nauczycielka z małego miasteczka w stanie Iowa.

Po zabójstwie pastora Martina Luthera Kinga w 1968 roku (w trzy lata po tym, jak USA przyjęły ustawy znoszące segregację rasową, przyznając wszystkim obywatelom równe prawa) Elliott usiłowała wytłumaczyć uczniom, dlaczego King został zamordowany. I jak bardzo dyskryminacja rasowa jest zła. Ponieważ do szkoły chodziły tylko białe dzieci, a w miasteczku nie było czarnoskórych, by przybliżyć problem ośmiolatkom, nauczycielka podzieliła klasę na dwie grupy, według koloru oczu.

reklama


Niebieskoocy byli traktowani lepiej: siedzieli na przedzie klasy, częściej byli chwaleni, zachęcani do zabawy tylko z dziećmi ze swej grupy. Potem Brązowoocy przejęli ich rolę, a Niebieskoocy zostali tą gorszą grupą. Na koniec nauczycielka nagrała wypowiedzi dzieci, co czuły, gdy były traktowane gorzej od swych kolegów. I na tej podstawie opublikowała artykuł.

Media zachwyciły się eksperymentem. Jane Elliott została zaproszona do popularnego show telewizyjnego, stała się sławna w całej Ameryce. Nie przypuszczała nawet, że otworzyła puszkę Pandory. Gdy po występie w telewizji wróciła do domu, okazało się, że w jej spokojnym miasteczku wrze. Część rodziców żądała wyrzucenia jej ze szkoły za „nazistowski eksperyment potraktowania białych dzieci jak Murzynów". Połowa kolegów z pracy na jej widok ostentacyjnie opuszczała pokój nauczycielski. A sąsiedzi przestali robić zakupy w sklepie należącym do jej rodziców.

I oto, co się stało – prawo się nie zmieniło w tym czasie ani na jotę, wszyscy ludzie byli sobie równi. Ale czuli się zupełnie inaczej. To z tych powodów równość jest utopijnym marzeniem ludzkości. Bo chodzi nie o stan prawny, ale o wewnętrzne poczucie równości. Że mimo dzielących nas różnic, wszyscy ludzie są równie ważni, ich poglądy zasługują na szacunek, a uczucia na ochronę. Aby mieli odwagę się różnić, muszą czuć się bezpiecznie. A to zapewnia im właśnie Duch Równości... choć na razie sobie z tym nie radzi.

Droga bez końca

Równość jako stan ducha budzi spore emocje, kłótnie i trudne do przewidzenia skutki. W Izraelu na przykład tworzono kibuce – komunistyczne gospodarstwa rolne. Starano się zapewnić wszystkim dzieciom równe życiowe szanse, wychowując je w dużych grupach rówieśników, z dala od rodziców. Dzieci bawiły się, uczyły, jadły i spały razem, pod opieką doskonałych pedagogów. Z rodzicami spędzały tylko godzinę dziennie, w ściśle określonym czasie.

Pomysł po kilkunastu latach zarzucono, ale okazało się, że z „dzieci przyszłości" wyrośli nieszczęśliwi ludzie. Wprawdzie byli świetnymi pracownikami, ale nie potrafili założyć rodziny ani zająć się starymi rodzicami.

A Jane Elliott? Musiała opuścić swoje miasteczko i porzucić zawód. Za to rozpoczęła karierę naukową, która przyniosła jej światowy rozgłos. Jej badania są wykorzystywane w polityce kadrowej wielkich korporacji, jako że Duch Równości wzmacnia zespół i zwiększa wydajność pracy. Podczas gdy wszelkie konflikty, podział na grupy, dyskryminacja narażają firmę na straty.

Czy tego chciała Jane? Więcej równości dla jednych, żeby powiększać bogactwo innych, zwiększać społeczne dysproporcje? Wątpliwe! Jedno jest pewne – droga ku równości nie ma końca. I nie wiadomo, dokąd nas jeszcze zaprowadzi. Wyobrażacie sobie, co by się stało, gdyby pół wieku temu Jane Elliott odpowiedziała swoim prześladowcom, że w XXI wieku będzie nimi rządził ciemnoskóry Amerykanin? Ale by się działo...

Ewa Warska
il. Edyta Banach-Rudzik
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 4/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka