Bliżej do marzeń


Długo się namyślałaś, żeby wziąć udział w programie typu talent show?

Już do pierwszej edycji programu mnie zapraszano. Ale nie byłam gotowa. Przy drugiej też odmówiłam. Nie wyobrażałam sobie siebie tam. Ale producentka była bardzo wytrwała. Kilka argumentów do mnie dotarło. Po raz pierwszy miałam okazję pokazać się nie tylko przy okazji rozmów o tym, co się wydarzyło w moim życiu. Ale jako wokalistka, na równi z innymi artystami. Poza tym całe studio zostało przebudowane tak, żebym miałam dostęp do wszystkiego. To wymagało trudu i pieniędzy. Bardzo to doceniam. Zbudowano specjalne rampy, podjazdy. To mnie urzekło... Dzięki temu jestem o krok dalej. Udział w tym programie był dla mnie kolejnym przełomem, wpłynął na moje poczucie własnej wartości, siły.

Podobno po każdym odcinku pakowaliście walizki, tak na wszelki wypadek.

Zawsze byłam przygotowana na pożegnanie. Ale im dłużej byłam w programie, tym trudniej byłoby odejść. Apetyt rósł. Zaprzyjaźnialiśmy się z uczestnikami, w dodatku cel był bardzo ważny – hospicjum dla dzieci. To ogromnie motywujące.

Kiedy zobaczyłam, że ludzie na mnie głosują i ciepło się na mój temat wypowiadają, zrobiło mi się przyjemnie, że jednak jestem akceptowana. W końcu poczułam się naprawdę dobrze w swoim ciele. Zapomniałam, że jestem na wózku. I trzymam się tego do dziś.

Oby te gorsze psychicznie chwile nie wróciły już nigdy.

Wrócą na pewno. Ale jestem już na słabość przygotowana.

Szukając metod leczenia, byłaś nawet w Indiach...

Zanim tam pojechałam, trudno było mnie z domu wyciągnąć. A do Indii to już w ogóle... Musiałam mieć naprawdę silną motywację. Był nią przeszczep komórek macierzystych. Niestety, na razie nie ma żadnych efektów. To wciąż mało zaawansowana technologia. Ale był to dla mnie przełom i pierwszy krok w kierunku jakiejś namiastki samodzielności. Nastawiłam się na leczenie i nawet nie bardzo wiedziałam, dokąd jadę.

reklama


Na miejscu... egzotyka całkowita. To nie była kurortowa część Indii. Głębokie południe, mieszkańcy zupełnie inni niż Europejczycy. Niezwykle blisko człowieka, pomocni. Bardzo ciekawe doświadczenie, choć oczywiście niewiele zwiedziłam. Nie mogłabym sobie na to pozwolić, bo jednak dla kogoś na wózku to wciąż świat – makabra. Widziałam... głównie szpital. Ale ta wycieczka miała ogromny wpływ na zmiany, które już zaczęły zachodzić w mojej głowie.

I znowu wspomniałaś o wózku. Na twojej stronie internetowej urzekło mnie jedno zdjęcie... Siedzisz na ławce w parku, czytasz gazetę, jesteś na luzie, stopy trzymasz w tak naturalny sposób na wózku... Zaprzyjaźniliście się ty i wózek?

Na to zdjęcie wiele osób zwraca uwagę. Już nie psioczę na wózek. Jest częścią mnie. Mam za to dość, kiedy jest pełno przeszkód, barier. To jest frustrujące. Tam, gdzie wszystko mam dostosowane – nie odczuwam inności.

Siłą rzeczy stałaś się trochę ambasadorem osób niepełnosprawnych w mediach. Masz poczucie, że tocząc walkę o siebie, walczysz też o innych?

Nie chciałam tak do tego podchodzić, ale mam świadomość, że jestem pierwszą taką osobą. Wykorzystanie tej roli jest trochę moją powinnością. W pierwszej kolejności walczę o siebie. Ale jeśli mogę mieć wpływ na inne osoby i małymi kroczkami zmienić świat, to warto. Chcę rozwijać świadomość ludzi. Nie lubię słowa „walka". Wolę pojednanie. Odrzućmy różnice. Bariery niech nas połączą.

Anna Matusiak
fot. MichaŁ Korta

Źródło: Wróżka nr 11/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka