Strona 2 z 2
Sto lat później umiejętność szybkiego liczenia spowszedniała, a każdy szanujący się teatrzyk wodewilowy miał w programie „maga od liczb”. Jednym z najsłynniejszych był Zerach Colburn. Raz podczas występu dama z widowni poprosiła go, by wskazał, gdzie są srebrne łyżeczki, które skradziono jej 20 lat wcześniej. – Droga pani, nie jestem prorokiem ani magikiem – odrzekł Colburn. Tym samym dał do zrozumienia, że jego umiejętności to nie żadne cuda, ale efekt żmudnych ćwiczeń.
Gdzie tli się geniusz
Nie każdy błyskawiczny rachmistrz jest dobrym matematykiem, i odwrotnie. Geniusza matematycznego rozpoznaje się po rozmiarze prawej półkuli mózgu. Im jest ona większa, tym „piękniejszy” umysł.
Według neurologów z Harvardu, Normana Geschwinda i Alberta Galaburdy, geniuszami zostajemy w życiu płodowym! Zależy to od testosteronu, z którym płód styka się w drugim trymestrze ciąży. Duże stężenie może bowiem pobudzać rozwój prawej półkuli i blokować lewą. Ale tylko u chłopców. Na dziewczyny to nie działa. I choć to one 20 tys. lat temu z piszczeli pawiana skonstruowały pierwszy „kalkulator” do liczenia faz Księżyca i cyklu miesiączkowego (kość Ishago), to dziś w świecie matematycznych geniuszy stosunek płci wynosi 13:1 na korzyść mężczyzn (większość to mańkuci).
Szybkie liczenie to kwestia ciała modzelowatego, spoidła łączącego półkule mózgu, najprawdopodobniej odpowiadającego za ich współpracę. Podział mózgu na części odpowiedzialne za różne sfery życia (np. lewa półkula – myślenie logiczne, prawa – twórcze) jest tylko umowny. W praktyce nasz umysł ma zdolność delegowania obowiązków i może odesłać je do wolnego „okienka” po drugiej stronie czaszki. Wszystko zależy od połączeń neuronowych między półkulami. Jeśli będą sprawne i mocne, obie półkule powinny być tak samo zaangażowane w działanie. To właśnie dlatego mózg zdolniachy, rozwiązującego algebraiczne równanie, na ekranie rezonansu elektromagnetycznego wygląda jak żarówka – oba płaty ciemieniowe, kora czołowa i przednia część zakrętu obręczy świecą mocnym światłem.
reklama
Powrót do liczydeł Na początku października Ambasada Japonii pokazała warszawiakom swój największy skarb – soroban, tamtejsze liczydła (od naszych różnią się ustawieniem w poziomie, układem rzędów i liczbą paciorków). I choć wygląda niepozornie, to w teście, przeprowadzonym w 1946 r. na potrzeby amerykańskiej armii, soroban zdeklasował nawet elektryczny kalkulator. W pięciu konkurencjach, obejmujących podstawowe działania i ich kombinacje, japońskie liczydła wygrały 4:1. Były szybsze i bardziej precyzyjne.
Mistrz Kenichi Ishido, który prezentował możliwości sorobanu w Warszawie, uważa, że kluczem do szybkich rachunków jest systematyczny trening. Dwie godziny dziennie liczenia na paciorkach wyrabiają zręczność i umiejętność koncentracji. A po kilku latach pozwalają pokonać kalkulator. Kto nie wierzy, powinien wybrać się na targ rybny w Tokio. Sprzedawcy nie używają tam elektroniki, tylko sorobanu. A kiedy nie ma go akurat pod ręką, stosują japońską technikę rachowania w pamięci – azan, czyli liczą na wyimaginowanych liczydłach. Tak samo jak hinduska mistrzyni pierwiastków, przesuwają palcami po niewidocznych paciorkach i w mgnieniu oka podają kwotę do zapłaty...
Jak przyspieszyć mózg – Liczba rzeczy, które jestem w stanie spamiętać, jest ograniczona – mówi Michael Frank, profesor psychologi na kalifornijskim Uniwersytecie Stanford. – Człowiek jest w stanie w jednym momencie przechowywać 3-4 różne rzeczy w pamięci wzrokowej. Tymczasem rachunki na „wirtualnych” liczydłach pozwalają na manipulowanie aż 15 paciorkami jednocześnie. Dzięki temu w pamięci operacyjnej możemy sobie „zwizualizować” wszystkie działania na liczydłach. Dzieje się tak dlatego, że przenosimy obliczenia z werbalnej pamięci podręcznej do wizualnej. Ta zaś utrwala obrazy nie tyle pojedynczych koralików, ale całych kolumn sorobanu.
– W sumie proces jest podobny do tego, który zachodzi w elektronicznym kalkulatorze – dodaje Frank. – Tyle że postępuje to szybciej, bo nie wymaga od mózgu przekodowywania matematycznych symboli na wartości matematyczne i odwrotnie. Na sorobanie – czy to fizycznym, czy wirtualnym – wszystko dzieje się na naszych oczach.
Wbrew pozorom operacje na japońskich liczydłach nie stanowią intelektualnego wyzwania. Wręcz przeciwnie – mechanizują proces obliczeń, sprowadzając go do przesunięć paciorków na odpowiednich kolumnach. W rezultacie nie musimy „tracić czasu” na matematyczną stronę zadania, a jedynie skoncentrować się na prostym mechanizmie przesuwania paciorków.
Hubert Musiał
fot. shutterstock.com, wikipediaObliczanie dni tygodnia
Zamiast korzystać z wiecznego kalendarza, pogimnastykuj mózg i oblicz w pamięci, jakiego dnia tygodnia się urodziłaś. To tylko 5 działań, a znajomi nie będą mogli wyjść z podziwu. Żeby pokazać działanie wzoru (dla XX i XXI w.) sprawdźmy, którego dnia tygodnia będzie koniec świata, czyli 21 grudnia 2012 r. Dz (dzień)=21, M (miesiąc)=12 i R (rok)=2012. Teraz wykonujemy trzy proste działania (d) d1=R-1900= (2012-1900=112) d2=d1:4 Uwaga! dzielimy z resztą, którą następnie odrzucamy (112:4=28+0) d3= liczba stała przypisana miesiącowi. I tak: styczeń=0/6 [w roku przestępnym], luty=3/2 [r.p.], marzec=3, kwiecień=6, maj=1, czerwiec=4, lipiec=6, sierpień=2, wrzesień=5, październik=0, listopad=3, grudzień=5. A teraz dokonujemy właściwych obliczeń: d4=d1+d2+d3+Dz (112+28+5+21=166) d5=d4:7 Uwaga! znów dzielimy z resztą (166:7=23+5) Tym razem to reszta jest najważniejsza, bo kryje rozwiązanie zagadki: 0 – oznacza niedzielę, 1 – poniedziałek i tak dalej. Zgodnie z rachunkami świat skończy się więc w piątek.
PS A jakie lata są przestępne? Te, które dzielą się przez 4 i 400.
dla zalogowanych użytkowników serwisu.