Strona 2 z 3
Felicytę uwięziono w ósmym miesiącu ciąży. Z egzekucją poczekano, aż urodzi dziecko. Współwyznawcy ubłagali strażników, by oddali im niemowlę i dziewczynkę zaadoptowała chrześcijańska rodzina. 7 marca 203 roku obie kobiety oraz kilku skazanych na śmierć mężczyzn wprowadzono na arenę. W honorowej loży siedział prokurator Hilarion, który podpisał wyrok. Chrześcijanie spojrzeli w jego stronę i zawołali: „Ty osądziłeś nas, ciebie już wkrótce osądzi Bóg”.
Osiemnaście wieków później w miejscu męczeńskiej śmierci Perpetuy i Felicity modlił się Ojciec Święty Jan Paweł II (dokładnie w 1996 roku). Wokół nie było już ani amfiteatru ani rzymskich budowli. Miasto ponownie zrównali z ziemią Wandalowie, po nich nadciągnęli Arabowie. I to oni kilkanaście kilometrów od Kartaginy zbudowali nową stolicę – Tunis.
Patrząc na ruiny Kartaginy, trudno sobie wyobrazić, że mieszkało tu dwa razy więcej ludzi niż w Rzymie.
Te straszne Berberyjki
W odróżnieniu od królowej Elissy, Arabowie nie pytali Berberów o to, czy pozwolą im zamieszkać na swoich ziemiach. Berberowie stawiali zacięty opór. Ponownie zadanie obrony ostatniej twierdzy przypadło kobiecie – księżniczce Kahinat. Wraz z berberyjskimi niedobitkami wycofała się do Al-Dżamm. Rzymianie zbudowali tam amfiteatr, na którego trybunach mogło zasiąść 35 tys. widzów, czyli niemal tyle, ile na współczesnych stadionach piłkarskich. Budowla przetrwała do naszych czasów. Warto ją zobaczyć, to tylko dwie godziny jazdy autem z kurortów Hammamet, Monastir czy Sousse.
reklama
Nieugięta Kahinat przez cztery lata odpierała ataki Arabów. Doprowadzała ich do szału, stając na szczycie amfiteatru i wymachując świeżymi rybami. Pokazywała w ten sposób, że obleganego miasta nie wezmą głodem. Ale skąd brała ryby, skoro Al-Dżamm leżało daleko od morza i na dodatek otaczała je armia napastników? Arabowie uznali, że po prostu była czarownicą. Historycy podejrzewali, że z twierdzy do wybrzeża prowadził tajemniczy tunel, jednak nie udało im się znaleźć jego śladów.
– Prawdopodobnie pomagały jej duchy pustyni, z którymi Berberowie zawsze mieli bliskie kontakty – mówił pół żartem, pół serio Ahmed, nauczyciel historii, którego poznałem w kafejce w Sousse. Od niego dowiedziałem się też, że Arabowie bali się Berberów. Podejrzewali, że niezwykłą waleczność i siłę zawdzięczają diecie złożonej z… węży i jaszczurek, zapijanych mlekiem wymieszanym z mieloną szarańczą. Mało tego – mieli być tak mściwi, że zanim zabili owada, który ich ugryzł, w myśl zasady „oko za oko” sami go gryźli...
Największy lęk w Arabach wzbudzały jednak berberyjskie kobiety. Nie ma pewności, czy to prawda, ale wówczas nikt nie wątpił, że wojownicze damy co roku urządzają sobie dla treningu krwawe bitwy na kamienie i kije. Były też pionierkami równouprawnienia – nie czekały, aż ktoś je poderwie, same zdobywały kochanków. I bynajmniej się z tym nie kryły, po każdym udanym podboju miłosnym wiązały nad kostką skórzany rzemyk. Rekordzistki miały ponoć łydki obwiązane od stóp po kolana. W razie potrzeby Berberyjki potrafiły też przywoływać dżiny, czyli pustynne duchy, rzucać uroki i czarować.
Magia fuszerki Po czterech latach heroicznej obrony Al-Dżamm w końcu padło. Nie wiadomo, jak potoczyły się dalsze losy księżniczki Kahinat. Według Arabów obrończyni zginęła podczas próby ucieczki. Berberowie utrzymują, że wydostała się z twierdzy, schroniła w górach i dożyła 127 lat.
Po klęsce Berberowie przyjęli islam. Nie wyrzekli się jednak dawnych zwyczajów i wierzeń. Wiele z nich przenikło do kultury arabskiej i zakorzeniło się tam na dobre. – Zastanawiałeś się, dlaczego nasze dywany są utkane z tak misternych, drobniutkich wzorów? – zapytał Ahmed. – Bo Koran zakazuje przedstawiania żywych istot – odpowiedziałem. – W takim razie łatwiej byłoby utkać jedynie obramowanie, a środek zostawić pusty, tak jak robicie to w Europie – uśmiechnął się. – My jednak zadajemy sobie dodatkowy trud. Po co?
Nie miałem pojęcia. Ahmed wyjaśnił mi więc, że zgodnie z dawnymi wierzeniami, pustka przyciąga dżiny. Zatem, aby nie ściągnąć sobie do domu jakiegoś demona, trzeba zapełnić każdy skrawek dywanu. Poza tym przedmiot wykonany ludzką ręką nie powinien być zbyt doskonały, bo to z kolei może przyciągnąć „złe oko”. Sprawdzałem potem na suku, czyli arabskim bazarze, i faktycznie – na pierwszy rzut oka wzory wydawały się symetryczne, ale po chwili zawsze dostrzegałem jakąś skazę: a to inny odcień przędzy, a to prostokąt zamiast kwadratu…
dla zalogowanych użytkowników serwisu.