Przyszedł do mnie bez krzyku

 – Stworzyłam swój własny, prywatny ocean – mówi. Na szczęście znalazła się też położna, która podjęła się wyzwania i pomogła przyjąć poród zdeterminowanej matce. – Nigdy nie żałowałam tego uporu. To było jedno z najbardziej mistycznych, wręcz kosmicznych przeżyć mojego życia – zapewnia Joanna. W dodatku poród był szybki i mniej bolesny niż poprzednie. Synek urodził się ze spokojnymi, uśmiechniętymi oczami. Jak mówi jego mama: – Policzył wszystkich członków rodziny, po czym spokojnie zasnął.

Pod opieką delfinów
– Zalety porodów w wodzie można wyliczać i wyliczać – przyznaje położna Jolanta Łaszczyk. – Woda łagodzi ból, działa jak środek znieczulający, rozluźnia mięśnie, dziecko przychodzi na świat szybciej i łatwiej. Co ważne, woda go wcale nie zaskakuje, nie ma ryzyka, że się nią zachłyśnie… Przez pierwsze sekundy dziecko oddycha bowiem jeszcze dzięki tlenowi z pępowiny.

Kiedy w Polsce porody takie, jak Joanny można było policzyć na palcach jednej ręki, w innych krajach Europy „wodne” dzieci nikogo już nie dziwiły. Prekursorami rodzenia w wodzie byli jeszcze w latach 60. Rosjanie. Oni pierwsi zauważyli, że to, w jaki sposób dziecko pojawia się na świecie, w jakim otoczeniu spędza pierwsze sekundy swojego życia, może determinować całe jego życie. Gorącą propagatorką porodów w morzu od lat 80. jest mieszkająca dziś w Kalifornii Rosjanka Elena Tonetti Vladimirowa, dzięki której dziesiątki matek rodziły w przytulnych zatoczkach Morza Czarnego w towarzystwie przyjaznych… delfinów.

Film Eleny, o dość przewrotnym tytule „Narodziny, jakie znamy”, pokazujący 11 porodów w wodzie, środowisko położnych w Stanach Zjednoczonych okrzyknęło „najbardziej głębokim i obszernym przewodnikiem po naturalnych narodzinach w świecie”. Także w latach 80. wodnymi porodami zainteresowali się francuscy lekarze, w tym doktor Michel Odent, naukowiec i położnik. To on zauważył, że rodzące matki intuicyjnie garną się do wody i przypomniał, że są społeczności, w których kobiety przed porodem zanurzają się w morzu (tak dzieje się m.in. wśród Aborygenów). Że kiedyś większość ludzi żyła na wybrzeżach, i że z jakichś, wciąż jeszcze niezbadanych przyczyn, ludzka skóra bardziej przypomina skórę delfina niż szympansa.

reklama

Najprzyjemniejszy sposób przywitania dziecka
Jolanta Łaszczyk w ciągu ostatnich lat przyjęła ponad 100 porodów w wodzie. Także w Polsce przestały one już być traktowane jak coś wyjątkowego. Lekarze i położne coraz częściej są zgodni – dla zdrowej kobiety (przed tym porodem trzeba w dwudziestym tygodniu ciąży przejść dodatkowe badania w celu wykluczenia jakichkolwiek infekcji czy możliwych komplikacji) to jeden z najprzyjemniejszych sposobów przywitania dziecka. Dlatego do polskich szpitali coraz częściej wstawia się specjalne  baseny dla matek.

– Mnie też udziela się radość matek rodzących w wodzie. Woda i przyjazne otoczenie sprawiają, że ich ciała i umysły nastawione są na wyłącznie pozytywny i naturalnie piękny proces  – zauważa położna Jolanta Łaszczyk. Podobnego zdania jest Paulina Łasak-Ponikło, psycholog i właścicielka krakowskiej szkoły rodzenia „Groszki”, w której propaguje naturalne i świadome porody. – Rozwój medycyny, a może bardziej jej zbyt mocne wtargnięcie w początek życia sprawiło, że kobiety przestały wierzyć w siłę własnego ciała. Przestały się z nim komunikować – mówi Paulina.

Ona sama, gdy ponad trzy lata temu wydawała na świat swoją córkę Nadię, zamarzyła, że urodzi dziecko właśnie w wodzie. W basenie przygotowanym dla niej w szpitalu spędziła niestety tylko pierwsze fazy porodu. Pamięta, że było jej naprawdę  dobrze. Niestety, pojawiły się komplikacje, a wodny poród z założenia musi przebiegać bez zakłóceń. Ale nie żałuje chwil spędzonych w kąpieli. Były wyjątkowe i nigdy ich nie zapomni. – Jakże inne było to moje wodne doświadczenie od tego, które przeżywała moja mama – mówi Paulina. Jej matka, podobnie jak kiedyś Joanna Husarska, zapamiętała z porodu jarzeniówki, białe kitle i ekipę remontową, która właśnie wtedy, gdy rodziła córkę, kręciła się po porodówce.

W transie, z uśmiechem
– Tylu kobietom i dzieciom odebrano prawo do tworzenia własnej, intymnej historii – mówi ze smutkiem w głosie Joanna Husarska, która po latach od urodzenia synka w wodzie z wypiekami na twarzy obejrzała „Narodziny, jakie znamy” Eleny Tonetti Vladimirowej. Zobaczyła to, co kiedyś sama przeżyła. Dzięki temu, że jako jedna z nielicznych miała odwagę urodzić w wodzie w czasach, gdy uznawano to za ekstrawagancję. Zobaczyła porody, które nie były cierpieniem, ale spełnieniem. Zobaczyła kobiety, na których twarzach maluje się szczęście, które ze szczęścia niemal tańczą, poruszając miarowo biodrami, w transie… Z zamkniętymi oczami i błogim uśmiechem. Tak jakby ból porodu zupełnie dla nich nie istniał. Jakby doznawały wyłącznie rozkoszy. I w końcu stanie się to normą – nadejdzie „czas wodników”.


Sonia Jelska
fot. Bogdan Krężel, shutterstock.com


Paulina Łasak-Ponikło z córeczką Nadią Joanna Husarska urodziła we własnej wannie Synek Katarzyny Gałuszki urodził się w wodzie


Porody w wodzie są spełnieniem, a nie cierpieniem – przekonują Paulina Łasak-Ponikło (powyżej z córeczką Nadią) i Joanna Husarska (fot. w środku), która urodziła syna we własnej wannie. Synek Katarzyny Gałuszki (fot. z pr.) niczego, nawet huśtania, nie lubi tak jak wody.

Źródło: Wróżka nr 6/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka