Początek reszty mojego życia

Początek reszty mojego życiaZaczęłam robić rachunek sumienia. Czy dobrze żyłam? Czy mądrze żyłam? Czy pozostawię po sobie jakiś dobry ślad? Czy byłam dobrą matką, żoną, córką, siostrą, przyjaciółką, szefową? Nie bałam się. Może tylko przez chwilę, gdy stewardesa zaczęła błyskawicznie zrywać zasłony pomiędzy klasą biznes a ekonomiczną...

Wierzę, że każdy z nas dostaje blok marmuru na początku swojego życia i wszystkie narzędzia potrzebne, by zamienić go w dzieło sztuki. Możemy wlec ten blok za sobą, nigdy go nie dotykając. Możemy skruszyć go na żwir albo ukształtować w unikalną rzeźbę. Wokół siebie widzimy przykłady wielu ludzi – dzieła życiowe skończone lub niedokończone; jedne inspirują, inne ostrzegają... Przychodzi moment, że rzeźby są prawie gotowe. Jest to czas na wygładzanie i polerowanie tego, nad czym pracowaliśmy przez lata. Wtedy właśnie mamy szansę na największy postęp, lecz by mógł się on dokonać, musimy przekroczyć poczucie upływu czasu. Jest tak, że człowiek zawsze może mieć albo wymówki, albo... zdrowie, długowieczność, zrozumienie, przygodę, radość, spełnienie i szczęście. Kształtujemy własne życie przez moc swoich wyborów.

Przypomniałam sobie, że mam wybór. Nie wybrałam tej sytuacji, ale mogę wybrać swoją reakcję na nią. Przypomniałam sobie także słowa słynnego pisarza i filozofa Aldousa Huxleya: „Doświadczenie to nie jest to, co ci się przydarza, tylko to, co robisz z tym, co ci się przydarza”.

reklama

„Mamo, jeszcze nie tym razem!”

Zawsze mówiłam, że ci, którzy boją się śmierci, boją się życia. A ja ani życia, ani śmierci się nie boję. Podobno nikt nie chce umierać... Ja jednak od tragicznej śmierci mojego jedynego syna Macieja w Wielkanoc roku 2005 jestem w pełnej gotowości... na to ostatnie przejście w inny wymiar. Żeby było jasne: kocham moje życie, kocham ludzi, piszę książki o miłości do życia, prowadzę warsztaty rozwoju osobistego ukierunkowane na godne i spełnione życie najwyższej jakości. Nigdy życia sobie nie odbiorę. Jestem pogodzona z tym, co przyniesie mi los. Zostanę tu na tak długo, ile jest mi dane. Ale tak bardzo tęsknię do Maćka...

Moje myśli skierowały się w stronę Maciusia: „Synku, już niedługo się spotkamy...” – wyszeptałam pod nosem nieśmiało. Poczułam ulgę i dziwne zadowolenie. A zaraz potem w mojej głowie usłyszałam głośny śmiech mojego „cool” syna: „Mamo, jeszcze nie tym razem! To nie jest twój czas! Nigdzie się nie wybieraj!”. Uwierzyłam mu. I już wiedziałam, że wszystko dobrze się skończy. Po chwili zabrzmiał komunikat tego samego aksamitnego głosu, że lądujemy za pięć minut: „Proszę przyjąć pozycję awaryjną!”.

Głowę miałam między kolanami, ale przez tych pięć minut zerkałam co chwilę przez okno i widziałam zbliżającą się z olbrzymią szybkością zieloną ziemię. Samolot usiadł, zakołysało kilka razy łagodnie, sunął bez końca: kiedy wreszcie się zatrzyma???!!! Zatrzymał się. Rozległy się głośne oklaski. Lądowanie było tak łagodne, że pasażerowie myśleli, iż wylądowaliśmy normalnie, na kołach.

Nagle w kabinie pojawił się dym i swąd. Padła głośno, bardzo głośno TA komenda o ewakuacji. Rozpięłam pasy i biegiem ruszyłam za moim partnerem. Rozdzieliło nas kilka osób. Czekał na mnie przy wyjściu – jego oczy intensywnie niebieskie, twarz spokojna, wyciągnięta w moją stronę ręka. Zjazd po trapie, taki sam jak na zjeżdżalni w czasach dzieciństwa... Moja ręka pewnie trzymana przez ukochanego mężczyznę. Szybko biegliśmy RAZEM. Wciąż razem. Cali i zdrowi!!!

Po kilkunastu sekundach zatrzymałam się. Musiałam się obejrzeć! Dopiero wtedy powiało grozą – siedzący na brzuchu w białej pianie Boeing, otwarte trapy ewakuacyjne, po których zjeżdżali kolejni pasażerowie, dym, samochody straży pożarnej, dziesiątki karetek pogotowia. Ugięły się pode mną kolana. Biegłam dalej na miękkich jak z waty nogach. Aż do czekającego na nas autobusu.

Test z ludzkiej godności

Popłakałam się dopiero pół godziny później, gdy zobaczyłam już w środku terminalu na ekranie telewizora w salonie prezydenckim cały przebieg tego lądowania. Z mojego punktu widzenia wydarzył się CUD! Co potem? Co teraz? Moje refleksje są takie: Wszyscy pasażerowie i załoga lotu 016 zdali śpiewająco ten ekstremalny test z ludzkiej godności. To jedyne życie, jakie mamy. Jest pierwszy oddech i jest ostatni oddech. Granica między życiem a śmiercią jest cieńsza, niż się wydaje. Podejmuję zobowiązanie wobec siebie, że będę żyła tak, jakby to miał być ostatni dzień mojego życia. Postanawiam codziennie postępować według zasady CARPE DIEM: łapać każdy dzień łapczywie, odważnie, radośnie i z wdzięcznością w sercu. Cieszyć się każdą chwilą...


Ewa Foley
Autorka jest trenerem rozwoju osobistego,
założycielką Instytutu Świadomego Życia Ewy Foley,
oferującego program samodoskonalenia,
oraz autorką kilku książek, m.in. „Zakochaj się w życiu”.
Kontakt: foley@foley.com.pl

Źródło: Wróżka nr 1/2012
Tagi:
Komentarzy: 1
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka