Strona 2 z 2
Kto prosi, ten dostaje
Katarzyna wierzy, że Hunie zawdzięcza życie. Dlatego postanowiła ją zgłębiać dalej. I stosować na co dzień. Zachłannie rzucała się na każdą książkę, która pojawiała się na rynku. Spotkała się też ze słynną hawajską uzdrowicielką, Morrnah Nalamaku Simeone.
– Praktykowanie Huny nie jest trudne – przekonuje. – I właśnie dlatego wielu ludziom wydaje się podejrzane. Większość z nas nie ceni tego, co jest w zasięgu ręki. Wierzymy tylko w rzeczy okupione wielkim trudem albo w to, za co płacimy duże pieniądze.
Hawajskie Aloha znaczy i „dzień dobry”, i „do widzenia”. A także „iść z oddechem” (Alo – iść, Ha – oddech). Ale w słowie tym są również emocje, miłość. Bo Huna uczy miłości, uznania siebie i szacunku do wszystkiego, co żyje. Jej podstawą jest świadomość istnienia w nas trzech poziomów energetycznych: nadświadomości, świadomości i podświadomości. Gdy je zharmonizujemy, harmonijne stanie się również nasze życie. Bez chorób i lęków o przyszłość.
reklama

Magia? Nie, właściwa modlitwa. Jednak koniecznie poprzedzona procesem Ho’oponopono. Dlaczego to takie ważne? Bo podświadomość zarządza naszymi emocjami i jest jak bank pamięci. Nosi całe zło, jakiego doznaliśmy, ale też i to, które wyrządziliśmy innym. Nie tylko w tym wcieleniu, ale i w poprzednich. Żeby podświadomość (a tylko ona może to zrobić) mogła „zanieść” nasze modlitwy do nadświadomości, droga musi być czysta, nieobarczona poczuciem winy i krzywdy.
Dzięki Ho’oponopono odcinamy się od wszystkiego, co blokowało nasz rozwój, odnajdujemy swoją tożsamość. – Wtedy, gdy jesteśmy już gotowi wznieść modlitwę o uzdrowienie lub zmianę w naszym życiu, zapraszamy do pomocy nasze Wyższe Ja (nadświadomość) – przekonuje Katarzyna. – Jeśli nie prosimy o pomoc, to jej nie otrzymujemy, bo Wyższe Ja szanuje naszą wolną wolę.
Symbolem Huny jest Oko Kanaloa (powyżej). Katarzyna Kallwejt twierdzi, że ma właściwości ochraniające i uzdrawiające. Według legendy kahunów generuje uzdrawiającą i harmonizującą energię Ki.
Energia oddechówModlitwa musi być wzmocniona energią wytworzoną dzięki specjalnej technice równomiernych oddechów (przez nos). Na cztery wciągamy powietrze, zatrzymujemy na cztery, wydychamy na cztery i znów wstrzymujemy na cztery. Zaczynamy od powtórzenia tego cyklu dziesięć razy. Dodając każdego dnia kolejne dwa, trzy oddechy, dążymy do 40 powtórzeń i do zgromadzenia energii 40 oddechów. Oddychając, cały czas równocześnie wizualizujemy to, o co się modlimy. Ten obraz wraz ze nagromadzoną energią przekazujemy do naszego Wyższego Ja.
Wszyscy wielcy uzdrowiciele i szamani uznają cztery żywioły oraz siedem przyszłych i przeszłych pokoleń. Uzdrawiając siebie, uzdrawiamy więc także naszych przodków i potomków. Katarzyna, odkąd wyzdrowiała, z miłością i wyrozumiałością patrzy na świat. Dzień zaczyna od medytacji i modlitwy. Prosi o pokój, bezpieczeństwo, radość. Wysyła je przyjaciołom i obcym ludziom, o których wie, że potrzebują wsparcia. Przekazuje je też zwierzętom. Wszechogarniająca miłość zmieniła jej życie.
– Gdy potrzebowałam dobrej roboty, modliłam się o nią tydzień. Najwyżej 10 dni – śmieje się. – I godziwie płatna praca przychodziła. Można też wymodlić sobie miłość. Zrobiło tak wielu moich przyjaciół.
Mama musi mieć futroOd chwili, gdy zaczęła dzielić się swoją wiedzą na warsztatach, zetknęła się z wieloma ciepiącymi ludźmi. Jednym z nich był mężczyzna, który przeżył największą tragedię: na jego oczach samochód zabił jego 6-letnią córeczkę. W chwili, gdy to się stało, on mocno zacisnął dłoń w pięść. Potem przez wiele lat nie mógł jej otworzyć, choć próbowali mu pomóc psychologowie, psychiatrzy i neurolodzy.
– Przez cały czas trwania warsztatów „ładowałam” energią miłości (bo uzdrawiać można tylko miłością) podłużny kryształ górski. Na koniec poprosiłam go na rozmowę. Delikatnie wsunęłam mu kryształ w dłoń, i powiedziałam, że za chwilę bez trudu ją otworzy. I on to zrobił! Z niedowierzaniem kilkanaście minut zamykał ją i otwierał. Odblokowałam jego dłoń równie silną emocją, jak ta, która ją zamknęła.
Kiedyś przydarzyła się też zabawna historia. W lipcowy dzień przyszła do niej matka z 11-latkiem, który moczył się w nocy. Chłopiec nie wierzył, by ta wizyta mu coś dała, bo był już u różnych psychologów, a nawet poddał się hipnozie. I nic. „Ciągle sikam do łóżka” – powiedział. „A chcesz sikać?” – spytała Katarzyna. Nie chciał. „A gdybyś zapytał swoją podświadomość, co mogłaby dla ciebie zrobić, to co by to było?” – drążyła. „Futro” – padła nagła odpowiedź. „Dla ciebie?” – Katarzyna nie dawała poznać, że się dziwi. „Dla mamy” – odparł. „I wtedy przestaniesz sikać?”. Pokiwał radośnie głową.
– Poprosiłam więc jego mamę, która czekała w drugim pokoju i spytałam, czy ją stać na kupno futra – śmieje się Katarzyna. – Zdziwiona przytaknęła. Poleciłam jej więc, żeby poszła z synem na zakupy i je kupiła, a kłopoty z moczeniem się skończą. I tak się stało. Spytałam ją później, jaka była pora roku, kiedy była w ciąży. „Zima” – odparła – „zima stulecia”. „A o czym pani wtedy najbardziej marzyła?”. Zaśmiała się: „O futrze, bo strasznie marzłam!”.
W ludzkiej podświadomości jest wiele sekretów, Huna potrafi je jednak przeniknąć i nam pomóc.
Sonia Ross
fot. Marcin Dławichowski
dla zalogowanych użytkowników serwisu.