Strona 2 z 2
Skarb Generała Carletona
– 200 lat minęło od tej nocy, kiedy żaglowiec zatonął przy naszym brzegu, tu przy ujściu Piaśnicy – opowiadał stary rybak August Gret profesorowi Uniwersytetu Warszawskiego, który prowadził w Dębkach praktyki ze studentami etnologii.
Miejscowi przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie historię statku, który przypłynął w sztormie po to, żeby naprawić ster. O bogatym rybaku, który gościł wtedy kapitana i kilku rybaków. Kapitan nieopatrznie opowiedział mu o wspaniałym skarbie, porcelanowej zastawie, którą wiózł na dwór królewski.
– To podarunek chińskiego arystokraty dla króla Jerzego III – opowiadał. Rankiem okręt odpłynął, ale nagły sztorm uderzył w niego z ogromną siłą, naprawiony ster prysnął. Żaglowiec rozbił się na płyciźnie, wszyscy utonęli. Starzy ludzie powiadali, że rybak ukradł skrzynię ze skarbem, a katastrofa zatarła wszelkie ślady rabunku. Od tamtej pory nikt ani jego, ani synów już nie widział.
– Legenda pełna szczegółów zaintrygowała profesora – opowiada Andrzej Dębiec. Nurkowie ze statku badawczego „Kaszubski Brzeg” zanurkowali przy ujściu Piaśnicy. Michał Woźniewski przy pierwszym nurkowaniu wypłynął z dzwonem okrętowym. Napis głosił: „General Carleton”. Kiedy okręt zatonął, rozlały się beczki z dziegciem, smoła zalała wszystko. To najlepiej zachowany wrak z tego okresu na świecie.
Widziałem ich kalesony i kurtki, minęło ponad 200 lat, a można je było włożyć. Nawet w maselnicy było masło, tyle że zjełczałe. W sakiewkach chłopców po dwie gwinee. I cała reszta wyposażenia. Nawet butle wina. Te pełne trafiły do Muzeum Morskiego. Ta pusta, obtłuczona, stoi na szynkwasie „Zejmana” obok polinezyjskiej maski, w której zaklęty jest duch z południowego Pacyfiku.
reklama
Maska od szamana i portret Klemensa Maska inkrustowana jest masą perłową. To prezent znajomej żeglarki Eli Sysak. W dalekiej Oceanii zaprzyjaźniony szaman długo w noc odprawiał czary. Rankiem podarował Eli maskę, mówiąc: – Jest w niej tyle dobrej mocy, że wystarczy na długo. Na scenie wisi portret Klemensa Długiego, właściciela szkut rewskich, które woziły kruszywo na budowę portu w Gdyni. Namalował go dla „Zejmana” malarz Wiesław Matuszek, też członek klubu.
– Klemens schodzi nocami z obrazu, siada przy szynkwasie i pewnie pije kawę, bo o świcie stoi tam jego kubek. A jego portret wisi trochę przekrzywiony – dodaje Jędrek. Ten kubek jest z wraku „Heleny”, jego flagowej szkuty spoczywającej na dnie Zatoki Puckiej.
Na ścianach wiele żeglarskich portretów. Model statku, nad którym kilka lat w długich rejsach dłubał pewien marynarz, kolekcja ceramicznych naczyń, którą z ruin gdańskich kamienic wydobył tata Kingi Choszcz, żeglarska popielniczka – prezent Ozany, syna Tony’ego Halika, dla ojca. Jest monstrualna czaszka wieloryba, poczerniała od starości stępka z zatopionego żaglowca. Jest statek w butelce, także niegdyś własność Tony’ego Halika, podarowany „Zejmanowi” przez Elę Dzikowską, i jest fragment relingu z żaglowca „Otago”, na którym pływał Joseph Conrad. Z certyfikatem. Jest też fragment międzypokładu z „Generała Carletona”. Jeśli przyłożyć do niego ucho, słychać sztorm. I jak stukają o deski chodaki chłopców okrętowych z załogi. Mieli po 13, 15 lat, w Anglii była bieda. Rodzice oddali ich na statek na przyuczenie do zawodu marynarza. Wszyscy zginęli w katastrofie.

Andrzej wciąż myślał o tych chłopakach. – Kiedy odnaleziono we wraku czaszkę kapitana Willa Hustlera, poczułem, że muszę pojechać do Whitby – portu macierzystego zatopionego żaglowca i poszukać jego śladów – opowiada Jędrek, a na brzegu w pobliżu miejsca katastrofy postawić pamiątkową tablicę.
Marek Pankanin, rzeźbiarz, zgodził się zaprojektować pomnik – prosta rzecz, blok granitu i fragmenty wraku. Ma zostać odsłonięty w dniu katastrofy statku. Nieraz w nocy czuję obecność tych małych marynarzy, jakby prosili o symboliczną mogiłę. Znakomity pisarz i podróżnik, kapitan Maciej Krzeptowski napisał kiedyś, że na całym świecie, a przecież był wszędzie, jest tylko kilka miejsc, do których żeglarze ciągną jak ćmy do światła. I że spośród nich wszystkich dwa są naprawdę niezwykłe. To stary bar na Azorach. I „Zejman” w Gdańsku.
Na ścianie portret Klemensa Długiego, który woził kruszywo na budowę portu w Gdyni. Ale widać nocami kapitanowi się nudzi. – Schodzi z obrazu, siada przy szynkwasie i pije kawę. Rano jest tam jego kubek. A obraz wisi krzywo – opowiada Jędrek.Grzegorz Kapla
dla zalogowanych użytkowników serwisu.