Strona 2 z 3
Breakdance ze złą młodzieżą
– Skrzyknęłam młodych ludzi. Machnęli najpierw ręką. Ale jak im pokazałam breakdance, oniemieli. Widzieli coś takiego tylko w teledyskach – śmieje się.
– Wy też możecie się nauczyć – powiedziała. I już miała chuliganerię owiniętą wokół palca. Przychodzili całą gromadą uczyć się tańca. Potem śpiewu. Ale co to za zespół, jeśli nie koncertuje.
– Niech ksiądz nam da zaśpiewać w kościele – poprosiła proboszcza. – Naszemu chórowi, naszej młodzieży.
– Młodzież tutaj jest zła – ksiądz tylko machnął ręką.
– Nie, proszę księdza, wcale nie jest zła. Tylko ludzie są zapracowani i tych dzieci nie widzą. A skoro ich nie widzą, to niech chociaż usłyszą.
W niedzielę, przed mszą, chór miejscowych chuliganów ukrył się na prospekcie organowym. I zaśpiewali.
– Wszyscy myśleli, że to chór z Wrocławia przyjechał, taki profesjonalny – śmieje się Bogusia. W poniedziałek pojechała po kuroniówkę do Świerzawy. Na drzwiach urzędu zobaczyła ogłoszenie o przeglądzie zespołów artystycznych.
– Panie i panowie, startujemy – ogłosiła swoim ludziom, kiedy wróciła do domu.
– Czasu jest niewiele, ale damy radę.
Napisała program w ciągu jednego wieczoru. Następnego przygotowała choreografię. Od czwartku ćwiczyli.
– Mam świetny program – 1 marca
pojechała do Domu Kultury w Świerzawie, żeby nakłonić dyrektora do wypożyczenia autokaru. – Przewieziecie moje dzieci tam i z powrotem, a ja wam także zrobię przedstawienie.
– Przecież ja pani nawet nie znam – usłyszała.
– Trzeba wiarę mieć w człowieka – odpowiedziała. Gotowa już była zatańczyć breakdance w gabinecie, ale w końcu udało się go przekonać.
reklama
Zrobię z ciebie królową balu Tydzień potem sala widowiskowa zapełniła się do ostatniego miejsca. Kurtyna poszła w górę. Program był na półtorej godziny. Kobiety płakały ze śmiechu.
– Ma pani u mnie pracę – powiedział dyrektor, kiedy tylko zeszli ze sceny. – Mogę dać ćwierć etatu.
Wiedział, że na tej ćwierci będzie pracować jak na cały etat. Zaczęła „Od Przedszkola do Opola”. Taki konkurs był w Świerzawie po raz pierwszy. Prowadziła akademie, wesela, bale. Zarabiała pieniądze i dorobiła się marki wodzireja. Poprowadziła doroczny Bal Anonimowych Alkoholików. Ludzie zjechali z całego Śląska.
– Boże, jak rozbawić tych, którzy mieli w życiu wszystko i wszystko potracili? – miała trochę obaw.
Tę kobietę wypatrzyła po trzech kwadransach. Siedziała pod ścianą płasko, jakby była kawałkiem tapety. „Czekaj, zrobię z ciebie królową balu”, postanowiła. I dalejże wywoływać ją na scenę, wyciągać do konkursów. Jednak dziewczyna zapadała się w siebie coraz bardziej. W końcu Bogusia chwyciła ją za rękę i wyciągnęła na parkiet.
Koniec końców ta pani dostała koronę ze złotej tektury. Musiała pozować do zdjęć i odtańczyć walca z tuzinem kawalerów.
– Dziękuję pani – wyszeptała później.
– Dziękuję… Bo wie pani, mnie od 18 lat nikt nie dostrzegał. Jakbym stała się przezroczysta…
– Bogusia ma taki dar – uśmiecha się Zenek. – Ma dar do otwierania w ludziach tego, co kiedyś zatrzasnęli, a potem nie umieli otworzyć.
Jej program taneczno-muzyczny wygrał rejonowy przegląd twórczości w Świerzawie. I okręgowy w Jeleniej Górze. Na finał zaplanowała występ pięciu bibojów: czterech dorosłych i jednego trzylatka. Mieli zacząć od tego, że trzymają się za ręce i zaczynają się poruszać, jakby przechodził przez nich prąd, od najniższego do najwyższego. Potem rozbiegają się i tańczą break figury. Ćwiczyli długo, ale na scenie okazało się, że zbyt krótko.
– Jeden chłopak przeląkł się chyba sceny, tłumów, świateł. Wychyliłam się więc zza kulis i krzyknęłam: „Niech każdy robi to, co umie najlepiej, jest dobrze!”. I zatańczyli tak, że ech! A na koniec stanęli szeregiem i prąd przeszedł pomiędzy ich ramionami w przeciwną stronę.
– Od jutra ma pani u mnie pracę – powiedział jej dyrektor domu kultury. – Proszę załatwić formalności. Poszła zrobić badania lekarskie. – Jest pani w trzecim miesiącu – powiedział lekarz. I tak się skończyła jej kariera w kulturze.
Kara boska za dwa lewe buty Urodziła Gracjana. Wstała rankiem trzeciego dnia i wiedziała, że okres ochronny ma już za sobą. Wzięła wiadra do rąk i poszła do rzeki. Płukała pranie w rzece, suszyła na słońcu, jak za dawnych lat. Dziewczynki dorastały. Pieniędzy, które zarabiał Zenon, nie wystarczało. Wzięła więc ze Złotoryi buty i pojechała sprzedawać je na targowiskach po cenach umownych. Poznała granice niewyspania, przemarznięcia i głodu. Ostatniego dnia sprzedała komuś dwa lewe buty.
Z tego niewyspania, ale czuła się, jakby oszukała… Ale wyjazd był świetny. Zarobiła mnóstwo pieniędzy. Wracała w dobrym humorze. W myślach dzieliła pieniądze: „To na długi, to na ubrania dla dziewczyn i Gracjana, a to na przyjemności. Przydałyby się jakieś przyjemności”. Pożar zobaczyła z daleka. Z połowy wsi widziała dym. „Czyj to dom”, myślała. A domów do końca wsi coraz mniej. Dzieci były w domu tylko z ciocią.
Od przewodu kominowego zapalił się strop. Karolina zawołała sąsiadów. Okładali zmoczonymi kocami ściany, ale płomień buchnął, strop spadł, dzieci podtruły się czadem.
– Stałam nad tym wszystkim i myślałam: „Ot, kara boska za te dwa lewe buty”.
Co zarobiła, poszło na remont chałupy i leczenie dla dzieciaków. Od tamtej pory nie oszukała już nikogo. Z butami pojechała w Polskę jeszcze dwa razy.
Teraz jeździ z aniołami. Bogusia Rudnicka, sławna ceramiczka z Dobkowa.
dla zalogowanych użytkowników serwisu.