Wahadło z duszą

Barbara Wahadło pod specjalnym nadzorem
Dziś można kupić wahadełko nakierowane na wspomaganie leczenia jednej konkretnej dolegliwości. Takich wahadeł Barbara i Aleksandra opracowały 16. Są też komplety wahadełek z mikroelementami, które uzupełniają braki pierwiastków w organizmie, są komplety z solami Schusslera, które działają regenerująco na poziomie komórki.

O skuteczności wahadełek z wkładami zaświadczają radiesteci i bioterapeuci z całej Polski oraz klienci spotkani na targach. Firma „Baj” uczestniczy w nich regularnie – we Wrocławiu, Katowicach, Warszawie i Łodzi.

– Wahadłem może posługiwać się każdy, kto dokładnie przeczyta instrukcję – uważają Barbara i Ola. – 80 procent ludzi ma naturalne zdolności radiestezyjne. Jeśli z książek czy na kursie zdobędą podstawową wiedzę teoretyczną, wyćwiczą koncentrację, nauczą się prawidłowo formułować pytania, mogą być bioterapeutami.

Oczywiście nie odciągamy nikogo od medycyny konwencjonalnej i lekarzy. Praca z wahadełkiem jest dodatkiem, który poprawia funkcjonowanie danego organu, przyspiesza działanie leków lub ich przyswajanie, poprawia samopoczucie.

Tylko wahadło uniwersalne, flagowy produkt firmy „Baj”, nie jest dla każdego. Z racji jego szczególnych właściwości mogą go używać tylko doświadczeni radiesteci. To wahadło jest autorskim projektem Józefa – stworzył je, studiując prace francuskich klasyków, de Belizala i Morela.

– Józef Baj, zanim je komuś sprzedał, sprawdzał najpierw, czy człowiek osiągnął już odpowiedni poziom wiedzy i wewnętrznego rozwoju – wspomina Barbara.
– Zdarzało się, że niektórym odmawiał.

reklama

Pośród ziół i minerałów
Dlaczego Barbara i Ola nie zajęły się radiestezją i bioterapią, choć mają na ten temat tak rozległą wiedzę? Odpowiadają, że nigdy ich do tego nie ciągnęło. Są przekonane, że ich miejsce jest nie gdzie indziej, lecz właśnie w pracowni, wśród metalowych i plastikowych minielementów, minerałów i ziół, które trzeba nabijać, naklejać, upychać do tajemniczych „kulek”, „łezek” i „grzybków”…

Czasami ktoś prosi, by postawiły mu diagnozę. Odmawiają, bo to przecież nie ich rola. Ale gdy patrzą na klienta, i tak, bez wahadełka, wiedzą, co mu dolega. Niedawno Barbara miała na targach taką przygodę: klient poprosił o wahadełko na żylaki. – Ale panu to niepotrzebne, przecież pan nie choruje na żylaki – odpowiedziała odruchowo. Mężczyzna lekko zbladł: – Tak, ja nie choruję, to dla żony.

Takich sytuacji jest wiele. Za diagnostykę i terapię biorą się tylko, kiedy chorują domownicy lub ukochane zwierzęta. I ich zabiegi okazują się skuteczne. Podejrzewają, że mistrz Józef, przyjmując je do pracy te kilkadziesiąt lat temu, sprawdził i to, że nauczą się tej roboty perfekcyjnie.
Kilka lata temu Aleksandra przeszła zawodowy kryzys. Chciała wrócić do architektury.

– Wtedy nadszedł długi list od dawnego klienta, który przyjeżdżał jeszcze do Józefa – opowiada. – Mężczyzna opisywał swoją historię. 20 lat temu poważnie zachorował. Lekarze byli bezradni. Wtedy przeczytał gdzieś o Józefie Baju. Przyjechał do Warszawy, kupił wahadełka, nauczył się, co ma robić i po wielu miesiącach wyzdrowiał. Zdziwiłyśmy się z Basią, że po tylu latach napisał do nas właśnie teraz, kiedy ja chciałam odejść z pracowni. W liście dziękował, zapewniał, że to, co robimy ma głęboki sens i jest potrzebne. No więc zostałam.

Wahadło

Wahadełka kryją tajemnice. Są w nich sproszkowane minerały i zioła, które wspomagają leczenie wielu dolegliwości.
Mogą się nimi posługiwać wszyscy. Tylko wahadła uniwersalne są dla doświadczonych radiestetów.

 

Anna Frankowska
fot. Jerzy Gnatowski 

Źródło: Wróżka nr 6/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka