Kobieta jak kot

Płótno powstało w reakcji na krytykę Emila Zoli, początkowo zachwyconego twórczością impresjonistów, z czasem dostrzegającego ich błędy. No, to mu Renoir pokazał!

Pierre-Auguste Renoir „Śniadanie wioślarzy”, 1880-81, olej na płótnie, 175 x 130 cm, The Philips Collection, Waszyngton Udowodnił, że można zachować impresjonistyczną świeżość i ulotność wrażeń przy jednoczesnej przemyślanej konstrukcji. Po podróży do Włoch, gdzie naoglądał się renesansowych arcydzieł, pojął, jak ważny jest rysunek. Od tej pory zaczął ćwiczyć kreskę. Efekt: między innymi „Śniadanie wioślarzy”. Pracował nad tym płótnem prawie rok. Kompozycja na pozór oddaje przypadkową sytuację w podparyskiej knajpce, w istocie – została starannie zakomponowana, a postaci – upozowane.

Zamysł był taki: ustawione pod różnymi kątami głowy zgromadzonych prowadzą spojrzenie widza po przekątnej obrazu, od najbliższej nam osoby aż do łodzi na Sekwanie i wiaduktu kolejowego w tle. Scena wydaje się cudownie lekka, beztroska, przesycona słońcem. Co ciekawe, każdy z bohaterów przyjeżdżał osobno pozować artyście.

Żadnego wioślarza wśród nich nie było. Wszyscy byli przyjaciółmi Renoira z paryskiej bohemy. Miejsce akcji – restauracja Fournaise’a w Chatou, letniskowej miejscowości nad Sekwaną. Grupa ludzi przy zakrapianym winem obiedzie. Flirty, luźne rozmowy, odrzucenie salonowych konwenansów. Na pierwszym planie z prawej strony, widoczny półprofilem, siedzi Gustave Caillebote, malarz i kolekcjoner. Nad nim pochyla się dziennikarz Maggiolo; kolejny „wioślarz” to Alphonse Fournaise junior, syn właściciela restauracji.

Panowie w białych podkoszulkach i słomkowych kapeluszach. Damy obowiązywał większy rygor. Noszą suknie z długimi rękawami, ozdobione marszczonymi kołnierzami i mankietami; mają kapelusze udekorowane kwiatami i wstążkami. Jest wśród nich ta, która usidliła Renoira, wiecznego uwodziciela, unikającego małżeńskich więzów. Dziewczyna z lewej strony płótna, o uroczej buźce dziecka, bawiąca się z pieskiem – to Aline Charigot. Modelka, kochanka, wreszcie – żona malarza, matka trzech jego synów.

reklama

Poznali się w taniej paryskiej jadłodajni, gdzie stołowali się niezbyt zamożni mieszkańcy Montmartre’u. Miała lat 19. Mówiła z silnym normandzkim akcentem, z charakterystycznym warczącym „r”. Podczas posiłków towarzyszyła jej matka. Obie były szwaczkami, co akurat nie przeszkadzało artyście. „Kocham kobiety, które nie umieją czytać i same podcierają tyłek swym bobaskom”, mawiał. Aline po zajęciach w szwalni zgodziła się pozować malarzowi, choć biedny był jak mysz kościelna. Zakochała się w nim po uszy. Ten zaś początkowo widział w niej jedynie wspaniałe gorące ciało. Opowiadał kolegom, że panna „jest jak kot, ma się ochotę podrapać ją pod szyją”.

Dobiegający czterdziestki Renoir nie przewidział, że ten „kot” wyzwoli w nim namiętne uczucie. Usiłował je przetrzymać. Podróżował do Włoch, potem do Algierii. Tam zdał sobie sprawę, że starokawalerstwo mu obrzydło i dokucza mu tęsknota za „jego” szwaczką. Napisał do niej czuły liścik. Gdy wracał, czekała na dworcu. Zamieszkali razem, ale żyli na kocią łapę! Nawet gdy pojawił się na świecie pierworodny Renoira, Pierre, nie doszło do zalegalizowania związku. A malarz miał już 44 lata… Wydawało się, że para wytrwa do końca w konkubinacie. Tymczasem w kwietniu 1890 roku prawie 50-letni artysta zdecydował się na ożenek. Może bał się, że Aline straci cierpliwość?

Nie była już wówczas prostą dziewczyną, której atut stanowiła wyłącznie uroda. Nabrała ogłady, stała się znakomitą gospodynią, świetnie się ubierała, próbowała gry na fortepianie. Miała wrodzoną klasę i pogodę ducha. Akceptowali ją nawet wymagający klienci malarza, a koledzy zazdrościli Renoirowi.
Co ważne – nawet gdy Renoir zaczął nieźle zarabiać, Aline nic nie zdołało przewrócić w głowie. Paryż ze swą elitą jej nie imponował.

Namówiła męża na przeprowadzkę do Essoyes, na farmę odziedziczoną po ojcu. Tam przyszedł na świat drugi syn Renoirów, Jean. Do pełni szczęścia nie brakowałoby niczego, gdyby nie postępujący artretyzm Pierre-Auguste’a. Na dodatek w 1898 roku artysta spadł z roweru, łamiąc sobie prawą rękę. Od tej pory posługiwał się lewą. Jednak nie tracił werwy, czego dowodem narodziny trzeciego syna Claude’a, zwanego Coco. Kto by przewidział, że stary i schorowany malarz przeżyje znacznie młodszą żonę? Tymczasem Aline odeszła w 1915 roku, jej mąż – cztery lata później.


Monika Małkowska
Akg images/East News

Źródło: Wróżka nr 2/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka