Strona 2 z 2
Nabożeństwo na autostradzie
Nawet nie wiem, kiedy złapałem się na tym, że ze wszystkich miast świata to właśnie Rio lubię najbardziej. Za to, że można iść wzdłuż plaż kilkanaście kilometrów, przekraczając tylko oddzielające je od siebie górskie grzbiety: Arpoador między Ipanemą i Copacabaną czy Pão de Açúcar, czyli Głowę Cukru, między Copacabaną a Botafogo.
Za parady, które Cariocas naprawdę kochają. Nie tylko w czasie karnawału. W dzień Bożego Ciała przez zamknięte centrum wędrują tysięce ludzi, a nabożeństwo trzeba odprawiać na autostradzie. Religijność każe Cariocas spowiadać się ze wszystkich nieformalnych związków tydzień w tydzień i zapewnia im rozgrzeszenie, choć o poprawę jest trudno.
– Jesteśmy bardzo religijni – mówi Gabriela. – Ale nie przeszkadza to każdemu z nas nosić na przegubie sznureczek, który chroni od uroków. Kupujesz go na rynku, ale zanim zawiążesz, wkładasz w kościele do święconej wody.
– Po co?
– Żebyś miał w życiu szczęście.
reklama
Taniec z gwiazdami O Cariocas mówi się, że ich życie obraca się wokół samby, piłki nożnej i Chrystusa. To prawda, ale nie do końca. Wieczorem zarówno w luksusowych klubach i apartamentach najmodniejszej obecnie dzielnicy
– Ipanemy, jak i w maleńkich domkach w favelach, wszyscy zasiadają przed telewizorami. I to nie byle jakimi. W mieście króluje telewizja 3D. W favelach – plazmy i LCD.
Wszyscy oglądają Faustão. Fausto Corrêa da Silva w 1989 roku rozpoczął w telewizji Globo emisję „Tańca z gwiazdami”. Do swojego portfolio rychło dorzucił „Gwiazdy na lodzie”, „Idola” i coś na kształt „Milionerów”. Dziś programy Faustão zajmują w ramówce całe niedzielne popołudnie.
– Faustão to najsławniejszy Brazylijczyk, sławniejszy niż Pelé – mówi Mariana, menedżer działu kredytów w Citibanku. – To on na dobre zmienił nasze życie.
– To znaczy?
– Kiedyś żyliśmy tak, żeby było dobrze: uczyliśmy, żeby iść na studia, zakładaliśmy rodziny, chodziliśmy do kościoła. Dziś wierzymy, że trzeba być pięknym i mieć szczęście. Trafisz do telewizji albo do kolorowych gazet i w jednej chwili jesteś bogaty.
Dlatego kiedy idziemy przez favelę, wybierając drogę tak, żeby suchą nogą przedrzeć się przez rynsztoki, wybiegają z domków, żeby nam pozować. Kto wie? Może zdjęcie którejś z nich trafi do gazety, może zobaczy je Faustão i wygrają „Mam talent”? Do niedawna na Corcovado można było wjechać kolejką, ale odkąd wichura zniszczyła torowisko, pozostają minibusy. Cariocas zorganizowali się błyskawicznie: korporacja taksówkarska, stałe, wysokie ceny i żadnej konkurencji.
Jeśli chcesz zobaczyć Miasto Boga spod jego stóp, musisz zapłacić. Z parkingu pozostaje jeszcze ponad 200 schodów. Dla tych, którzy nie nie chcą się zmęczyć, jest winda. U stóp Chrystusa panuje nieziemski tłok. Ale kiedy pracownicy korporacji nawołują: „Ostatni kurs!”, turyści posłusznie zbiegają na parking i ustawiają się w kolejce do odjazdu.
Zmierzch W tym czasie na górze rozpoczyna niezwykły spektakl. Słońce za plecami Jezusa staje się czerwone. Nie widać świateł miasta, tylko zębaty grzebień gór. To złudzenie, bo Corcovado stoi w samym środku współczesnego Rio, ale strome zbocza góry sprawiają, że jesteś ponad miastem. Białe ściany domów stają się sine. Siny ocean – granatowy. A potem, nagle, bo zmrok jest tu szybki jak cień – zapalają się światła. Wszystkie światła Rio. I wtedy czujesz, że jeśli jest na całej kuli ziemskiej jedno miejsce, które chciałbyś mieć na własność, to jest nim właśnie to miasto.
Grzegorz Kaplafot. Grzegorz Kapla, Fotochannels, Shutterstock.com
dla zalogowanych użytkowników serwisu.