Eskimosi spod Olsztyna

Eskimosi spod OlsztynaLos czasami jednak drwi sobie z naszych planów. Walka o Orzyski Park Krajobrazowy zakończyła się klęską. Zamiast parku, nad brzegami jeziora wyrosły domki letników. Wojownik musi umieć przegrywać z godnością. Darek z Justyną postanowili się wyprowadzić. Długo szukali nowego miejsca. Na trasie z Węgorzewa do Gołdapi leżą Banie Mazurskie.

W nich należy skręcić na północ i przejechać sześć kilometrów piaszczystą drogą przez las. Łatwiej tu spotkać wilka niż złapać zasięg w telefonie. To jeden z najdzikszych regionów w kraju. Właśnie tu znaleźli kawałek ziemi i stary drewniany dom, który gruntownie wyremontowali. Wciąż jest wiele rzeczy do zrobienia. – Nawet dziś po południu jadę do zduna obgadać naprawę komina – mówi Darek.

W ciągu kilku lat zapuścili tu korzenie. Tu założyli Republikę Ściborską – ich własny teren, na którym prawa zwierząt muszą być szanowane. I są. Tak zdecydowali. Republika to azyl dla zwierząt, tych domowych i dzikich. Morsztynowie opiekują się tutaj psami, kotami i końmi odkupionymi z rzeźni. Żyje też tutaj w warunkach bezstajennych stado koników polskich.
– Czy im jest na pewno dobrze? – pytam Darka.

– A ty byś wołał żyć na wolności czy w więzieniu? – odpowiada pytaniem, ale po chwili wyjaśnia: – To konie przystosowane do takich warunków, krzywda im się nie dzieje. Morsztynom rozrosło się stado psów zaprzęgowych. Obecnie jest ich 40. Alaskany malamuty, siberiany husky.

– Nie trzymamy psów na łańcuchach ani w małych kojcach. Zwierzaki żyją na dużej przestrzeni. Mają zapewniony latem cień, zadaszenia chroniące od deszczu, specjalne psie place zabaw i kilkadziesiąt bud – opowiada Justyna. Morsztynowie przywożą psy z różnych stron świata. Potrafią po psa pojechać spod Gołdapi do Rabki, a nawet do Norwegii.

reklama

Dzika przyroda
– Gdy jechałem na pierwsze zawody, zadawałem sobie pytanie: „Czy jadę na takie wyścigi pierwszy czy ostatni raz?” – wspomina Darek. – Zastanawiałem się, co tam zobaczę. Byłem już pod wpływem fenomenu, jakim są psy zaprzęgowe, ale jednocześnie od wielu lat zajmowałem się prawami zwierząt. Występowałem przeciwko cyrkom, wiwisekcji itp… To, co zobaczyłem na zawodach, zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wtedy w środowisku mówiło się, że „maszerzy dzielą się na tych, którzy śpią z własnymi psami i tych, którzy się do tego nie przyznają”.

Darka i Justynę porwał romantyzm psich zaprzęgów. Dziesięć lat temu zorganizowali najdłuższy, bo liczący prawie 600 km, wyścig psich zaprzęgów w Polsce. Trasa wyścigu prowadziła m.in. przez: Lasy Ublickie, Puszczę Piską, okolice Węgorzewa, Puszczę Borecką, Mazury Garbate, Puszczę Romincką, Wigierski Park Narodowy, Puszczę Augustowską, okolice Ełku. Maszerzy wraz z psami spali w leśniczówkach i szałasach...

– Niestety, minęło kilka lat i do tej dyscypliny wkradł się wyczyn – mówi Darek. – Środki dopingowe i dążenie do celu kosztem zdrowia psa to jest coś, co zabiło ten sport. Bałem się, że psy zaprzęgowe mogą pójść drogą rozwoju sportów konnych. Dlatego zrezygnowaliśmy z udziału w zawodach sportowych w Polsce. Widziałem wiele hodowli psów sportowych. W oczach tych psów nie widać szczęścia.

Darek z Justyną wolą, by ich psy służyły zabawie.  Morsztynowie zdecydowanie stawiają na rekreację, nie na wyczyn. Sami przestrzegają zasad, które są im bliskie: wszystkie zwierzęta są członkami naszej rodziny. Sprzeciwiają się istnieniu „fabryk szczeniąt”, których głównym celem jest zarobek bez względu na dobro zwierząt.
– Nie ma nic przyjemniejszego, niż widok psów bawiących się z dziećmi – mówi Justyna.

Synowie Morsztynów uwielbiają zwierzęta i wieś. Są jeszcze mali, ale już podchwycili ojcowską pasję. Młodszy, Oleś, pomaga już w gospodarstwie. Ojciec jest dumny. „Czy wie pan – mówi – że dziecko wychowane w warunkach wiejskich ma ogromną odporność fizyczną i psychiczną?”. Oleś i dziewięcioletni Jaś potrafią już obchodzić się z psami, które wprawdzie nie są groźne i nie gryzą, ale przez swoją wielką energię mogą przewrócić i nabić siniaka.

„W takich warunkach wyrosną na sprawnych i zdrowych mężczyzn” – twierdzi ich tata. Darek nie zrezygnował z uczestnictwa w wielkich wyścigach psich zaprzęgów. Startował nawet w tym najdłuższym w Europie – Finnmarkslopet w Norwegii. Przez cztery dni przebiegł z psim zaprzęgiem trasę 500 kilometrów.

– Przygoda, niezwykła, dzika przyroda, bezkresne odległości, zimno, odwieczna współpraca człowieka ze zwierzętami i niezwykli twardzi ludzie to magia Północy i długodystansowych wyścigów psów zaprzęgowych – mówi Darek. – Nie biegłem po rekord. Biegłem bez spięcia, z założeniem, że mogę na metę dojechać ostatni. Wynik nie miał żadnego znaczenia, nie lubię wyczynów i rekordów. Istotne było, by wziąć w tym udział. A że kosztowało to lata przygotowań? – No cóż, psy uczą cierpliwości – śmieje się Darek.

Eskimosi spod OlsztynaLudzie Północy
Morsztynowie chcieli bliżej poznać ludzi, od których te psy się wywodzą. Dlatego zainteresowali się kulturą Eskimosów. Zbierali informacje, szukali. Z czasem Darek zaczął organizować wyprawy na daleką północ. Laponia, Norwegia, także Szwecja i Finlandia są kierunkami, gdzie obecnie wyrusza najczęściej.

– To są piękne, pierwotne kultury. Jest w nich niezwykła moc – mówi Darek. – A psy zaprzęgowe to jedna z najstarszych form współpracy człowieka ze zwierzęciem. Dziś trudno nam zrozumieć, że od psa może zależeć życie człowieka. Ale tam, gdzie temperatura spada do minus 50 stopni Celsjusza, a lodowaty wiatr nie ustaje nawet na chwilę, psi zaprzęg był jedynym sposobem, żeby pokonać większą odległość i dowieźć do ludzkich siedzib odpowiednią ilość ekwipunku czy prowiantu.

Założyli w Ściborkach jedyne w Polsce muzeum eskimoskie. Zwiedzający mogą podziwiać namioty ze skór renifera, fińskie sanie, rogi renifera, stroje eskimoskie – zdobione parki ze skór reniferów, buty i rakiety śnieżne. Większość eksponatów to wykonane własnoręcznie przez Darka i Justynę wyroby ze skóry renifera.

Szyte na wzór prawdziwych. Pewien Lapończyk kupił nawet od Morsztynów eskimoską kurtkę, wkłada ją na występy folklorystyczne. Ludzie Północy żyli obok psów i wilków. A tam, gdzie teraz żyją Morsztynowie ze swoim stadem psów, wilki podchodzą blisko domu. Tak samo blisko, jak blisko podchodziły pod okna leśniczówki dziadka w Puszczy Kurpiowskiej. I wtedy Darek, słysząc w oddali ich wycie, wie, że życie w zgodzie z naturą to najpiękniejsza przygoda na świecie.


tekst: Krzysztof Pradut
foto: Krzysztof Pradut, archiwum Darka Morsztyna

Źródło: Wróżka nr 12/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka