Ekologiczna królowa mody

Stella McCartney z ojcem Paulem McCartneyem Metka „McCartney”
Wtedy nikt już nie kwestionował jej talentu, a Stella ośmielona sukcesem, w 2001 roku opuściła Chloe i do spółki z firmą Gucci stworzyła własną markę. Podobno, negocjując kontrakt, usiłowała namówić dyrektorów tego domu mody, by jej kolekcja nazywała się po prostu „Stella”. Marketingowcy firmy postukali się jednak w głowy – projekty projektami, ale z takiej reklamy jak nazwisko jednego z Beatlesów żaden zdrowy na umyśle handlowiec nie zrezygnuje. Tym razem Stella musiała się poddać. Pierwszy sklep z ubraniami z metką „Stella McCartney” został otwarty w 2002 roku w Nowym Jorku. Po nim jak grzyby po deszczu wyrosły kolejne – w Londynie, Los Angeles, Hongkongu i Paryżu.

Stella mogła wreszcie rozwinąć skrzydła. I ogłosić światu, że w jej kolekcjach nie będzie futer i skór. Projektowane przez nią buty i torebki wykonane były (i są) ze sztucznych materiałów. Projektantka przekonuje zaś wszystkich niestrudzenie, że mogą one być równie eleganckie, jak te zrobione z naturalnej skóry. Wszak o atrakcyjności produktu decyduje pomysł. A tych jej nie brakuje.

Nie brakuje jej też spektakularnych sukcesów na skrzyżowaniu mody z ekologią. Z pewnością można do nich zaliczyć projekt ekologicznych czap dla królewskich gwardzistów. Gwardia reprezentacyjna Zjednoczonego Królestwa nosiła wysokie czapy z niedźwiedziego futra od 1815 roku, kiedy to pod wodzą księcia Wellingtona Brytyjczycy rozgromili armię Napoleona pod Waterloo. Zwycięzcy zabrali wtedy nakrycia głowy francuskim gwardzistom.

Zdaniem działaczy organizacji Ludzie na Rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt (PETA), niedźwiedzie na te czapy zabijano w wyjątkowo okrutny sposób. I choć rzecznik ministerstwa obrony Wielkiej Brytanii przekonywał, że czapy dla gwardzistów są robione tylko z kanadyjskich niedźwiedzi, które i tak same umrą, to PETA wsparte przez Stellę dopięło swego. Już niedługo czapy dla gwardzistów będą szyte z syntetycznych materiałów. A kto je stworzy? Oczywiście Stella.

reklama

Stella z mężem i dzieckiem na spacerzeZajadła wojowniczka
Ekologię ma we krwi. Jej rodzice byli wegetarianami i obrońcami praw zwierząt. Kiedy przestali już jeździć po świecie z koncertami, osiedlili się na farmie w Peasmarsh w Sussex i postanowili żyć tam w zgodzie z naturą. Na przykład starając się jeść to, co na tej farmie uprawiano. Linda i Paul angażowali się też w działalność PETA. W duchu tych ideałów starali się wychowywać dzieci. Czas pokazał, że te wysiłki nie poszły na marne, a córka Stella okazała się chyba najbardziej niestrudzoną kontynuatorką ich działalności.

Każda okazja jest dla niej dobra, by powiedzieć coś o ekologii. Na przykład na jej stronie internetowej można obejrzeć piękne suknie, ale można też przeczytać, że należy często czyścić lodówkę i wyłączać opcję „stand by” w sprzęcie elektronicznym. Po co? Oczywiście po to, by nie zużywać za dużo prądu. Produkowanych przez jej firmę kosmetyków Care nie testuje się na zwierzętach. Produkty te nie zawierają też oczywiście hormonów i są wytwarzane ze składników pochodzących z ekologicznych upraw.

Dla Stelli walka o prawa zwierząt i propagowanie wegetarianizmu ma podwójny sens. Osobą, która zaszczepiła jej i całej rodzinie ekologiczne ideały, była Linda McCartney, która w 1998 roku zmarła na raka piersi. Stella miała wtedy 27 lat. Kiedy dwa lata później została Projektantką Roku (nagrodę wręczał jej wzruszony tata), powiedziała, że to także nagroda dla jej matki. Jakiś czas potem za udział w kampanii w walce z rakiem Stella dostała nagrodę specjalną.

Ale nie zawsze jest taka dobra. Swojej macochy Heather Mills, którą Paul poślubił kilka lat po śmierci Lindy, od samego początku szczerze nie znosiła. Nie zgodziła się nawet zaprojektować jej ślubnej sukni. Uważała Heather za naciągaczkę i kiedy po kilku latach tego nieudanego małżeństwa doszło do rozwodu, posunęła się do tego, że w ramach zemsty (niezbyt stylowej) zaprojektowała wisiorek w kształcie nogi na łańcuszku. Niestety, była to aluzja. Heather wiele lat wcześniej straciła nogę w wypadku.

– Niemalże każdego tygodnia próbowała zniszczyć nasze małżeństwo – skarżyła się potem dziennikarzom Heather. – Zrobiła wiele bardzo złych rzeczy – na przykład zdrapała moją twarz ze zdjęcia, gdy byliśmy na sesji terapeutycznej. 

Ale pojedynek z byłą macochą Stella wygrała. Opinia publiczna była po jej stronie. Brytyjczycy szczerze nie znoszą Mills – po pierwsze, za liczne skandale obyczajowe, których była bohaterką, po drugie, za to, że przy rozwodzie wycisnęła z Paula McCartneya aż 60 milionów dolarów. Stellę zaś uwielbiają. Za to, że osiągnęła gigantyczny sukces handlowy – jej ubrania dziś są sprzedawane w 43 krajach. Za to, że uchodzi za jedną z najlepiej ubranych kobiet świata. Za to, że z powodzeniem realizuje tradycyjny model rodziny. I za to, że kiedy udziela wywiadów, to oczywiście najczęściej mówi o ekologii. 


Beata Igielska
Fotochannels, East News

Źródło: Wróżka nr 12/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka