Strona 2 z 2
Jakiś czas temu trafiła do niej para, która od dłuższego czasu starała się o dziecko. Zdecydowali się nawet na in vitro, ale zabieg się nie udał. Hanna rozłożyła karty. Nie potrafiła zrozumieć, w czym tkwi problem, bo w kartach wychodziła ciąża. Po dłuższej rozmowie okazało się, że mężczyzna miał wcześniej romans. Teoretycznie para wszystko już sobie wyjaśniła, on skończył z podwójnym życiem, ona wybaczyła zdradę, chcieli próbować od nowa.
– Sedno w tym, że ona wybaczyła mu na poziomie świadomym, rozumowo. Ale w jej sercu wciąż tkwiła zadra. Zrobiłam jej masaż i zabieg oczyszczający. Po kilku tygodniach zadzwoniła do mnie z wiadomością, że spodziewa się dziecka.
Anielskie znaki
Długo nie sięgała po karty, myślała o sobie bardziej w kategoriach życiowego doradcy i bioenergoterapeuty. Nie ciągnęło jej do tarota. Znajoma wróżka przekonywała: „Chodź, nauczę cię”. Hanka wycięła karty tarota z gazet i próbowała odczytać znaczenie kolejnych obrazków bez przygotowania.
– Znów robiłam to intuicyjnie. Przyjaciółka była zadowolona, zawyrokowała: „Bardzo dobrze ci idzie, musisz kupić sobie tarota”. Ale ja nie do końca czułam, że to są moje karty. Znów zdała się na los i to on przyprowadził do niej karty anielskie.
reklama
– W gabinecie odwiedziła mnie znajoma, która prowadziła sklep ezoteryczny w Lublinie. „Zobacz, jakie kupiłam sobie karty”. I z czerwonego pudełka wyjęła piękne kolorowe obrazki, na każdym z nich inny anioł. Poczułam, że muszę je mieć – wspomina Hanna. – To było osiem lat temu. Używam ich do tej pory. Na początku traktowała je tylko jako wskazówki dla siebie.
– Wyciągałam kilka i z pomocą specjalnej książeczki próbowałam je interpretować. Najczęściej pytania dotyczyły tylko mojego życia, ewentualnie bliskich.
W swojej pracy pierwszy raz użyła ich na Słowacji. Wyjechała tam z przyjacielem kręgarzem. W dużym ośrodku przyjmowali chorych Cyganów. Chory mężczyzna brał do lekarza żonę, dzieci, kuzynki. „Błagam, zajmij ich czymś, przeszkadzają mi w pracy”, łapał się za głowę kręgarz. Hanna wyciągnęła karty i zaczęła podchodzić do kolejnych kobiet.
– Chciałam jakoś je zająć, rozbawić, one też traktowały to lekko. Ale nagle spoważniały, bo okazało się, że z tych kart dokładnie potrafię określić ich sytuację życiową. „Skąd pani to wie?", pytały. A ja tak naprawdę nie wiedziałam. Nawet nie miałam ze sobą swojej książeczki z interpretacją kart. Po prostu patrzyłam na karty i pojawiały się przede mną obrazy. A ja je tylko przekazywałam.
Czego więcej chcieć? Parzy herbatę w kolorowych filiżankach, podaje ciasto: – To drożdżowe, ma mało kalorii – uśmiecha się. Jest zupełnie inną osobą niż parę lat temu. Pełna radości, optymizmu. Pokazuje listy od ludzi, którym pomogła. „Pani Haniu, dzięki Pani udało mi się uratować nasz związek”, „Miała Pani rację, operacja się udała”. Najwspanialsza wiadomość w ciągu ostatnich kilku dni? Znalazło się dziecko, którego przez parę dni szukała rodzina.
– Trafiła do mnie kobieta zrozpaczona, bo zaginął 12-latek, syn jej brata. Przyjechała z matką chłopca. Na ogół boję się podejmować takich spraw, w końcu to ogromna odpowiedzialność, ale nie potrafiłam odmówić. Chłopak uciekł z komendy policji. Został oskarżony przez kolegę o kradzież 100 zł. Policjant go zdenerwował, gdy matka podpisywała zeznanie, chłopiec wybiegł. Rodzice szukali go wszędzie, u kolegów, w lesie, na dworcu. Rozłożyłam karty. „Czy pani nie przeżyła w ciąży ogromnego szoku?”, spytałam. Matkę zdziwiło pytanie. „Tak”, powiedziała, „ale co to ma do rzeczy?”. Okazało się, że dawny uraz uruchomił się w chłopcu pod wpływem stresu. „Moim zdaniem dziecko żyje, ale straciło pamięć, widzę, że jest w jakimś urzędowym domu: może szpital, przychodnia…”.
Po kilku dniach Hanna odebrała telefon od matki chłopca: „Miała pani rację. Mój syn się znalazł. Był w pogotowiu opiekuńczym. Ktoś go tam zaprowadził, bo nie pamiętał, jak się nazywa i gdzie mieszka…”.
– Wie pani, jak to wspaniale móc komuś pomóc? Czy mogę chcieć od życia więcej? – uśmiecha się Hanna Kurkiewicz. – Jestem zdrowa, szczęśliwa i potrzebna.
Lena Grabarczyk
Filip Klimaszewski/ Agencja Gazeta
~ana57