Śpiewająca feministka z Nepalu

Ani Choying Drolma – Nigdy nie śpiewałam po to, żeby zostać gwiazdą. Śpiewam, żeby zarabiać. Wiem, że to może niektórych szokować. Trudno. Mój głos to moje narzędzie – realizuję dzięki niemu swoje plany – mówi Ani Choying Drolma.

Sporo, jak na 39-letnią kruchą kobietę…

Ja tylko tak niepozornie wyglądam (śmiech). Jestem „miękka”, łagodna w obyciu, co zapewne zawdzięczam także praktykowaniu buddyzmu. Ale mam w sobie sporą determinację. Zresztą, mniej ważne jest to, żeby być silnym niż to, żeby czuć się silnym. Ja czuję się silna!

Po opuszczeniu klasztoru nigdy nie pomyślałaś o tym, aby zrobić coś wreszcie tylko dla siebie, np. założyć rodzinę?
Nie. W wieku dziesięciu lat poprzysięgłam sobie, że nie wyjdę za mąż i trwam w tym postanowieniu. Owszem, zdarzały się w moim życiu chwile platonicznego zauroczenia, ale nie na tyle mocne, abym się złamała. Gdybym naprawdę chciała być z jakimś mężczyzną, nie wahałabym się! Ale nie to jest mi potrzebne do szczęścia. Mogę pomagać innym i to nadaje sens mojemu życiu. Czuję się wolna. Nikt mnie nie ogranicza. Tak, zbyt mocno jestem przywiązana do wolności… Mogą ją ograniczać jedynie moi adoptowani synkowie! (śmiech).

Dlaczego, mając tyle przybranych córek w Arya Tara School, zdecydowałaś się jeszcze na adopcję?
To była decyzja podjęta pod wpływem chwili. Pewnego dnia odwiedziła mnie w szkole mniszka z Nagi Gompa, błagając, abym zaopiekowała się synkiem jej brata, który stracił oboje rodziców. Ona nie miała dość pieniędzy, by go wyżywić. Zgodziłam się bez zastanowienia – jak zwykle i w tym przypadku postąpiłam instynktownie. Tak w wieku prawie trzydziestu lat zostałam mamą 10-miesięcznego chłopczyka. Sonam Dorje skończył właśnie 11 lat. A od niedawna ma o pięć lat od siebie młodszego braciszka, żeby mu nie było samemu smutno… Obaj są wielką radością mojego życia!

reklama

Co jeszcze sprawia ci radość?
Źródła mojej radości są niezliczone: uratować ranną mysz, pośmiać się z przyjaciółką, zapłakać na bollywoodzkim filmie o miłości, kupić sobie parę pięknych butów, przyprowadzić ze szkoły moich synków, poprowadzić jeepa w deszczu, wpaść na pomysł nowej piosenki. Nie starczyłoby miejsca w tym wywiadzie na kompletną listę…

Ani Choying Drolma – tybetańska pieśniarka urodzona w 1971 roku w Nepalu. Jej płyta „Cho” nagrana w 1997 roku z amerykańskim gitarzystą Steve'm Tibbettsem przyniosła jej popularność także poza Nepalem. W 1998 roku Ani Choying Drolma założyła Nuns’ Welfare Foundation of Nepal, organizację, której celem jest promowanie edukacji i pomoc socjalna dla buddyjskich mniszek w Nepalu. Dwa lata potem za pieniądze zarobione na swoich koncertach utworzyła w ramach tej fundacji żeńską szkołę Arya Tara School, w której zapewnia młodym dziewczętom z Indii, Nepalu i Tybetu bezpłatną naukę i utrzymanie. Ostatnio na rynku pojawiła się jej autobiografia „Tybetańska mniszka. Chcę wyśpiewać wolność”.


Joanna Knap
foto: Wojciech Gardaś

Źródło: Wróżka nr 11/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka