Strona 2 z 2
Jak obłaskawić śmierć
Córka Isabel, Paula, od dzieciństwa cierpiała na porfirię. To rzadkie zaburzenie enzymatyczne nie wydawało się jednak niebezpieczne dla życia. Do czasu. Matka i córka akurat były w Hiszpanii – Isabel promowała nową książkę – gdy Paula poczuła się źle i trafiła do szpitala. Tam przez pomyłkę czy niedopatrzenie podano jej niewłaściwe leki. Dziewczyna zapadła w śpiączkę.
Allende mówiła potem, że oddała do szpitala 28-letnią córkę, a odebrała – noworodka. Paula nie miała żadnego kontaktu ze światem, została przewieziona do rodzinnego domu w Kalifornii. Równo rok po zapadnięciu w śpiączkę zmarła. Isabel był zdruzgotana, jej nowe małżeństwo dotknął kryzys, na dodatek nie była w stanie napisać ani słowa.
Wyjście z traumy zajęło jej trzy lata. W końcu siadła do klawiatury i napisała „Afrodytę” – coś w rodzaju książki kucharskiej dla kochanków, zmysłowej opowieści o seksie i jedzeniu. Przepisy pochodziły z zapisków jej prababci. – Chciałam napisać o radości życia, o tym, co piękne i pobudza zmysły – mówiła potem. Zapytana w jednym z wywiadów, czy gdyby nie pisała powieści, zajmowałaby się gotowaniem, odrzekła:
– Nigdy w życiu. Nienawidzę zmywania garów, raczej kochałabym się, bawiła z wnukami albo chodziła z psem na spacery.
Życie pisarki powoli wracało do normy. Częściowo pomogła jej terapia, częściowo grupa przyjaciółek, które nazywa „Kółkiem Sióstr Wiecznego Nieporządku”. Siostry spotykają się raz w tygodniu i opowiadają sobie o swoim życiu, modlą się i medytują. Isabel ze śmiechem twierdzi, że w tę mocno duchową inicjatywę wprowadziła nieco codziennych radości w postaci zwyczaju popijania szampana i objadania się czekoladkami.
– Każda kobieta – mówi pisarka – powinna mieć swoją „grupę wsparcia”, taki mały sabat czarownic.
reklama
Suma własnych strachów i dni Aby ostatecznie rozliczyć się z przeszłością, napisała „Paulę”. To pamiętnik – wspomnienie o córce. Mimo jej śmierci, ciągle czuła blisko siebie obecność dziewczyny. – Nie wierzę w duchy – mówiła – wierzę w ludzką pamięć, która sprawia, że zmarli zostają z nami do końca naszych dni. Gotowy manuskrypt pokazała do oceny całej rodzinie. Wtedy zadzwonił mąż Pauli i powiedział, że chce jej przekazać listy, które do niego pisała, bo dopiero z nich widać, jaka była naprawdę. Część tej korespondencji miała mocno erotyczny charakter i jak mówiła potem Isabel, ta lektura była dla niej szokiem. Poczuła jednak, że w tych listach zobaczyła prawdziwą Paulę, a nie wymyśloną postać. Dlatego część z nich opublikowała w swojej książce.
„Paula” okazała się kolejnym bestsellerem, a miłośnicy Isabel Allende byli zachwyceni, że autorka dzieli się z nimi swoim prywatnym życiem. Książka doczekała się kontynuacji. „Suma naszych dni” jest opowieścią o radościach i smutkach codzienności po śmierci ukochanego dziecka. Okazało się bowiem, że mniej więcej w tym samym czasie jej mąż stracił córkę z drugiego małżeństwa. Była narkomanką, pewnego dnia po prostu zniknęła i już nigdy się nie odnalazła.
Zostawiła po sobie niemowlę – słabą i chorowitą dziewczynkę. Ani Isabel, ani jej były mąż nie mogli adoptować dziecka, jednak dzięki pomocy swoich Sióstr znalazła wyjście. Małą dziewczynkę przygarnęły dwie żyjące ze sobą przyjaciółki – mniszki buddyjskie. „Suma naszych dni” pełna jest historii czasem wzruszających, czasem zwyczajnych, innym razem zabawnych – jak choćby ta o próbie palenia marihuany razem z… babcią.
Dziś... Isabel wciąż mieszka w Kalifornii ze swoim – jak to nazywa – „plemieniem”. Pracuje nad kolejnymi powieściami, założyła też fundację pomagającą w edukacji dziewczynkom pochodzenia latynoskiego. Wygłasza wykłady i prelekcje, walczy o równouprawnienie dla kobiet i emigrantów, a podczas igrzysk olimpijskich w Turynie była jedną z sześciu kobiet, które niosły olimpijską flagę. Po 22 latach małżeństwa wciąż jest zakochana w swoim mężu Williamie. Bo jak napisała w swojej najnowszej książce: „suma naszych dni, wspólne przeżywanych smutków i radości, jest już naszym przeznaczeniem”.
Stanisław Gierżyński
foto: Lori Barra, Forum
dla zalogowanych użytkowników serwisu.