Leonor, koty i ich dwóch

LeonorSztuka ponad wszystko
W Mediolanie Leonor dołączyła do grupy artystów z kręgu „szkoły malarstwa metafizycznego” skupionego wokół Giorgia de Chirico i Carla Carro. Młodziutka artystka szybko zaczęła się utrzymywać z malowania portretów. Czas wolny spędzała w towarzystwie mediolańskiej bohemy, przeżywając pierwsze miłosne przygody. Prawdziwą jednak w tamtych czasach artystyczną mekką był Paryż i to on stał się celem Leonor Fini. Przeprowadziła się tam w 1931 roku.

Egzotyczna uroda, inteligencja i żywiołowa natura pomagały Fini w nawiązywaniu kontaktów i zjednywaniu sobie nowych wpływowych przyjaciół. Podczas jednego z przyjęć poznała Maxa Ernsta, słynnego niemieckiego surrealistę. Wybuchł między nimi intensywny, choć krótki romans, a po jego wygaśnięciu pozostali przyjaciółmi. To właśnie Ernst zapoznał ją z innymi przedstawicielami surrealistycznego ruchu – literatami i artystami, czyli najgłośniejszą wówczas artystyczną awangardą. Zawarte przez Fini przyjaźnie, między innymi z René Magritte’em, Salvadorem Dalim i jego żoną Galą, Paulem Eluardem, Jeanem Cocteau i Henri Cartierem-Bressonem, pozostały na całe życie.

Powojenna stolica Francji, odreagowując koszmar  wojny, rzuciła się w wir zabaw. Popularne wśród zamożnych Paryżan, artystycznych i intelektualnych elit stały się… bale maskowe. Ekscentryczna Leonor Fini doskonale odnalazła się w tym nowym trendzie, projektując dla siebie oryginalne kostiumy, nakrycia głowy i ekspresyjne zwierzęce maski. Szokując swoimi przebraniami, przyciągała uwagę prasy, która wkrótce okrzyknęła ją królową francuskiej bohemy i kobietą-sfinksem.

reklama

Fotografie z przebraną Leonor zaczęły pojawiać się w prasie codziennej i tygodnikach. Miało to nieoczekiwane i błogosławione dla artystki skutki – pojawiły się liczne zamówienia na projekty kostiumów i scenografii do baletów, oper i spektakli teatralnych, a nawet filmów, między innymi słynnego obrazu Federica Felliniego „Osiem i pół”. Leonor Fini stała się sławna! Jej pasja przekształcania prozaicznej rzeczywistości w spektakl wreszcie została doceniona.

W latach 30. XX wieku Fini pokazywała swoje prace na ważnych wystawach surrealistów w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku. Na jednym z takich wernisaży pojawiła się ubrana w płaszcz z futra syberyjskich wilków. Usłyszawszy, że może jest zbyt ciepło na taki strój, artystka odchyliła płaszcz, prezentując pod spodem... nagie ciało! Tego rodzaju ekscentryczne zachowania, napady gniewu, niezwykłe teatralne monologi stały się w środowisku artystycznej bohemy jej znakiem rozpoznawczym, nie mniej zauważalnym niż samo malarstwo! Jednak do głównego celu, jaki wytyczyła sobie w życiu: budowania własnego ja, Fini potrzebowała nie tylko oklaskującej ją publiczności, ale przede wszystkim wsparcia bliskich osób. I znalazła je – a rodzina, która stworzyli, daleka była od przeciętności.

Leonor Fini i Konstanty Aleksander „Kot” Jeleński, Korsyka 1955 r.Kot jej życia
Pierwszego z dwóch mężczyzn swojego życia Leonor poznała w 1941 roku w Monte Carlo. Stanislao Lepri był wtedy włoskim konsulem w Monako. Dla Fini zerwał jednak z dyplomacją i zaczął malować. Ona została jego pierwszą nauczycielką. Szybko stali się nierozłączną parą, chociaż Lepri był znany ze swojego biseksualizmu. Zamieszkali razem w Paryżu.

W latach 50. dołączył do nich Polak Konstanty Jeleński, przez przyjaciół zwany Kotem. Ten o 14 lat młodszy od Fini, doskonale wykształcony i przystojny mężczyzna uległ magnetycznej sile artystki. Pisał do swojego przyjaciela, pisarza Józefa Czapskiego: „Dla istoty tak wolnej, tak całkowicie szczerej i otwartej, a przy tym tak bogatej, o tak gwałtownych reakcjach, takiej potrzebie i łatwości tworzenia, warto poświęcić życie. Dzięki niej moje życie nabrało sensu”.

Z wzajemnością. Jeleński był Fini bardzo potrzebny – to on organizował jej wystawy, to on o niej pisał, to on interesował się nią jako kobietą i jako artystką. I wreszcie jako jedna z niewielu osób potrafił radzić sobie z jej słynnymi napadami wściekłości. Fini odziedziczyła po rodzicach wybuchowy temperament. Potrafiła krzyczeć, drapać, ciskać ciężkimi przedmiotami. Jedynym lekarstwem było stawić jej czoła. Jeleński to umiał. Podobno zdarzało się, że krzyczeli na siebie przez kilka godzin bez przerwy!

Pikanterii całej sytuacji dodawał fakt, że Jeleńskiego i Lepriego łączył związek homoseksualny. A wszyscy troje przez 30 lat tworzyli szczęśliwą rodzinę. Mieli swój język, swój kod porozumiewania się i… swoje koty. To Leonor była największą ich miłośniczką. W domu było ich zwykle kilkanaście. Znajomi opowiadali, że kot chodzący po stole i wsadzający pyszczek w talerze gości to nie było nic niezwykłego. I nie daj Boże zwierzaka przepędzić czy z obrzydzeniem odsunąć talerz! Osoba, która tak się zachowała, była skreślona w oczach gospodyni. Nawet wakacje tej nietypowej rodziny podporządkowane były kotom. Początkowo Fini, Lepri i Jeleński wyjeżdżali na lato do zrujnowanego klasztoru na Korsyce. Po jakimś czasie jednak z tego zrezygnowali, gdyż… koty za Korsyką nie przepadały. Kupili więc dom w Saint-Dyė nad Loarą i odtąd tam spędzali wakacje.

Leonor kochała koty, jednak znajomi żartowali, że najbardziej kochała Kota. Jeleńskiego. To był Kot jej życia. Pierwszy, w 1980 roku, odszedł Stanislao Lepri. Siedem lat później Jeleński. Leonor Fini żyła najdłużej, tworząc do końca swoje niesamowite obrazy. Zmarła we śnie w styczniu 1996 roku. Cała trójka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w miasteczku Saint-Dyė.


Ada Boksz
FOT. Archiwum Rodzinne/Fotonova, East News, Forum

Źródło: Wróżka nr 7/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka