Serce w rozmiarze XXL

Każdy trud ma sensKażdy trud ma sens
Dziś, kiedy dzieci są dorosłe, Joanna nie żałuje ani jednego dnia. Twierdzi, że wszystko miało sens, każdy trud, każda przeszkoda. Wie, że udało się jej wychować ich na przyzwoitych ludzi. Jagoda po wielu życiowych porażkach w końcu szczęśliwie wyszła za mąż, urodziła synka. Skończyła technikum rolnicze. Teraz twierdzi, że chce się uczyć dalej.

Rysio właśnie otworzył własny gabinet weterynaryjny. Ma narzeczoną. Basia jest kucharką, ale zdała maturę w liceum dla pracujących. Andżelika studiuje na pierwszym roku anglistyki. Jest jedną z lepszych. Wojtek i Marcin skończyli ekonomię. Razem z ojcem rozwijają rodzinną firmę transportową. Joanna jest dumna ze wszystkich dzieci.

– Nie znoszę określenia: adopcyjne mówi stanowczo. – Moje dzieci też go nie lubią. Bo one wszystkie są naprawdę nasze. Moje. Tylko trafiły do mnie trochę poźniej. I kocham je. Cóż, że każde trochę inaczej? Miłość to miłość.


Sonia Ross

reklama


Miłość przychodzi później

Nie każda kobieta od razu czuje instynkt macierzyński. Bywa zresztą, że nie ma go wcale. Bo czasem miłość trzeba wypracować. Mówi o tym dr Tomasz Srebnicki, psycholog i psychoterapeuta.

Czy miłość macierzyńska zjawia się automatycznie wraz z pojawieniem się dziecka? Czy każda kobieta nosi w sobie gotowość na to uczucie?
Żeby się nawiązała miłość między matką a dzieckiem, potrzebnych jest kilka czynników. Po pierwsze, kobieta musi wynieść z rodzinnego domu prawidłowy obraz macierzyństwa. Po drugie, wielkie znaczenie mają zmiany hormonalne, jakie zachodzą w okresie ciąży i porodu. Wreszcie kontakt fizyczny, przytulanie, czynności pielęgnacyjne i bliskość z dzieckiem, które jest już na świecie, również w ogromnym stopniu wpływa na tworzenie się uczucia. Niekoniecznie jest tak, że kobieta ma wrodzony instynkt macierzyński, choć rzeczywiście u większości on jest. Niekiedy trzeba czasu, żeby się obudził. U niektórych nie budzi się wcale.

Powiedział pan, że dużą rolę odgrywają hormony. A co z kobietami, które same nie urodziły? Tu przecież chemia nic nie załatwia.
To prawda. Taka miłość jest trudniejsza. Nie ma całego procesu przygotowawczego, jakim jest ciąża, okres poporodowy, opieka nad niemowlęciem. Tu trzeba więcej czasu na to, żeby uczucie miało szansę się zrodzić.

Rozumiem, że nie każda kobieta może zostać matką adopcyjną. Zwłaszcza starszego dziecka. A już szczególnie chorego, z defektem.
Tak jak nie każda kobieta jest w stanie być matką, choć z punktu widzenia fizjologii nie ma przeciwskazań. Nie widzę jednak różnic w predyspozycjach – zarówno do bycia matką biologiczną, jak i adopcyjną. Każda z nich musi mieć w sobie gotowość do nawiązania więzi. Relacji z dzieckiem. I umiejętność brania na siebie odpowiedzialności za swoje czyny. Miłość przychodzi później.

Ale matka adopcyjna musi wykonać cięższą pracę niż matka biologiczna. Nie mówiąc już o tym, że jest gruntownie sprawdzana, testowana.
To mnie zawsze zastanawiało. Matka czy w ogóle rodzice adopcyjni przechodzą przez rozmaite kwalifikacyjne sita. A w melinie rodzi się dziewiąte dziecko kobiety bez żadnych „kwalifikacji”. Ta pierwsza jest sprawdzana i kontrolowana. Druga – swoje dziecko może nawet zagłodzić. Dlatego droga do zrodzenia się miłości u matki adopcyjnej jest rzeczywiście trudniejsza. Trzeba mieć ogromny zapas sił i cierpliwości. Jednak nie można nie wspomnieć o tym, że i ona, adoptując syna lub córkę, też załatwia jakieś własne potrzeby.

A jakie to są potrzeby, jeśli adoptuje się aż kilkoro dzieci?
Potrzeba czynienia dobra, posiadania dużej rodziny, bycia kimś wyjątkowym? Trudno powiedzieć. Jednak kiedy dzieci wychowywane są prawidłowo i są szczęśliwe, to znaczy, że udało się najważniejsze: miłość się zjawiła.

Źródło: Wróżka nr 5/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka