Strona 2 z 2
Mniej polowań i szczepień
W Dolinie Rospudy żyje też ryś. Żywi się on sarnami i jeleniami. I tu pojawia się kłopot, bo o ten pokarm musi konkurować z… myśliwymi.
– Merytoryczny nadzór nad myślistwem sprawują Lasy Państwowe. W praktyce wygląda to jednak tak, że ci sami ludzie kontrolują siebie nawzajem. Więc dokonują czasami bardzo dużych redukcji – mówi Adam Wajrak, przyrodnik i dziennikarz „Gazety Wyborczej”.
– Usprawiedliwiają się, że strzelając do zwierząt, regulują populację. To bzdura! Regulują je przede wszystkim choroby i dostępność do pokarmu. Dzików jest dużo, choć myśliwi do nich strzelają.
Ale dziki mają łatwy dostęp do pokarmu między innymi ze śmietników.
Myśliwi dokarmiają dzikie zwierzęta, choć tego robić się nie powinno. Dokarmiane zwierzęta podchodzą pod ambonę i stają się łatwiejszym łupem.
Adam Wajrak: – Myśliwi działają przeciwko przyrodzie. Mają wpływy u polityków, więc ograniczają rozszerzanie parków narodowych. Poluje marszałek Bronisław Komorowski. Janusz Palikot chwali się, że zastrzelił głuszca. W Rosji, a zatem legalnie, bo tam jest ich dużo. To tak jakby ktoś wrócił z Afryki i się chwalił, że zastrzelił słonia. Zabijają dla przyjemności. O ile można zrozumieć zabijanie dla pokarmu, o tyle trudno znaleźć usprawiedliwienie dla człowieka, który jedzie na weekend, zabija zwierzę i nie zjada ani kawałeczka mięsa, tylko obcina zwierzęciu łeb i wiesza na ścianie. Albo fotografuje się z martwym zwierzakiem, z którego leje się „farba”, bo tak nazywają krew. Gdyby rolnik zabijał dla przyjemności świnie albo kury, zostałby wsadzony do wariatkowa. Wyobraźmy sobie: chłop wstaje z łóżka, przeciąga się, ziewa, bierze siekierę i stwierdza: cóż za piękny poranek, ubiję sobie dwie kaczki.
reklama
Nieprzemyślana ludzka interwencja w przyrodę sprawiła, że niektórym gatunkom ptaków zagrażają lisy i jenoty. Kosztem milionów złotych zlikwidowaliśmy bowiem naturalnego wroga lisów – wirus wścieklizny, który w danym rejonie je wybijał. A wśród ludzi mieliśmy jeden przypadek tej choroby w latach 90., kiedy kobieta złapała wściekliznę od… kota.
Adam Wajrak: – Te szczepienia są przykładem, że manipulując przyrodą, robimy sobie i jej kuku. Teraz w Polsce mamy 50 przypadków bąblowca – tasiemca roznoszonego przez lisy na sierści. Pasożyt atakuje wątrobę. Jest to choroba nieuleczalna, myśliwi nie chcą więc strzelać do lisa, bo każde ustrzelone zwierzę muszą zakopać. A boją się zarażenia bąblowcem.
Ratujmy świat Nieprzyjazny stosunek do przyrody zmienimy, jeśli dostrzeżemy, jak niesamowity świat nas otacza. Jeśli zobaczymy coś ciekawego we wróblu, zaczniemy się zastanawiać, dlaczego jest go coraz mniej. Kiedy będziemy potrafili dany gatunek nazwać, zapragniemy go chronić.
– Zachęcam: idźcie do lasu, obserwujcie, co się wokół was dzieje. Bo nawet w parku miejskim dzieją się fascynujące historie. Wtedy może przyjdzie refleksja: aha, żeby się klimat nie ocieplał, wkręcę energooszczędne żarówki. Albo żeby foka w Bałtyku nie cierpiała, nie będę używał tylu detergentów – mówi Adam Wajrak.
***

Alan Weisman, dziennikarz, autor bestsellera „Świat bez nas” twierdzi, że im bardziej poznaje przyrodę, tym bardziej jest pewien, że ona sobie poradzi. Martwi się o człowieka. Bo ingerencje w przyrodę wkrótce mogą się okazać dla ludzi co najmniej nieprzyjemne. Zniknięcie wydry czy głuszca na razie bezpośrednio nas nie dotknie. Jest jednak sygnałem alarmowym, że oto ginie nasz świat.
Każdy z nas powinien zdać sobie sprawę, że jako gatunek nie jesteśmy na świecie długo – jako istota rozumna 200 tysięcy lat, a jako istota społeczna 10 tysięcy. W historii to tyle co nic. Owszem, jesteśmy technologicznie rozwinięci. Ale co z tego, skoro nagły atak zimy potrafi wszystko zatrzymać? Więc im silniej rozhuśtamy klimat, tym mocniej dostaniemy w kość. Tak jak teraz wiele gatunków zwierząt.
W Polsce wymierają:• Ptaki związane z tradycyjnym rolnictwem – coraz rzadziej można zobaczyć czajki, a w zachodniej Polsce skowronki. W ciągu ostatnich pięciu lat o 20 procent, czyli o 10 tysięcy par spadła populacja bociana.
• Kraska – kolorowy, niewielki ptak, którego w latach 50. XX w. było sporo, teraz zostało około 100 par.
• Głuszec – ptak bagien, borów sosnowych i świerkowych. Do Puszczy Białowieskiej ostatnie kury przylatywały z Białorusi na początku lat 90. Głuszec śpiewa pieśń godową, składająca się z kilku części. W trakcie jednej z nich głuchnie – stąd nazwa. Jeszcze do lat 90. XX wieku w trakcie toków podchodzili do śpiewaków myśliwi i strzelali. Głuszców w Polsce zostało około 250 sztuk.
• Dzięcioł trójpalczasty – żywi się i gnieździ w obumierających świerkach, które w górach i w północno-wschodniej Polsce wycinamy. Mordujemy go więc jakby przy okazji… Z trudem udaje się go odnaleźć, ale jak już się uda, można go obserwować z odległości kilku metrów.
• Wąż Eskulapa – wykończyła go akcja Wisła, która Bieszczady zamieniła w dzikie góry. Nikt już nie kosi łąk, nie zostawia gnijących stogów siana i węże nie mają gdzie składać jaj. Eskulapa zostało w Polsce około 100 sztuk.
• Dzikie chomiki europejskie, duże rudo-czarno-białe – zupełnie inny gatunek niż te domowe. Kiedyś były pospolite, lecz uważano je za szkodniki. W ciągu kilkudziesięciu lat stały się rzadkością.
Beata Igielska
dla zalogowanych użytkowników serwisu.