Tam, gdzie śpiewają anioły

Tadeusz nie rzeźbi diabłów. Bo zła jest na świecie wystarczająco dużo. Rzeźbi anioły. Zawsze uśmiechnięte. I koty. Więc są w Dercu te rzeźbione, ale są i żywe.Nawet ryby, które przynosili im w podarunku sąsiedzi, wypuszczali do stawu, więc teraz, kiedy dostają ryby, to od razu bez głów.
Z wychodkiem wcale nie było łatwiej. Aż do dnia, kiedy na wystawie sklepu w Jezioranach zobaczyli muszlę klozetową.
– Świetnie – ucieszyli się. – Kupujemy muszlę.
– A zezwolenie z gminy macie? – ostudził ich zapał pan sprzedawca.
– Zdębiałem. W Elblągu były kolejki i komitety kolejkowe, ale zgody z urzędu na zakup muszli nikt nie wymagał. Poszliśmy do urzędu. Do kierownika służby rolnej, który wydawał zezwolenia.
Kierownik rozparł się na krzesełku i taksował ich z góry na dół.
– Suchejcie – powiada w końcu – ale czy wy jesteście dobrymi rolnikami?
Bo muszla, wiecie, przysługuje się tylko dobrym rolnikom.
I odprawił ich z niczym. Ale Tadeusz się zaparł. Uderzył do naczelnika.

– Jak to? – powiada. – To ja z miasta przyjeżdżam, uczę się, jak świnie karmić, ciągnę krowom wodę ze studni, co jest 40 metrów od domu, a wy mi powiadacie, że nie jestem dość dobrym rolnikiem, żebym sobie muszlę klozetową kupił za własne pieniądze?
Naczelnik wezwał kierownika. Kazał mu pisać zgodę na muszlę. I od siebie dorzucił jeszcze talon na pół tony węgla.
I tak Ewa z Tadeuszem zmodernizowali dom. A kiedy go rozbudowali, od razu zrobiło się dość miejsca, żeby zaprosić anioły.

Tadeusz nie rzeźbi diabłów. Bo zła jest na świecie wystarczająco dużo. Rzeźbi anioły. Zawsze uśmiechnięte. I koty. Więc są w Dercu te rzeźbione, ale są i żywe.W prawo do sołtysa

Stało się jasne, że nie utrzymają domu z produkcji mięsa. Tadeusz wrócił do rzeźbienia, a Ewa zaczęła robić koronkowe rękawiczki. Pani Hania z sopockiej Cepelii pomogła im sprzedać pierwsze prace, a po kilku latach, kiedy po reformie Balcerowicza ludzie wpadali w pułapkę kredytową, Tadeusz sprzedał sześć płaskorzeźb do galerii w Niemczech. Spłacili wszystkie długi.
– To był znak. Znak, że wybrałem dobrą drogę.
Teraz, gdy „do sołtysa” przybywają luksusowymi terenówkami „interesanci z miasta”, mają dwie niespodzianki.
– Wysiadają, kłaniają się i powiadają: „My do sołtysa, mąż w domu?”. A kiedy zapraszam ich do środka, wchodzą do pokoju, co jest pełen aniołów i nagle są na kolanach – śmieje się Ewa.
– Wszystkiego się można spodziewać na wsi, ale nie tego.

Czasami wpada do Maculewiczów ksiądz, absolwent historii. Gadają godzinami. Ewa i Tadeusz, kiedy już okrzepli w Dercu, zapisali się na studia. I oboje ukończyli zaocznie Chatę. Chrześcijańską Akademię Teologiczną.
– Pewnie dlatego moje anioły są odrobinę protestanckie i nie noszą aureoli – żartuje Tadeusz. A księdzu z uznaniem przyznaje że odkrył jego ukrytą dworską pasję.
– Zapytał, czy był tu kiedyś dwór, bo mur wokół domu zdaje się na to wskazywać. A to ja nakupiłem starej cegły i postawiłem go na starą modłę. Przez te szlacheckie sentymenty. Może bez szabelki, ale dom na wsi w jakimś stopniu zawsze jest dworem. Dlatego do naszego prowadzi aleja pośród drzew. Może szutrowa, ale jednak aleja.

Na rozstaju dróg stoi drogowskaz. W lewo droga wiedzie do lasu. W prawo – do „sołtysa”. Sołtys jest we wsi od wszystkiego. Od tego, żeby budował wodociąg, przygarniał bezpańskie psy i ratował ludziom życie. Bo do kogo dzwonić, jak któryś upije się w święta, zaśnie gdzie w zaspie i zamarznie? Ewa musi sprowadzić pogotowie. Pogotowie zabiera takiego delikwenta do szpitala, a po godzinie odwozi z powrotem. Szpitale nie chcą „pacjentów spoza systemu ochrony zdrowotnej”.

Tadeusz nie rzeźbi diabłów. Bo zła jest na świecie wystarczająco dużo. Rzeźbi anioły. Zawsze uśmiechnięte. I koty. Więc są w Dercu te rzeźbione, ale są i żywe.Na kompletnym odludziu

Tadeusz diabłów nie rzeźbi. Bo zła jest przecież na świecie wystarczająco dużo. Anioły zaś są zwyczajne. Zawsze uśmiechnięte.
– Miałem sugestie, że diabły albo anioły groteskowe sprzedawałyby się lepiej… Wiem, zła nie trzeba reklamować. Ale anioł to anioł. Pojechali z nimi na artystyczne tournée po Francji, a potem jeszcze po Włoszech.
– Serce się raduje na widok takiego anioła, prawda? – uśmiecha się Ewa. I ma rację. Serce się raduje. Na widok aniołów i na widok kotów. I tych prawdziwych, i rzeźbionych. Kiedyś pojechał z wielkim drewnianym kotem na Targi Rolne. Pomyślał, że rzeźba też może być przecież produktem regionalnym.
Na dworcu postawił kota obok ławki. Usiadł. Przechodziła pani z pieskiem, kiedy pies zobaczył kota, zjeżył się natychmiast i rozszczekał na całą okolicę.
– Hm… – pomyślał z uśmiechem Tadeusz. – Skoro pies reaguje, to widać kot jest całkiem dobry. I kot zdobył laur „Hitu Targów Rolnych”. Wygrał z traktorami, kombajnem i żywymi buhajami. Teraz mieszka w domu z trzema prawdziwymi kotami i trzema żywymi psami. Zuźkę kupiła Ewa w Warszawie na Starym Mieście od jakiegoś żula chudą i wycieńczoną. Fredzio sam się przybłąkał, ktoś go wywiózł do lasu. Ronda jest z telefonu.
– Pani sołtys, pies chory się błąka po wsi, coś trzeba zrobić!

Wozili ją do weterynarza, odkarmili. I została.
Koty Szymona i Kubę trzymali, bo to luksus: zwierzę, którego nie musisz prowadzić na ubój. Zresztą na wsi kot sam sobie radzi. Poluje i walczy. Fifi rasowa, długowłosa przyjechała z miasta na smyczy z kompletem naczyń, kuwet, koszyków. No i smyczą.
– Bo Fifi chodzi na spacer dwa razy dziennie i zawsze na smyczy – powiedziała jej pani na pożegnanie.
Na początku koty we wsi bały się jej panicznie, bo przecież żaden nie widział nigdy takiego cudaka. Ale po miesiącu nie chciała już chodzić na smyczy. I zamiast jeść francuskie konserwy i chrupki, wzięła się za polowanie na myszy.
– Przeszła na ekologiczną karmę – śmieje się Ewa – a nasze koty uzależniły się od pasztetów dla kotów. Musimy je zamawiać i jechać po to specjalnie do sklepu, na wieś.
– Jak to na wieś?
– Bo u nas na wsi są dwie kategorie ludzi – wyjaśnia Tadeusz. – Ci, co mieszkają na wsi i ci, co mieszkają na kompletnym odludziu.


Grzegorz Kapla

reklama
Źródło: Wróżka nr 7/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka