Skąd one to wiedzą?
Im lepiej poznajemy naszych „braci mniejszych”, tym bardziej nas zadziwiają. Niektóre z ich umiejętności znacznie przewyższają nasze.
– Zginęły tysiące ludzi, ale nie znaleźliśmy żadnego martwego słonia czy choćby zająca – mówił na konferencji prasowej dyrektor parku narodowego na Sri Lance, zatopionego cztery lata temu przez straszliwe tsunami. – Zanim nadeszła mordercza fala, zwierzęta uciekły w głąb lądu. To nie mógł być przypadek.
Wciąż nie wiemy, w jaki sposób to robią, ale potrafią przeczuć zbliżający się kataklizm. W narażonej na częste trzęsienia ziemi Japonii uczeni równie uważnie jak przyrządy pomiarowe obserwują zachowanie zwierząt. Okazuje się, że zanim sejsmografy zarejestrują najdrobniejsze wstrząsy, niektóre gatunki ryb morskich wpływają do rzek, ośmiornice chronią się w przybrzeżnych jaskiniach, z żerowisk odlatują flamingi.
Słuchaj kundla swego
Brytyjski biolog Rupert Sheldrake przekonuje, że nie da się tego wytłumaczyć jedynie większą wrażliwością ich zmysłów. Jego zdaniem zwierzęta kierują się intuicją i czymś w rodzaju telepatii, pozwalającej na odczytywanie niewidzialnych i niesłyszalnych dla nas sygnałów ze świata natury. W swoich książkach opisał setki wydarzeń, wobec których nauka pozostaje bezradna. Doświadczył tego również osobiście.
– Pewnego ranka mój zawsze spokojny pies Toby nie chciał mnie wypuścić z domu. Zapierał się, odpychał od drzwi, w końcu zamknąłem go na klucz w kuchni – pisze w książce „Niewytłumaczalne moce zwierząt”. – Kiedy wychodziłem, słyszałem jego żałosne wycie. Dwie godziny później uległem wypadkowi samochodowemu, miałem pęknięte kręgi szyjne, złamaną prawą rękę. Gdybym posłuchał mego psa, uniknąłbym nieszczęścia.
Święte i mądre
„Zapytaj zwierząt, a wskażą ci. I ptaki podniebne pouczą, i opowiedzą ci ryby w morzu” – radzi biblijna Księga Hioba.
Dziś zatraciliśmy już zdolność wsłuchiwania się w głos zwierząt, obserwowania ich zachowań i wyciągania z tego wniosków dla siebie. W przeszłości było inaczej. Wszystkie dawne kultury traktowały zwierzęta jak istoty dzielące z człowiekiem podobny los, obdarzone duszą, przekazujące nam informacje ze świata bogów i duchów.
W Egipcie czczono świętego byka Apisa jako wysłannika boga życia Ozyrysa. Nikt nie odważył się też skrzywdzić ibisa i skarabeusza, gdyż wierzono, że stworzenia te przepowiadają przyszłość. Koty otaczano takim szacunkiem, że kiedy wybuchał pożar, najpierw ratowano zwierzęta, a dopiero później dobytek.
Filozofowie starożytnej Grecji zauważali, że co prawda ludzie zjadają zwierzęta, ale także zwierzęta zjadają ludzi, więc nie można jednoznacznie stwierdzić, kto dla kogo został stworzony. Rzymianie tak mocno wierzyli w ich nadzwyczajne zdolności, że nie podejmowali żadnej decyzji bez konsultacji z wróżbitami, którzy stawiali przepowiednie na podstawie obserwacji lotu ptaków, a nawet sposobu dziobania ziarna przez kury. Żaden mieszkaniec Wiecznego Miasta nie zrozumiałby określenia „głupia gęś”, gdyż uważano ją za wyjątkowo mądre stworzenie, bardziej czujne od psów.
To bowiem gęsi podniosły alarm i u zarania dziejów uratowały Rzym przed podstępnym atakiem Gallów. Dawne mity głosiły, że kiedy bogowie zstępowali na Ziemię, zazwyczaj przybierali postać zwierząt. Dlatego tak często przedstawiano ich właśnie w takiej postaci. Ulubione bóstwo Hindusów to Ganeśa – człowiek z głową słonia, egipski sfinks był lwem z ludzką głową, a bóg zmarłych Anubis – mężczyzną z głową psa. Chrześcijanie pokpiwali z tych wyobrażeń, ale sami za symbol Ducha Świętego uznali gołębicę.
Z największym szacunkiem odniosły się do zwierząt religie Wschodu. Wynikało to z wiary w wędrówkę dusz, które mogą się wcielać w ciało dowolnej żywej istoty. Hindusi mawiają, że gdyby kazano im zjeść mięso krowy, czuliby się jak kanibale zjadający swoje babcie. Ich duchowi nauczyciele przypominali, że „nie wolno zabijać żadnych żywych, oddychających, obdarzonych czuciem istot ani odnosić się do nich brutalnie i znęcać się nad nimi”. Ten nakaz jest do dziś przestrzegany.
Angielskie słowo „animal”, czyli zwierzę, wywodzi się bezpośrednio od łacińskiego anima oznaczającego duszę. To pozostałość po czasach, gdy człowiek uczył się od natury. Najlepszymi nauczycielami były zwierzęta obdarzone lepszym instynktem i intuicją niż on. Każda cywilizacja, od Dalekiego Wschodu po Dziki Zachód, czciła szczególnie dla niej ważne stworzenia. Także nasi przodkowie, po których odziedziczyliśmy podświadomy lęk przed zabiciem pszczoły, bociana czy biedronki.
O niezwykłej skuteczności hipoterapii przekonało się już wiele osób.
Katarzyna Pomorska
dla zalogowanych użytkowników serwisu.