Pojawia się nagle, by w krótkim czasie ogarnąć tysiące umysłów. Odbiera rozsądek, zmienia człowieka w zwierzę i równie szybko... odchodzi. Skąd się bierze zbiorowa histeria?
Latem 2007 roku w pobliżu peruwiańskiego miasteczka Carancas, 1300 kilometrów na południe od stolicy kraju Limy, wieśniacy zobaczyli na niebie ognistą kulę i zaraz potem usłyszeli eksplozję. Wkrótce odkryli dziurę w ziemi o średnicy około 20 metrów, którą wypełniała mętna, brunatna woda.
Świadkowie opowiadali, że woda się gotowała i wydobywał się z niej jakiś cuchnący gaz. Ci, którzy byli na miejscu, zaczęli się skarżyć na ból głowy, wymioty i biegunkę. Siedmiu policjantów trzeba było odwieźć do szpitala i ratować maskami tlenowymi. Po kilku dniach sprawą interesowały się już światowe media, a liczba poszkodowanych rosła jak na drożdżach.
– Zachorowało ponad 600 mieszkańców Carancas – opowiadał w BBC burmistrz miasta Nestor Quispe. – Cierpią na bóle głowy, mają podrażnione oczy i skórę, nudności, wymiotują. Ze stolicy regionu Puno przyjechała więc na miejsce zdarzenia ekipa ośmiu lekarzy, a z Limy – trzech naukowców, którzy mieli zbadać, skąd wziął się krater i jego tajemnicze wyziewy. Specjaliści nie znaleźli śladów skażenia ani toksycznych gazów.
Na wszelki wypadek jednak pobrali do badań próbki krwi, moczu i włosów od mieszkających w pobliżu rodzin. Okazało się, że z medycznego punktu widzenia wszyscy byli zdrowi, choć... naprawdę chorowali. Wszystko wskazywało na to, że okoliczna ludność padła ofiarą zbiorowej histerii. Nie oparł się jej także lokalny dyrektor departamentu zdrowia Jorge López, który zwierzał się, że gdy oglądał krater, czuł drapanie w gardle i swędzenie w nosie.
reklama
Przypadki takich zachorowań wcale nie są rzadkie. Francuski „Le Monde” opisywał historię, jaka zdarzyła się w siedzibie merostwa Villejuif w departamencie Val-de-Marne. W 2004 roku z przegrzanego grzejnika zaczęły się wydzielać podejrzanie pachnące opary. Z budynku trzeba było ewakuować ponad 60 osób z objawami lekkiego zatrucia. Potem przewentylowano gmach i wszystko wróciło do normy. Ale w następnych miesiącach wielu pracowników zaczęło się skarżyć na podrażnienia błon śluzowych i skóry, ból głowy i zmęczenie. Już bez wyraźnej przyczyny. Prawdziwa epidemia wybuchła dokładnie rok po awarii grzejnika. Jej ofiarą padło około 30 procent urzędników merostwa.
Liczne inne przykłady dolegliwości wywołanych zbiorową histerią opisywali kilka lat temu na łamach „British Journal of Psychiatry” Robert Bartholomew z Queensland University i Simon Wessely z King’s College w Londynie. W 1985 roku w szkole średniej w Singapurze 65 uczniów wraz z nauczycielem zaczęło się uskarżać na bóle głowy, dreszcze i nudności, które wystąpiły, gdy kilku z nich poczuło dziwny zapach i rozeszły się plotki o trujących oparach z pobliskiej budowy. Seria medycznych testów nic nie wykazała. Podobnie było w Izraelu.
Gdy podczas wojny w Zatoce Perskiej na Ziemię Świętą spadała pierwsza rakieta wystrzelona z Iraku, rozeszły się wieści, że zawiera gazy bojowe. Nie było to prawdą, ale 40 procent ludzi przebywających w pobliżu miejsca ataku miało kłopoty z oddychaniem. Zbiorowej sugestii uległa także prawie połowa z 10 tysięcy strażaków, którzy dogaszali szczątki zawalonych wież WTC. Skarżyli się oni na dziwny ucisk i ból w piersi, krótki oddech i kaszel. Tyle że testy powietrza wskazywały, że poziom skażeń jest bezpieczny dla zdrowia.
W kwietniu 1993 roku w Kairze aż 1300 uczennic z ponad 30 szkół zaczęło cierpieć na niewytłumaczalne napady mdłości i omdleń. Pierwszy przypadek zdarzył się w niedużej wiosce w delcie Nilu – jedna z nastolatek, czytając podczas lekcji książkę na głos, nagle zemdlała. Potem zasłabło kilka jej koleżanek i wkrótce choroba zaczęła się rozprzestrzeniać na inne miejscowości. Nie minął miesiąc, a w całym Egipcie zapanowała moda na omdlenia wśród nastolatek. Po pewnym czasie problem znikł – równie gwałtownie, jak się pojawił. Podobna historia miała miejsce w trakcie szkolnego obozu letniego na Florydzie.
W czasie śniadania jedna z dziewczynek stwierdziła, że jej kanapka dziwnie smakuje, a chwilę później poczuła mdłości i zaczęła wymiotować. Gdy wieść o tym rozeszła się wśród uczniów, sensacje żołądkowe zaczęły nękać większość dzieci. Stało się tak, choć serwowana żywność była absolutnie zdrowa! Opisano dokładnie przypadek zbiorowego szaleństwa z 1692 roku w spokojnym amerykańskim miasteczku Salem. Pewnego dnia cztery dziewczynki stwierdziły, że widziały samego Szatana, jak odprawiał sabat ze swoimi czarownicami, a potem opowiedziały to samo przed sądem, doznając przy tym konwulsji i ataków płaczu. W wyniku ich oskarżeń na śmierć skazano 20 niewinnych kobiet. 19 z nich powieszono, a jedną ukamienowano.
Gigantyczny atak histerii ogarnął 30 października 1938 roku całe Stany Zjednoczone! Pisarz i reżyser Orson Welles nadał w radio słuchowisko „Wojna światów”. Była to rzekomo prawdziwa transmisja z ataku Marsjan na Ziemię. I choć wielokrotnie podczas programu powtarzano, że atak obcych to fikcja, Ameryka oszalała. Wielu ludzi szykowało się dać odpór inwazji! Zbiorowa histeria potrafi też zabijać. W listopadzie 1978 roku w dżungli w Gujanie 900 osób należących do sekty księdza Jima Jonesa w jednej chwili odebrało sobie życie. Kazanie ich proroka było tak przekonujące, że wyznawcy nie wahali się wypić szklankę soku wymieszanego z cyjankiem potasu.
Mianem zbiorowej histerii określa się zachowanie dużej grupy ludzi, dla którego nie ma racjonalnych podstaw. To pojęcie na dobrą sprawę niczego nie tłumaczy. Bo mechanizm, za pomocą którego ta dziwna choroba przenosi się z jednej osoby na drugą, nie jest znany. Skąd więc histeria się bierze i co ją wywołuje? Wielu badaczy twierdzi, że wszystkiemu winne są feromony. Jak wiemy, wydziela je każdy z nas, najwięcej w sytuacjach stresowych. Ponieważ zaś feromony niosą ze sobą informacje o zagrożeniu, to takie wieści błyskawicznie się rozprzestrzeniają i mogą zawładnąć umysłami dużej grupy przypadkowych ludzi.
Jednak Philip Callahan z Uniwersytetu Stanu Floryda uważa, że głównym „winowajcą” takich zachowań jest szczególna właściwość ludzkiego mózgu, która kryje się w rejonie ciała migdałowatego. Jego zdaniem ten odpowiedzialny za emocje ośrodek wydziela swoiste „promieniowanie”, które oddziałuje na inne ciała migdałowate. A to oznacza, że w toku ewolucji w ludzkim mózgu utrwalił się mechanizm silnej solidarności grupowej, który pozwalał nam przetrwać. Cywilizacja bardzo go przytępiła, ale nie zniszczyła zupełnie. I dlatego ciągle jeszcze się zdarza, że ulegamy zbiorowej histerii.
A dzieje się to mniej więcej tak: najpierw ciało migdałowate wysyła sygnał do mózgu, by zmniejszył przepływ cukrów w organizmie. W ten sposób wyłącza zasilanie indywidualnego myślenia i wprowadza nas w stan swoistej hipnozy. Pod jej wpływem nasz mózg robi dokładnie to, co dyktują mu inne mózgi. Jest gotowy na wszystko.
Nawet do tego, by wywołać w nas mdłości na widok apetycznej i zdrowej kanapki. Najciekawsze, że na nasze zachowanie nie ma wpływu ani poziom wykształcenia, ani podatność na wpływy, ani inteligencja emocjonalna. Zbiorowej histerii może ulec każdy: profesor, student i cieć. Nie martwmy się więc, kiedy i nas ona dopadnie. Odrobina szaleństwa nikomu nie zaszkodzi.
Jerzy Gracz
dla zalogowanych użytkowników serwisu.