Życie w kadrze


„Down in the Garden” wdarło się na rynek przebojem, pozwalając Anne realizować swoje najśmielsze projekty.  Ludzie często ją pytają, czy urządza casting, poszukując dzieci do fotografii. Na szczęście nie musi tego robić. Szczęśliwi rodzice sami proponują sesję, przysyłają fotografie.

– Jedna młoda mama przyjechała do mnie z maluchem w drodze ze szpitala do domu – opowiada fotografka. – Kiedy ja robiłam zdjęcia, ona... zasnęła. Wcale jej się nie dziwię, była zupełnie wykończona. Zdarzyło się natomiast urządzić poszukiwania właściciela dużych rąk. Anne planowała zdjęcie noworodka – wcześniaka leżącego na męskiej dłoni. Najpierw długo wypytywała lekarza w szpitalu, czy to nie zaszkodzi dziecku. Potem zaczęła szukać odpowiedniej ręki.

– Przyjęło się, że strażacy i policjanci mają największe dłonie – opowiada. – Zadzwoniłam więc na posterunek i do remizy. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy przestali się wreszcie śmiać, o mało nie zablokowali mojego służbowego faksu. Co chwilę przychodziły „odciski” kolejnych męskich łap.

W końcu szczęśliwym modelem został niejaki Jack. Nie miał największych dłoni, ale, jak twierdzi Anne, był człowiekiem bardzo łagodnego usposobienia i ten spokój udzielał się noworodkowi.
– Najważniejsza podczas pracy w studio jest atmosfera – mówi artystka. – Wiele osób sądzi, że działam w chaosie, a dzieci często płaczą. Tymczasem wszystko odbywa się spokojnie, w tle sączy się muzyka Mozarta. Dzieciom zdarza się płakać, ale rzadko.

– Wielu rodziców jest święcie przekonanych, że mam jakiś tajemny sposób na usypianie niemowlaków – śmieje się Anne. – I oczywiście chcieliby go poznać. A ja po prostu zajmuję się czymś innym. Kiedy po chwili spoglądam na malucha, on zazwyczaj śpi. Czasem jednak to się nie udaje. Wtedy zawsze z pomocą przychodzi królik Roger, dyżurny pluszak, mieszkający w studio. Utulił już do snu setki dzieci.

reklama


Śpiące dziecko to coś, co wzbudza wielkie emocje. To najpiękniejszy widok na ziemi.

W karierze Anne zdarzały się jednak i momenty dramatyczne. Zgłosiła się do niej kobieta imieniem Lee, która była w ciąży z bliźniakami. Dała im imiona Hugh i Lloyd. W trakcie badań okazało się, że płuca Lloyda nie rozwijają się prawidłowo. Miał umrzeć zaraz po porodzie. Lee poprosiła, by Anne zrobiła jedyne zdjęcie jej dwójki dzieci, nim Lloyd odejdzie z tego świata. – To miał być tak smutny i osobisty moment, że nie mogłam po prostu wpaść na chwilę i zrobić zdjęć – opowiada Anne.

Przed porodem przez cesarskie cięcie spotykały się wielokrotnie, aż wreszcie nadszedł ten dzień. Fotografka wykonała swoją pracę, odbitki z oczywistych powodów nigdy nie zostały opublikowane.

– Zdałam sobie wtedy sprawę, że fotografuję nie tylko piękno życia, ale i jego kruchość – podsumowuje Anne. Piętnaście lat po tym zdarzeniu odnalazła Lee i zrobiła jej zdjęcia z Hughem – wyrośniętym, przystojnym młodzieńcem.

Jest coś magicznego i inspirującego w fotografowaniu kogoś, kogo widziało się jako kilkudniowego niemowlaka. To rodzaj mostu przez czas.

Kolejne albumy ze zdjęciami Anne ugruntowały jej pozycję na rynku. Kulminacyjnym momentem była współpraca z piosenkarką Celine Dion. Kiedyś w telewizji gwiazda przyznała się, że bardzo ceni książki Anne. Gdy piosenkarka urodziła dziecko, Anne zaoferowała się, że sfotografuje ją z niemowlakiem. Potem wspólnie stworzyły album „Miracle” (Cud), pełen zdjęć nowo narodzonych dzieci i kobiet w ciąży, do którego dołączona była płyta z piosenkami Celine.

– Praca z gwiazdą była wielką przyjemnością – opowiada fotografka. – Ona jest przede wszystkim matką, a wszystkie matki mówią tym samym językiem miłości. Kobiety z różnych kultur łączy macierzyństwo. Sprawia, że wyznają te same wartości, czują to samo.

Sama Anne przyznaje, że choć jej córki mają już po dwadzieścia lat, ona ciągle czuje w sobie cud macierzyństwa.  – Wiem, że życie nie jest idealne i jest w nim dużo cierpienia – stwierdza stoicko Anne. Jednak sama skupia się na pozytywnej stronie naszego istnienia.

Najważniejsza jest nadzieja i obietnica w oczach nowo narodzonego dziecka. To ona daje spokój i siłę. Pozwala zmieniać siebie i świat.

– Dlatego ciągle będę fotografowała dzieci – mówi artystka. I zachęca, by każda mama chwytała za aparat i robiła fotki. Dziecku, ale i sobie. W swojej autobiografii pisze: „Tańcz z dziećmi, wygłupiaj się, popełniaj błędy, bądź człowiekiem. Nikt nie jest idealny, trzeba po prostu być sobą, ufać instynktom. Wtedy może dostaniesz od własnej córki kartkę o takiej treści: „Nie jesteś mądra, mamo. Czasem jesteś głupiutka, a czasem trochę mądra. Ale kocham cię bardzo, i Tatę też”. Taką kartkę dostała od córki Anne.


Stanisław Gieżyński

Źródło: Wróżka nr 6/2008
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Promocja wróżka